Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W czwartek branżę naftową zelektryzowała informacja, że Białoruś kupił dwa tankowce ropy naftowej, które w marcu dostarczą 160 tys. ton ropy naftowej dla białoruskich rafinerii. Tankowce zostaną rozładowane w litewskim porcie w Kłajpedzie, a stąd ropa zostanie przewieziona cysternami kolejowymi na Białoruś. 

W styczniu w taki sposób Białoruś pierwszy raz w historii importowała  partię ropy naftowej z Norwegii i wszyscy zastanawiali się, skąd teraz Białoruś sprowadzi tankowcami surowiec dla swoich rafinerii. 

Ropa z Rosji

W czwartek po południu Mińsk rozwiązał tę zagadkę. Rzecznik prasowy białoruskiego holdingu Biełnieftiechim Aleksandr Tiszczenko poinformował dziennikarzy, że tankowce przywiozą rosyjską ropę kupioną na międzynarodowym rynku naftowym. Tiszczenko zasugerował przy tym, że Białoruś zapłaciła niską cenę za ten surowiec.  

"Braliśmy pod uwagę szybki termin dostawy. Koszt to tajemnica handlowa. Można jednak wskazać, że właściciel tego zasobu w Rosji mógłby na tej dostawie zarobić więcej, nawet bez uwzględnienia premii" - powiedział rzecznik Biełnieftiechim. Przypomniał w ten sposób, że rosyjskie kompanie naftowe doliczają sobie specjalną premię za surowiec dla białoruskich rafinerii - zgodnie z umową rządów Rosji i Białorusi z 2011 r.

Cenowy spór

Od początku tego roku rosyjskie kompanie naftowe wstrzymały dostawy rurociągiem Przyjaźń surowca dla białoruskich rafinerii. Stało się tak z powodu sporów o cenę ropy. Białoruś twierdzi, że wprowadzone w Rosji reformy podatkowe drastycznie windują ceny ropy importowanej dla białoruskich rafinerii. Moskwa nie zgodziła się obniżyć ceny ropy dla Białorusi, uzależniając taką obniżkę od zgody na wchłonięcie Białorusi przez Rosję.

W tej sytuacji Białoruś domaga się przynajmniej zniesienia premii dla rosyjskich nafciarzy, bo według Mińska po doliczeniu tej premii białoruskie rafinerie płaciłby cenę wyższą od światowej za rosyjską ropę. 

Te zarzuty ma prawdopodobnie potwierdzić obecny zakup na międzynarodowym rynku dwóch tankowców rosyjskiej ropy naftowej. 

Determinacja Łukaszenki 

W zeszłym tygodniu prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka zagroził Rosji, że jeśli nadal nie będzie wypełniać porozumień o dostawach ropy dla białoruskich rafinerii, to Mińsk zacznie podbierać surowiec przesyłany tranzytem do rafinerii w Polsce i Niemczech. 

Spełnienie tych gróźb wywołałoby międzynarodowy skandal, psując przy tym wizerunek Rosji przedstawiającej się jako rzetelny i stabilny dostawca energii dla zagranicznych klientów. I dlatego Moskwa szybko zareagowała na groźby Łukaszenki. 

We wtorek Łukaszenka spotkał się w Mińsku z Igorem Sieczinem, który jest prezesem największej rosyjskiej kompanii naftowej Rosnieft, a zarazem jednym z najbliższych współpracowników prezydenta Rosji Władimira Putina. A za tydzień o dostawach dla Białorusi na specjalnej naradzie z rosyjskimi nafciarzami będzie rozmawiać Dmitrij Kozak, wiceszef kancelarii Putina.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.