Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W poniedziałek rano na świecie spadły ceny ropy naftowej. Wkrótce po otwarciu giełdy w Londynie baryłka europejskiej ropy Brent kosztowała 31,02 dol. – najtaniej od lutego 2016 r. A na giełdzie w Nowym Jorku za baryłkę amerykańskiej ropy WTI płacono wtedy zaledwie 27,34 dol., także najmniej od lutego 2016 r. Potem ceny nieco wzrosły, ale i tak już na początku sesji na całym świecie straciły ponad jedną czwartą wartości – najwięcej od kryzysu z czasów wojny w Zatoce Perskiej na początku 1991 r. 

Tym razem jednak chodzi o wojnę cenową na naftowym rynku światowym. Pierwsze strzały w tym konflikcie oddała Arabia Saudyjska, która zapowiedziała, że od kwietnia zwiększy wydobycie ropy naftowej do ponad 10 mln baryłek dziennie i będzie prowadzić agresywną politykę handlową, obniżając ceny na wszystkich rynkach o 6-8 dol. na baryłce. A to znaczy, że na długo mogą się utrzymać niskie ceny ropy naftowej, bo na świecie już teraz są nadmierne zapasy surowca z powodu koronawirusa.

Zaczął się rozprzestrzeniać na szeroką skalę w Chinach od połowy stycznia. Walcząc z epidemią, Pekin wstrzymał produkcję w tysiącach fabryk i wprowadził drakońskie ograniczenia w transporcie. W efekcie raptownie spadło zużycie ropy naftowej w tym kraju, który jest największym na świecie importerem tego surowca. I na rynku pozostały wielkie nadwyżki ropy naftowej. W poniedziałek Międzynarodowa Agencja Energii oceniała, że w tym roku popyt na ropę naftową na świecie zmaleje – pierwszy raz od kryzysowego 2009 r. 

Wieczorem baryłka Brent kosztowała 36,33 dol., tracąc na wartości 24,6 proc. Za baryłkę amerykańskiej ropy WTI trzeba było zapłacić nieco ponad 33,34 dol., o 19 proc. mniej niż na zamknięcie giełdy w piątek. 

Przesądził opór Rosji

Od ponad trzech lat największy wpływ na ceny ropy naftowej miał sojusz Rosji z OPEC, organizacją największych eksporterów tego surowca, której nieformalnym liderem jest Arabia Saudyjska. Pod koniec 2016 r. OPEC i Rosja zawarły umowę o wspólnym ograniczeniu wydobycia ropy naftowej, aby podbić jej cenę. Udało się i porozumienie zawarte początkowo na pół roku systematycznie przedłużano – ostatni raz do końca marca 2020 r. 

Po wybuchu epidemii koronawirusa nafciarze zaczęli przebąkiwać o przedłużeniu swojego paktu. A pod koniec zeszłego tygodnia na szczycie w Wiedniu państwa OPEC zaproponowały ograniczenia wydobycia o dodatkowe 1,5 mln baryłek ropy dziennie, czyli do końca roku cięcia wyniosłyby łącznie nawet 3,6 mln baryłek dziennie – najwięcej od początku 2009 r., gdy świat był pogrążony w kryzysie. Jednak wprowadzeniem takiego planu sanacji rynku naftowego OPEC głosem Arabii Saudyjskiej uzależnił od udziału w nim Rosji i jej sojuszników. Na swoje barki miały wziąć jedną trzecią dodatkowych cięć.

Nafciarski poker

W tym nafciarskim pokerze to było „sprawdzam” pod adresem Rosji, która już od miesięcy nie przestrzegała umowy z OPEC, a jednocześnie korzystała na wzroście cen ropy po ograniczeniach wprowadzanych głównie przez Arabię Saudyjską. W tej sytuacji Rosja odeszła od stolika i na szczycie w Wiedniu nie poparła planów OPEC ani nie zawarła z organizacją umowy o przedłużeniu cięć. 

– Od 1 kwietnia nikt nie ma zobowiązań co do ograniczenia wydobycia – lakonicznie stwierdził w piątek po szczycie w Wiedniu rosyjski minister energetyki Aleksandr Nowak. 

