Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

To, co Rosja robi na Ukrainie, "narusza zasady Karty Narodów Zjednoczonych oraz grozi pokojowi i bezpieczeństwu Europy" - oświadczył w niedzielę sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen. Tak jasne postawienie sprawy oznacza, że społeczność międzynarodowa już powinna wystawić Rosji rachunek za jej dotychczasowe działania wobec Ukrainy. Część tych działań można podjąć bardzo szybko.

Pożegnanie z G8

Pierwszą symboliczną reakcją Zachodu są decyzje USA, Kanady i Francji o zawieszeniu przygotowań tych państw do udziału w szczycie państw G8. Miał się on odbyć na początku czerwca w Soczi, gdyż w tym roku Rosja przewodzi pracom G8. To grupa potęg gospodarczych świata: Francji, Japonii, Kanady, Niemiec, Rosji, Włoch, Wielkiej Brytanii i USA. Przez ćwierć wieku była to grupa G7 zrzeszająca największe gospodarki Zachodu. Dopiero pod koniec zeszłego stulecia do prac w tej grupie została zaproszona Rosja.

Ewentualny bojkot szczytu w Soczi to dla Rosji jak ukłucie komara dla słonia. Ale usunięcie tego kraju z G8 byłoby wielkim ciosem w jego prestiż. Kolejną taką sankcją byłoby odmówienie Rosji członkostwa w organizacji OECD skupiającej najbardziej rozwinięte gospodarczo państwa świata. Weto dla obecności Rosji w tej organizacji miałoby znaczenie nie tylko symboliczne. Nie pozwoliłoby także Rosji od środka wpływać na działalność OECD i znaczących agend tej organizacji takich jak Międzynarodowa Agencja Energetyki. A ta właśnie Agencja decyduje np. o interwencjach państw członkowskich OECD na rynku paliwowym.

W odpowiedzi na działania wojsk Rosji Unia Europejska i USA powinny wprowadzić embargo na eksport uzbrojenia i technologii militarnych dla rosyjskich wojsk i służb siłowych oraz import broni z Rosji.

Dziś np. Francja buduje dla Rosji szturmowe okręty klasy Mistral oraz eksportuje kamery termowizyjne do rosyjskich czołgów, włoski koncern Iveco negocjował dostawy transporterów opancerzonych i ich produkcję w Rosji, a kilka tygodni temu o szykowaniu umów zbrojeniowych z Rosją informowano w Wielkiej Brytanii. Z drugiej strony Rosja w ostatnich latach zwiększała eksport swojej broni strzeleckiej do USA, także dla jednostek amerykańskiej policji.

Nie ruszać gazu

Kluczowe znaczenie dla gospodarki Rosji ma eksport ropy naftowej i gazu. Sprzedaż tych surowców zapewnia ok. 70 proc. dochodów Rosji w handlu zagranicznym i jednocześnie podatki ze sprzedaży ropy naftowej i gazu stanowią około połowy dochodów budżetu Rosji.

Z Rosji pochodzi ok. jednej czwartej gazu zużywanego w Unii Europejskiej i ponad jedna trzecia ropy naftowej oraz paliw. Szkopuł w tym, że w handlu energią Rosja stara się narzucić Europie własne reguły gry. Na początku dekady Rosja wycofała się już z traktatu Karta energetyczna, który miał być swoistą energetyczną konstytucją w Europie, określającą jednakowe zasady działania dla europejskich firm w Rosji i rosyjskich w Europie.

Obecnie Moskwa kwestionuje zasady tzw. trzeciego pakietu energetycznego Unii, czyli przepisów chroniących mieszkańców Europy przed gazowymi monopolistami. Na tym tle doszło do kilku ostrych sporów między Rosją i Unią Europejską.

W marcu Komisja Europejska ma rozstrzygnąć, czy Gazprom będzie mógł na własny użytek wykorzystywać gazociąg OPAL - główną niemiecką odnogę bałtyckiego gazociągu Nord Stream ułożoną wzdłuż polskiej zachodniej granicy do Czech. Unijne prawo co do zasady nie zezwala na taki transportowy monopol i w 2009 r. KE - na zasadzie wyjątku - zezwoliła Gazpromowi zarezerwować dla siebie 50 proc. mocy przesyłowych OPAL. Jednak w zeszłym roku rząd Niemiec poparł starania Gazpromu o monopol w OPAL.

Jeśli pod presją Berlina tym roszczeniom ulegnie Bruksela, uderzy to przede wszystkim w Ukrainę i da Rosji dodatkowe atuty. Gazprom będzie mógł zwiększyć dostawy gazu do Europy Zachodniej bałtycką rurą Nord Stream, zmniejszając jednocześnie tranzyt gazu przez gazociągi na Ukrainie.

Pod koniec zeszłego roku Komisja oficjalnie poinformowała też Rosję, że będzie musiała renegocjować umowy z państwami UE o budowie gazociągu South Stream. Ta rura przez Morze Czarne ma transportować gaz z Rosji do Bułgarii, a stąd będzie on przesyłany lądowymi odnogami przez Bałkany do Europy Środkowej i przez Grecję do Włoch.

Według Brukseli międzyrządowe umowy o South Stream łamią unijne prawo, zapewniając Gazpromowi monopol na użytkowanie tego gazociągu. I to stanowisko Komisja powinna potwierdzić podczas planowanego na połowę marca spotkania z rządem Rosji.

Wiosną ma być także ogłoszona decyzja Komisji w sprawie praktyk monopolistycznych Gazpromu w Europie Środkowej. Za blokowanie konkurencji i zawyżanie cen gazu dla państw Europy Środkowej Komisja może nałożyć na Gazprom grzywnę sięgającą 15 mld dol.

Od kilku miesięcy trwa też spór w sprawie łamania przez Rosję międzynarodowej konwencji TIR. Mimo apeli KE i ONZ rosyjscy celnicy nielegalnie żądają od przewoźników drogowych wykupywania w Rosji dodatkowych gwarancji rozliczeń opłat celnych. W tym sporze pora już wyznaczyć jasne ultimatum: albo Rosja będzie przestrzegać konwencji, albo powinna zostać wyłączona z systemu TIR. Oznaczać to będzie dodatkowe koszty dla dostawców towarów do Rosji, ale także skokowy wzrost kosztów importu dla Rosjan.

Od zeszłego roku KE narzekała też, że Rosja łamie umowę ze Światową Organizacją Handlu (WTO), podnosząc cła. Pora skończyć z narzekaniem i skierować pozwy do WTO.

Być może jeszcze bardziej skuteczne byłoby embargo na import rosyjskiego gazu do UE albo ograniczenie Rosjanom prawa do kupowania nieruchomości we Francji, w Hiszpanii, we Włoszech czy w Wielkiej Brytanii, ale wprowadzenie takich zakazów jest nierealne.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.