Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pogoda piękna, śniegu mnóstwo, a wyciągi narciarskie we Włoszech stoją. Wcześniej dotyczyło to tylko części z nich, w objętej kwarantanną Lombardii, ale narciarze nie chcieli jeździć też do innych włoskich ośrodków. Bali się nawet przez ten kraj przejeżdżać, a organizatorzy wyjazdów narciarskich zapewniają na swoich stronach internetowych, że autokar nie będzie jechał przez „czerwone” obszary. 

– Jest atmosfera paniki. Wróciliśmy właśnie z ośrodka we Włoszech i nie było tam prawie nikogo. Ruch zamarł. Nasi klienci zmieniają plany z Włoch na Austrię – mówi Mateusz Łagowski z firmy Skimaniak.

Teraz czerwoną strefą objęte są już całe Włochy i wszystkie ośrodki narciarskie zostały zamknięte. 

Szkoda sezonu

Piotr Gałuszka z biura turystycznego Sport Centrum w Bielsku-Białej też odwoływał wyjazdy narciarskie do Włoch. – Szkoda takiego fajnego sezonu. Z Austrii nasi klienci donoszą, że warunki są bajkowe, lepsze niż w lutym. Jest piękne marcowe słońce i dosypało śniegu – wyznaje. 

Jak dodaje, klienci rezygnują także z innych kierunków, jak Szwajcaria, Austria czy Francja. – Nawet jak w tych krajach przypadków zachorowań jest tylko kilkadziesiąt lub kilkaset, a nie 7 tys., jak we Włoszech, to to i tak odstrasza – stwierdza. 

Turyści nie boją się, że zachorują, tylko że utkną w miejscu objętym kwarantanną. – Albo słyszą w pracy, że po powrocie mają się nie pokazywać przez dwa tygodnie, żeby się upewnić, że się nie zarazili. Niektórzy z nich nie mogą pozwolić sobie na trzy tygodnie nieobecności w pracy – tłumaczy Gałuszka. 

Odwołując rezerwacje, raczej nie ma problemu ze zwrotem pieniędzy. Jest on gwarantowany w zagrożonych strefach, ale i w innych organizatorzy idą klientom na rękę. Choć na początku, jak mówi Gałuszka, opierali się na przykład Francuzi. Także Łagowski mówi, że spotkać można ogłoszenia z propozycją odsprzedaży wyjazdu, bo hotel nie zgadza się na zwrot kosztów. 

Teraz oblegane są polskie ośrodki narciarskie. – Po kilku dniach opadów wyszło słońce i znajomy mi mówił, że pod stokiem w Szczyrku trudno było zaparkować już o 8 rano. W Wiśle czy Korbielowie jest to samo. Nasze ośrodki zyskują – mówi. 

Michał Słowioczek z ośrodka narciarskiego w Szczyrku, Szczyrk Mountain Resort, tłumaczy, że popularność stoków może tam wynikać z pogody – tego marca także w Polsce warunki mają być świetne. – Wcześniej zima była bardzo zmienna pogodowo, teraz wykorzystaliśmy nocne przymrozki, dośnieżyliśmy trasy. Do tego dochodzi marcowe słońce. Więc warunki są jedne z najlepszych w sezonie – twierdzi Słowioczek.  

Wirus zamknie stoki? 

Czy koronawirus „pomógł” zagranicą? – Po części pewnie tak. Jeśli kilkadziesiąt tys. narciarzy odwołało wycieczki do Włoch, to duża część na pewno jeździ w Polsce. Będzie wiadomo więcej, gdy na koniec sezonu podsumujemy relacje naszych gości w ankietach – mówi Słowioczek. 

Obawia się jednak, że jeśli wirus się rozprzestrzeni także u nas, to zostaną zamknięte też polskie ośrodki. – Mam nadzieję, że tak się nie stanie, ale zawsze istnieje takie ryzyko w zależności od rozwoju sytuacji – dodaje. 

Szybciej sezon może skończyć jednak temperatura, bo z dnia na dzień może się ocieplić. Ale to już problem także w Alpach, gdzie po słonecznych stronach dośnieżać trzeba nawet trasy na lodowcach. – Kiedyś normalny sezon zimowy trwał do pierwszego tygodnia kwietnia. Teraz od połowy marca jeździć jeszcze można, ale tylko na w wyżej położonych ośrodkach, powyżej 1,5 tys. m, jak Katschberg czy Turracher Höhe lub na lodowcach – mówi. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.