Moskwa doskonale zdaje sobie sprawę, że to doprowadzi do dalszego spadku ceny ropy naftowej. Ale Rijad podbił stawkę, zapowiadając nie tylko zwiększenie wydobycia, lecz także obniżkę cen własnego surowca. „Największy na świecie eksporter ropy próbuje ukarać Rosję, drugiego co do wielkości producenta ropy” – oceniła agencja Reuters.

Być może władze Arabii Saudyjskiej zaostrzyły swoje stanowisko z powodu krajowych konfliktów politycznych. Przed finalnymi rozmowami OPEC z Rosją w Rijadzie zatrzymano brata i kuzyna króla Arabii Saudyjskiej Salmana, w przeszłości traktowanych jako pretendenci do tronu. Według nieoficjalnych doniesień zatrzymanym zarzucono przygotowania do przewrotu pałacowego, który miał odsunąć od władzy księcia Muhammada ibn Salmana, syna obecnego króla Salmana, i jego oficjalnego następcę. Książę Muhammad jest też saudyjskim ministrem energetyki i autorem ambitnego planu reform gospodarczo-społecznych w Arabii Saudyjskiej.

Giełdy w dół

W ślad za cenami ropy naftowej na świecie zaczęły spadać kursy akcji spółek naftowych. 

Kurs akcji saudyjskiego giganta naftowego Saudi Aramco na zamknięcie giełdy w Rijadzie zniżkował o 6,7 proc. Więcej tracili rosyjscy nafciarze. Po otwarciu giełdy w Londynie akcje największej rosyjskiej kompanii naftowej Rosnieft spadły o 22,5 proc., koncernu Łukoil o 17,3 proc., a Gazpromu o 15,4 proc. 

Jeden z głównych akcjonariuszy Łukoilu Leonid Fiedun już w sobotę ocenił, że wskutek zerwania umowy z OPEC Rosja będzie tracić 100-150 mln dol. dziennie. 

W ślad za koncernami paliwowymi traciły też spółki z innych branży. 

Na otwarciu indeks londyńskiej giełdy FTSE skurczył się o ponad 8 proc., a indeks DAX giełdy we Frankfurcie stracił 7 proc. Wieczorem obie te największe giełdy w Europie były ponad 7 proc. na minusie. 

Indeks WIG20 największych spółek giełdy w Warszawie na otwarciu zniżkował o ponad 6 proc., do poziomu najniższego od kwietnia 2009 r., czyli od czasu kryzysu gospodarczego na świecie. A na zamknięcie sesji ten spadek pogłębił się do 7,87 proc. 

Z polskich firm paliwowych najbardziej traciły akcje PGNiG (aż - 9,.4 proc. na zamknięcie sesji) i Lotosu (-4,26 proc.), a akcje Orlenu spadły tylko symbolicznie, o  - 0.18 proc. To znaczy, że inwestorzy racjonalnie przeceniali akcje spółek według skali ich zaangażowania w wydobycie ropy naftowej. A pod tym względem PGNiG o kilka długości wyprzedza Orlen

Indeks MSCI giełd Azji i Pacyfiku skurczył się o 4,4 proc. i był to największy dzienny spadek tego wskaźnika od sierpnia 2015 r. Indeks japońskiej giełdy Nikkei 225 stracił 5,1 proc. Giełda surowcowa w Australii w poniedziałek osunęła się o 7,3 proc. w największym dziennym spadku od kryzysu gospodarczego w 2008 r. 

Już w poniedziałek rano oprocentowanie 30-letnich amerykańskich papierów skarbowych obniżyło się poniżej 1 proc., bo inwestorzy obstawiali, że w przyszłym tygodniu amerykański bank centralny Fed zetnie stopy procentowe − kolejny raz w tym miesiącu. 

Zabuksowała giełda w Nowym Jorku. Ledwo ją otwarto, a już została zawieszona, bo indeks największych amerykańskich spółek S&P 500 spadł o 7 proc. W takiej sytuacji obroty na Wall Street zawiesza się na 15 minut, jak przewidują przepisy wprowadzone po kryzysie z 2008 r. 

