Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kolejna nowelizacja OZE uchwalona wczoraj przez Sejm nie rozwiązuje problemów producentów energii z wiatru, którzy odpowiadają dziś aż za 69 proc. mocy zainstalowanej w źródłach odnawialnych. To oni produkują zieloną energię najtaniej, ale za rządów PiS nie mają łatwego życia.

Wprowadzone w tej kadencji kryterium odległościowe zabrania budowy wiatraków, jeśli w promieniu mniejszym niż 10-krotność ich wysokości znajdują się zabudowania. Resort energii z góry zapowiedział, że nowelizacja ustawy o OZE tych przepisów nie zmieni.

Na dodatek posłowie PiS rzutem na taśmę wprowadzili do jej projektu poprawkę krępującą unowocześnianie procesu technologicznego, co może zablokować szanse uzyskania nowej transzy wsparcia od państwa większości gotowych projektów wiatrakowych.

Zgodnie z nią każda modernizacja zwiększająca moc elektrowni (nawet bez wpływu na środowisko, np. zwiększenia poziomu hałasu) wymaga uzyskania odrębnej decyzji środowiskowej, co znacznie wydłuży proces inwestycyjny.

– Stanowi to poważną barierę w przypadku, gdy operator chce wymienić turbinę na nowocześniejszą i bardziej efektywną. Jeśli dodamy do tego możliwość uzyskania wsparcia dla zamortyzowanych już elektrowni starego typu, która zniechęca do inwestowania w budowę nowych, otrzymamy gotowy przepis na wstrzymanie rozwoju technologicznego produkcji energii z wiatru – ostrzega poseł Andrzej Czerwiński (PO) zasiadający w komisji ds. energii i skarbu państwa.

Koniec zamieszania z wyższym podatkiem

Ustawa wprowadza też korzystne zmiany dla branży. Po pierwsze, wydłuża czas ważności pozwolenia na budowę elektrowni wiatrowej z trzech do pięciu lat, co wydłuży czas na znalezienie finansowania inwestycji. Po drugie, przywraca warunki opodatkowania ich podatkiem od nieruchomości sprzed stycznia ubiegłego roku.

Wskutek nieprecyzyjnych zapisów PiS w 2016 roku zostawił gminom furtkę do pobierania go nie tylko od części budowlanych, ale także technicznych, w tym łopat mających ogromną powierzchnię. Spowodowało to w niektórych przypadkach zwiększenie stawki podatku 3-4-krotnie, na czym straciły także państwowe koncerny produkujące zieloną energię. Ten problem prawny rozeznaje właśnie Naczelny Sąd Administracyjny, do którego trafiło ponad 100 kasacji od wyroków wojewódzkich sądów administracyjnych, które przyznawały dotąd rację gminom.

Różnorodność może uderzyć po kieszeniach odbiorców

Nowe przepisy w dużym stopniu zmieniają dotychczasowy system przyznawania publicznego wsparcia finansowego producentom zielonej energii w systemie aukcyjnym.

Dotąd oferty zawierające zobowiązanie producenta co do ilości energii, którą dostarczy do sieci w ciągu 15 lat, oraz jej ceny jednostkowej wpadały do jednego worka. W kolejnych aukcjach mają już trafiać do odrębnych koszyków, w zależności od technologii produkcji.

I tak w pierwszym koszyku lądować mają oferty instalacji wykorzystujących biogaz i biomasę, a w drugim hydroelektrowni, geotermii i elektrowni wiatrowych na morzu. Do innego wrzucono razem fotowoltaikę i wiatraki na lądzie. Z kolei indywidualne koszyki przewidziano dla instalacji wykorzystujących tylko biogaz rolniczy oraz hybrydowych. O tym, jak duży kawałek energetycznego tortu przypadnie na poszczególne koszyki, minister energii zdecyduje rozporządzeniem.

