Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od czwartku w Berlinie na nieformalnym spotkaniu w tzw. formacie Gymnich konferują szefowie dyplomacji państw Unii Europejskiej. 

Już w połowie sierpnia z unijnych kręgów dyplomatycznych dochodziły sygnały, że jednym z głównych tematów spotkania w Berlinie będą relacje państw UE z Rosją. Kilka dni później ten temat zyskał na znaczeniu z powodu otrucia Aleksieja Nawalnego, obecnego lidera opozycji w Rosji. A także z powodu trwających już niemal trzy tygodnie masowych demonstracji na Białorusi po sfałszowanych wyborach prezydenckich, których zwycięzcą po raz kolejny ogłoszono Aleksandra Łukaszenkę.

Rosja nie potępia brutalnej rozprawy białoruskiej milicji z demonstrantami. Przeciwnie. Twierdzi, że takie krytyki polityków Europy są ingerencją w wewnętrzne sprawy Białorusi. A w czwartek prezydent Rosji Władimir Putin ogłosił, że w Rosji powstały już oddziały sił porządkowych, które mogą pomóc Białorusi w „ochronie suwerenności, granic i wewnętrznej stabilności”. 

Rosyjscy truciciele

W czwartek przed rozpoczęciem narady w Berlinie szef unijnej dyplomacji Josep Borrell zapowiedział: „Będziemy omawiać stosunki z Rosją, zwłaszcza po możliwym otruciu jednego z liderów opozycji”. 

Właśnie w berlińskiej klinice Charite od ostatniej soboty znajduje się Aleksiej Nawalny przywieziony tam na prośbę jego rodziny i współpracowników ze szpitala w Omsku, do którego trafił po utracie przed tygodniem przytomności w samolocie podczas powrotu do Moskwy. 

W ostatni poniedziałek lekarze berlińskiej kliniki ogłosili, że znaleźli w organizmie Nawalnego ślady otrucia inhibitorami cholinesterazy, czyli substancjami blokującymi enzymy regulujące funkcjonowanie systemu nerwowego. Takie substancje stosuje się w niektórych lekarstwach, ale także w gazach bojowych. Lekarze nie wiedzieli, jaką konkretnie substancją mógł być otruty Nawalny. 

Po ogłoszeniu komunikatu lekarzy z Charite kanclerz Angela Merkel wezwała władze Rosji do przeprowadzenia w przejrzysty sposób śledztwa w sprawie ewentualnego otrucia Nawalnego. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow od razu odrzucił takie żądanie. A klinika Charite bez wyjaśnienia odwołała konferencję prasową, która miała się odbyć we wtorek. I Moskwa ruszyła do kontrataku. 

Moskwa insynuuje

Szpital w Omsku zażądał od kliniki w Berlinie uzasadnienia jej diagnozy, a w czwartek z takim żądaniem wystąpiła też Prokuratura Generalna Rosji. Rzecznik Kremla zaczął zaś zarzucać Niemcom, że opóźniali transport Nawalnego z Omska do Berlina – chociaż faktycznie to rosyjscy lekarze zgłaszali zastrzeżenia wobec wywiezienia pogrążonego w śpiączce opozycjonisty. 

A w Dumie, rosyjskim parlamencie, postanowiono sprawdzić, czy otrucie Aleksieja Nawalnego nie było prowokacją państw UE, która miała utrudnić Rosji kontrolowanie sytuacji na Białorusi. Przewodnicy Dumy Wiaczesław Wołodin stwierdził publicznie, że reakcje kanclerz Merkel i szefa unijnej dyplomacji Josepa Borrella na otrucie Nawalnego każą inaczej spojrzeć na tę sytuację.

„A czy to nie jest prowokacja ze strony Niemiec i innych państw UE, która ma doprowadzić do sformułowania kolejnego oskarżenia pod adresem naszego państwa? Zwraca uwagę, że stało się to po podsumowaniu wyników wyborów prezydenta Białorusi, kiedy na Rosję zaczęto wywierać naciski z zagranicy, aby nie przeszkadzała w ingerencji w wewnętrzne sprawy Białorusi”– retorycznie pytał przewodniczący Dumy. 

Berlin broni interesu Gazpromu

Ani wydarzenia na Białorusi, ani otrucie Aleksieja Nawalnego nie naruszyły jednak dotychczas żelaznego uporu, z jakim władze Niemiec wspierają budowany przez Gazprom nowy bałtycki gazociąg Nord Stream 2 z Rosji do Niemiec. 

Jego budowę zatrzymały pod koniec zeszłego roku sankcje USA na statki wynajęte przez Gazprom do układania rury. Inwestycję zaawansowaną w 93 proc. Gazprom postanowił ukończyć własnymi siłami. A w odpowiedzi w obu izbach Kongresu USA wstępnie uchwalono nowe sankcje, które mają uniemożliwić ukończenie Nord Streamu 2 i przekazanie gazociągu do eksploatacji. 

To wywołało wściekłość w Berlinie, a niemieccy politycy zaczęli grozić Amerykanom odwetowymi sankcjami UE za zablokowanie inwestycji Gazpromu. I zaczęła się swoista wojna propagandowa przeciw szykowanym w USA sankcjom. 

Tuż przed wybuchem afery z otruciem Nawalnego wpływowy magazyn „Politico” napisał, że odbyło się spotkanie szefów dyplomacji z 24 państw UE, po którym sformułowano wystąpienie do USA przeciw sankcjom na Nord Stream 2. 

Publikację „Politico” skrytykowali ambasadorzy Estonii i Polski w USA. „Ten artykuł wprowadza w błąd. Zaprzeczam, by Estonia uczestniczyła w wystąpieniu wspierającym Nord Stream 2. To po prostu nieprawda. Na wideokonferencji z zeszłego tygodnia nie sformułowano żadnego wystąpienia w imieniu 24 uczestniczących w nim państw” – napisał na Twitterze estoński ambasador Jonatan Vseviov. 

Także Piotr Wilczek, polski ambasador w Waszyngtonie, stwierdził, że artykuł „Politico” mocno mija się z prawdą, twierdząc, iż 24 państwa UE skrytykowały amerykańskie sankcje na Nord Stream 2. „Polski nie było wśród państw członkowskich [UE] broniących Nord Streamu 2” – podkreślił Wilczek. 

W tym tygodniu magazyn "„Politico” przyznał zaś, że nie powiódł się plan wykorzystania obrony inwestycji Gazpromu przed sankcjami USA do przedstawienia jedności UE. I według tego magazynu nawet unijni politycy podawali sprzeczne informacje, czy po tym spotkaniu przekazano USA jakiekolwiek wspólne wystąpienie UE przeciw sankcjom na Nord Stream 2 – jak dziennikarzom przekazywali politycy z Niemiec. Nie było jednak takiego wystąpienia, bo formalnie musieliby je zaakceptować szefowie dyplomacji ze wszystkich 27 państw Unii, a na spotkaniu nie było przedstawicieli trzech krajów. Na dodatek krytyki sankcji wobec Nord Streamu 2 nie poparłaby Polska i część państw z Europy Środkowej, które wspierają próby zablokowania inwestycji Gazpromu. 

„Wszelkie doniesienia o skoordynowanej akcji dyplomatycznej UE krytykującej amerykańską politykę sankcji na Nord Stream 2 wprowadzają w błąd” – powiedział magazynowi „Politico” Andrzej Sadoś, szef przedstawicielstwa Polski przy UE. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.