Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W piątek białoruski państwowy holding naftowy Biełnieftiechim ogłosił, że białoruskie rafinerie zawierają kontrakty z rosyjskimi kompaniami naftowymi na dostawy w kwietniu do 2 mln ton ropy naftowej. "W chwili potwierdzenia zasobów o dostawców cena ropy naftowej gatunku Urals dla Białorusi była na poziomie 4 dol. za baryłkę" - stwierdziło biuro prasowe holdingu Biełnieftiechim.

Dodało, że premia dla rosyjskich dostawców ma być uregulowana w ramach rozliczeń międzybudżetowych Mińska z Moskwą. A w marcu premier Białorusi Siarhiej Rumas po rozmowach szefem rosyjskiego rządu Michaiłem Miszustinem zapowiadał, że tę premię  - obniżoną z 12 do 5 dol. za tonę surowca - rosyjskie kompanie naftowe dostaną od własnego rządu. 

To także premier Rumas w czwartek rano zapowiedział, że w kwietniu białoruskie rafinerie kupią do 2 mln ton rosyjskiej ropy w cenie 4 dol. za baryłkę. To oznaczałoby niezwykłą fortunę dla Białorusi.

Rosja da ropę ze stratą

Od stycznia rosyjskie koncerny naftowe wstrzymały dostawy ropy do białoruskich rafinerii z powodów sporów o cenę surowca. Mińsk żalił się, że z powodu zmian podatkowych w Rosji płaci tamtejszym dostawcom za ropę naftową ceny wyższe od światowych, gdyż doliczana jest do nich premia, uzgodniona w 2011 r. przez władze Rosji i Białorusi. W tej sytuacji Mińsk domagał się przynajmniej zniesienia tej premii i zaczął szukać nowych dostawców ropy poza Rosją - w Norwegii i Azerbejdżanie. 

Rosja długo nie chciała iść na ustępstwa i zgodziła się na nie dopiero w połowie marca, gdy z powodu pandemii koronawirusa i sporów Rosji z Arabią Saudyjską ceny ropy naftowej spadły o połowę.  Według renomowanej firmy analitycznej Argus w ostatnią środę w Rotterdamie baryłka rosyjskiej ropy naftowej Urals kosztowała zaledwie 10,54 dol. - najmniej od marca 1999 r. 

W porównaniu z tą szalenie niską ceną zapowiadana przez Białoruś cena 4 dol. za baryłkę jest bajecznie niska. Bo oznacza dostawę z wielkimi stratami dla kontrahentów z Rosji.

W czwartek rosyjski minister energetyki Aleksandr Nowak powiedział, że koszty wydobycia ropy naftowej z nowych złóż w Rosji wynoszą 15-20 dol. za baryłkę, a ze starych złóż nie przekraczają 7 dol. 

Tania ropa podmywa budżet Rosji

Zapowiedzi Mińska sugerują, że białoruskie rafinerie  znalazły w Rosji dostawców skłonnych pozbyć się ropy naftowej nawet za bezcen, bo np. nie mają jej gdzie magazynować, a nie mogą ograniczyć wydobycia, bo to zniszczyłoby ich złoża. 

Na dłuższą metę spadek cen ropy naftowej oznaczać będzie jednak gigantyczne straty dla budżetu Rosji. W piątek rosyjskie ministerstwo finansów poinformowało, że z powodu spadku cen ropy naftowej dochody rosyjskiego fiskusa w marcu były o 22 mld rubli mniejsze od zakładanych, a w kwietniu to uszczuplenie wyniesie prawie 56 mld rubli. To łącznie równowartość ok. 1 mld dol. 

- Spadek ceny baryłki ropy o 15-20 dol. oznacza dla Rosji stratę 100-200 mln dol. dziennie - ocenił Leonid Fiedun, jeden z głównych akcjonariuszy Łukoilu, największej prywatnej kompanii naftowej w Rosji. 

Trump pomaga Putinowi

W poniedziałek prezydent USA Donald Trump rozmawiał przez telefon z prezydentem Rosji Władimirem Putinem o ustabilizowaniu sytuacji na rynku naftowym. A w czwartek Trump napisał na Twitterze, że rozmawiał z saudyjskim księciem Salmanem, który miał go poinformować o swoich rozmowach z Putinem. Trump dodał, że oczekuje i ma nadzieję, że Arabia Saudyjska i Rosja wspólnie zmniejszą wydobycie ropy naftowej o 10-15 mln baryłek dziennie, wycofując się z zapowiadanej od marca wojny cenowej. Wkrótce potem Arabia Saudyjska wezwała do zwołania szczytu OPEC i Rosji w sprawie zawarcia "sprawiedliwej umowy", która przywróciłaby równowagę na rynku naftowym. 

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zaprzeczył, by Putin rozmawiał z saudyjskim księciem. Ale po tweecie Trumpa ceny europejskiej ropy naftowej Brent wzleciały nawet o 46 proc., a amerykańskiej ropy WTI o 35 proc. A na zakończenie czwartkowej sesji giełdy w Londynie baryłka Brent kosztowała prawie 30 dol. - najdrożej od ostatnich 10 dni. 

W piątek rano ministerstwo energetyki Azerbejdżanu ogłosiło, że ten nadzwyczajny szczyt OPEC i Rosji ma się odbyć w najbliższy poniedziałek w trybie wideokonferencji. I chociaż rzecznik Kremla nie chciał potwierdzić udziału Rosji w tym szczycie, ceny ropy naftowej znowu wzrosły. 

W piątek wczesnym popołudniem na giełdzie w Londynie baryłka Brent kosztowała już 34,4 dol., zwyżkując aż o 13 proc. od początku sesji. W tym czasie na Wall Street baryłka amerykańskiej ropy WTI kosztowała prawie 28 dol., zyskując ponad 10 proc. na wartości. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.