Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W poniedziałek rano zarządzająca rosyjskimi rurociągami firma Transnieft poinformowała, że wznowiła dostawy ropy naftowej do białoruskich rafinerii. Na początku roku duże rosyjskie kompanie naftowe wstrzymały dostawy do Białorusi z powodu sporów o cenę surowca. Mińsk żalił się, że z powodu zmian podatkowych w Rosji białoruskie rafinerie płacą coraz więcej za rosyjską ropę naftową. I domagał się, aby rosyjskie kompanie naftowe przynajmniej przestały doliczać do ceny surowca specjalne premie, wprowadzone w 2011 r. 

Rosja długo nie chciała słyszeć o takich ustępstwach. Zmiękła dopiero w marcu, gdy pandemia koronawirusa i spory Arabii Saudyjskiej z Rosją doprowadziły do kryzysu w branży naftowej. 

Białoruś swoje wytargowała

Dwa tygodnie temu premier Białorusi Siarhiej Rumas po spotkaniu z premierem Rosji Michaiłem Miszustinem poinformował, że premia dla rosyjskich nafciarzy zostanie zmniejszona z 12 do 5 dol. za tonę surowca. A te 5 dol. premii rosyjscy nafciarze dostaną od własnego rządu, czyli nie będzie jej płacić Białoruś.

Władze Rosji i tamtejsze kompanie naftowe długo nie chciały potwierdzić słów premiera Białorusi. Jeszcze pod koniec zeszłego tygodnia największy rosyjski koncern naftowy Rosnieft informował, że zawarł umowę na dostawę surowca na Białoruś z premią 5 dol. za tonę. 

Dopiero teraz władze Rosji potwierdziły zapowiedzi premiera Rumasa. – Rosja przyjęła praktycznie cały pakiet propozycji strony białoruskiej. De facto ropa naftowa będzie dostarczana bez premii” – powiedział rosyjski ambasador w Mińsku Dmitrij Mieziencew, cytowany przez agencję Interfax. 

Rosyjska strona oficjalnie nie skomentowała dotąd oświadczeń władz Białorusi, według których w kwietniu białoruskie rafinerie będą płacić zaledwie 4 dol. za baryłkę rosyjskiej ropy naftowej.

Moskwa ukarze lojalnego partnera Mińska?

Premier Rumas zapowiadał, że w kwietniu Białoruś chce sprowadzić 2 mln ton ropy naftowej z Rosji – czyli mniej więcej tyle, ile wynosił miesięczny import w zeszłym roku. 

Jednak koncern Transnieft ogłosił, że rosyjskie kompanie naftowe złożyły wnioski na dostawę w kwietniu na Białoruś około 1 mln ton ropy naftowej, o połowę mniej, niż chciał kupić Mińsk. 

Według agencji Reuters zatwierdzono już dokumenty na dostawy 460 tys. ton ropy od koncernu Rosnieft, ok. 80 tys. ton od koncernu Łukoil i ok. 50 tys. ton od koncernu Gazprom Nieft. 

To znaczy, że Transnieft nie zatwierdził jeszcze dokumentów na dostawę w kwietniu na Białoruś ok. 0,4 mln ton ropy. A przede wszystkim wśród rosyjskich firm, które mogły już zacząć kwietniowe dostawy do białoruskich rafinerii, nie ma kompanii Safmar – małej rosyjskiej firmy naftowej, która jako jedyna nie zakręciła w tym roku swojego kurka dla Białorusi i dostarczała tam niewielkie ilości surowca.

W marcu prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka deklarował, że Mińsk przyzna firmie Safmar preferencje przy zawieraniu nowych kontraktów na dostawy ropy. I jednocześnie narzekał, że rząd Rosji chce narzucić białoruskim rafineriom, od których kompanii mają kupować surowiec. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.