Jak przekonuje Jarosław Kotyza, kierownik Centrum Zrównoważonego Rozwoju i Poszanowania Energii Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, wprowadzenie koszyków to szansa na dywersyfikację rynku OZE. Pole, które zostanie po wiatrakach wygrywających dotąd większość aukcji dzięki najniższym oferowanym cenom (a teraz dostaną tylko jeden kawałek tortu i to wespół z fotowoltaiką) zagospodarują inne źródła energii odnawialnej.

– Do tego system koszyków pozwoli zaangażować lokalny kapitał i potencjał – przekonuje.

Z kolei poseł Czerwiński uważa, że podział na koszyki zrujnował rynkowe podejście do produkcji energii z OZE, gwarantując dopłaty konkretnym rodzajom źródeł, a nie operatorom, którzy są gotowi wyprodukować ją najtaniej. – Dodatkowe koszty oczywiście znów zostaną przerzucone na odbiorców, więc rachunki za prąd wzrosną – prognozuje.

Aukcje najwcześniej jesienią

Dla inwestorów ważne jest, że aukcje w ogóle będą mogły ruszyć, ale mimo zapowiedzi ministra energii, że uruchomione zostaną „niezwłocznie po wejściu w życie nowelizacji”, nie stanie się to tak szybko.

Po pierwsze, nowe przepisy wprowadzają szereg zmian w sposobie ich przeprowadzania, więc Urząd Regulacji Energetyki musi opracować te nowe zasady. Po drugie posłowie przewidzieli stworzenie internetowej platformy aukcyjnej, którą URE będzie musiał stworzyć.

– W tym roku będzie ona mogła zostać wykorzystana tylko częściowo – nie uda się przy jej pomocy rozstrzygnąć aukcji. Zakładamy, że pierwsze z nich mogłyby się odbyć jesienią, jednak ich rozstrzygnięcie bez narzędzia informatycznego będzie z pewnością trudniejsze i mniej efektywne – mówi „Wyborczej” Agnieszka Głośniewska, rzeczniczka URE.

Nowe przepisy z aukcyjnego systemu wsparcia wyłączają instalacje małe (500 kW – 1 MW) i mikro (do 500 kW), ale tylko te wykorzystujące wodę, biogaz i biogaz rolniczy. One o dopłaty nie będą się musiały szczególnie starać - otrzymają gwarantowane taryfy. Z kolei więksi producenci biorący udział w aukcjach muszą mieć świadomość, że jeśli chcą skorzystać ze wsparcia przy budowie lub modernizacji instalacji, to o jego kwotę zostanie pomniejszone wsparcie operacyjne do produkcji prądu.

Unijny cel OZE wciąż daleko

Każdy dzień zwłoki przy udzielaniu finansowego wsparcia OZE oddala Polskę od unijnego celu dotyczącego udziału odnawialnych źródeł energii w miksie energetycznym. Ten w 2020 roku ma sięgać 15 proc. W 2016 roku Polska mogła się pochwalić jedynie 11,3-proc. wynikiem. Na dodatek był on niższy niż w trzech poprzedzających go latach (kolejno 11,4, 11,5 i 11,7 proc.).

Jeśli nie wywiążemy się z nałożonych dyrektywą zobowiązań, czekają nas wielomilionowe kary.

– Część zaproponowanych w nowelizacji rozwiązań to próba nadgonienia zaniedbań rządu z ostatnich trzech lat, które doprowadziły do spadku produkcji energii w OZE. Ich celem jest jak najszybsze wpompowanie do sieci jak największej ilości zielonej energii, niezależnie od tego, czy jest ona produkowana taniej czy drożej – uważa poseł Czerwiński.

Kilka dni temu Grzegorz Tobiszowski, wiceminister energii odpowiadający za OZE, przyznał, że realizacja polskiego celu OZE na rok 2020 jest zagrożona, ale jeśli pokażemy starania, ocena UE nie będzie tak sroga, jak zapowiadają sceptycy. Zapowiedział też, że resort będzie wnioskował o zwiększenie środków dla URE na organizację aukcji na nowych zasadach.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.