Po wznowieniu targów indeks amerykańskiej giełdy Dow Jones zanurkował o - 7,15 proc., a indeks S&P500 osunął się o - 6 proc. Pod wieczór spadki obu tych głównych indeksów Wall Street zmalały do nieco ponad - 6 proc. 

Notowania indeksu S&P500:

Tanie tankowanie

Wojna cenowa nafciarzy dla polskich kierowców oznacza niższe rachunki za tankowanie. W poniedziałek portal analityczny e-Petrol.pl oceniał, że już we wtorek hurtowe ceny paliw zmaleją co najmniej o 100 zł, a być może nawet o 200 zł za 1 m sześc. (czyli 10-20 gr na litrze). 

"Obniżki zapewne będą także przekładać się na stacyjny detal, chociaż to może odwlec się jeszcze o kilka dni. Wstępne szacunki analityków e-Petrol.pl mówią, że nawet przy utrzymywaniu się dotychczasowego wysokiego poziomu marż operatorów możliwe jest obniżenie się cen na stacjach o 15-20 gr na litrze. Na bardziej konkurencyjnych stacjach możemy być świadkami cen benzyny Pb95 poniżej 4,5 zł za litr" - oceniali analitycy e-Petrol. pl.

"To dobre dla konsumentów, ceny benzyny obniżają się" - napisał na Twitter prezydent USA Donald Trump.

Widmo globalnej recesji

Jeszcze na początku roku inwestorzy i politycy mieli nadzieję, że w tym roku poprawi się sytuacja gospodarcza na świecie. A do optymizmu skłaniała głównie podpisana w połowie stycznia umowa USA i Chin o rozejmie w trwającej od 1,5 roku wojnie celnej, która w tym czasie ograniczyła wzrost gospodarczy Chin i większości pozostałych państw świata. 

Kilka dni po podpisaniu umowy przez prezydenta USA Donalda Trumpa i wicepremiera Chin Liu He na świecie pojawiły się alarmujące doniesienia o epidemii koronawirusa w chińskim mieście Wuhan i optymistyczne scenariusze wylądowały w śmietniku. 

"Okres niskich cen ropy naftowej powinien być ograniczony do kilku miesięcy, o ile wpływ wirusa na światowy rynek i zaufanie konsumentów nie wyzwoli kolejnej recesji" - skomentował spadek cen ropy Keith Barnett z amerykańskiej firmy analitycznej ARM Energy, cytowany przez agencję Reuters. 

Obawy przed globalną recesją wywołaną przez koronawirusa rosną. W Chinach już spadł popyt, a na dodatek pojawiły się z problemy z dostawami z Chin podzespołów do zagranicznych fabryk aut i sprzętu elektronicznego oraz surowców dla przemysłu farmaceutycznego. Spotęgował to wybuch na wielką skalę epidemii w Korei Południowej i Włoszech. Teraz zaczęły narastać obawy o skutki koronawirusa w USA, gdzie zanotowano gwałtowny skok zakażeń: do niedzieli w Stanach Zjednoczonych zanotowano już 450 przypadków zachorowań, a 19 chorych zmarło. 

W odwrocie jest branża turystyczna na świecie, straty liczą też hotelarze i firmy lotnicze po ograniczeniu, a czasem wstrzymaniu lotów do Chin i Korei Południowej. Państwa zakazują organizacji imprez masowych, co wpływać będzie na ograniczenie kontaktów między ludźmi i w efekcie zmniejszy popyt konsumpcyjny - jak stało się już w Chinach. 

Koronawirus przynosi 320 mld euro strat handlowych co kwartał, oceniła firma ubezpieczeniowa Euler Hermes. Coraz więcej analityków na świecie przewiduje, że jeśli epidemia nie doprowadzi do recesji, to i tak przełoży się na spowolnienie gospodarek świata. To grozi również Polsce. 

A jednocześnie Chiny już się dźwigają z problemów po epidemii. Według japońskiego banku Nomura pracę wznowiło już ponad 61 proc. chińskich firm, najmocniej dotkniętych przez koronawirusa, a w całej chińskiej gospodarce działalność wznowiło już trzy czwarte przedsiębiorstw. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.