Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rząd Białorusi objął sankcjami towary niemieckich koncernów Beiersdorf (produkującego m.in. kosmetyki marek Nivea i Eucerin) i Liqui Moly (smary i oleje silnikowe), a także Škody - czeskiej spółki niemieckiego Volkswagena. 

Zgodnie z rozporządzeniem od początku maja na teren Białorusi nie będzie można wwozić towarów tych firm (poza towarami dla osobistego użytku). W przypadku samochodów zakaz nie dotyczy też pojazdów zarejestrowanych w innych państwach Unii Eurazjatyckiej, czyli Rosji, Kazachstanie, Kirgistanie i Armenii.

W przypadku zakazanych towarów wwiezionych na Białoruś przed wprowadzeniem embargo sankcje zakazują ich sprzedaży. 

Zakaz ma obowiązywać przez sześć miesięcy. 

Odwet za unijne sankcje

Taką decyzję według władz w Mińsku podjęto "dla ochrony interesów narodowych z uwzględnieniem nieprzyjaznych działań wobec narodu białoruskiego". 

To po prostu odwet za sankcje, które Unia Europejska nałożyła na białoruskiego dyktatora Aleksandra Łukaszenkę i jego bliskich współpracowników za brutalne tłumienie demonstracji na Białorusi. Te demonstracje zaczęły się w sierpniu zeszłego roku, po sfałszowanych wyborach prezydenckich, których zwycięzcą kolejny raz okrzyknięto Łukaszenkę. 

Pod koniec marca Łukaszenka podpisał ustawę "O stosowaniu specjalnych przedsięwzięć", która przewiduje nakładanie embargo na wwóz i sprzedaż towarów pochodzących z państw, które nałożyły sankcje na urzędników lub przedsiębiorstwa z Białorusi. 

Škoda pod presją Rosji?

Według doniesień sprzed paru tygodni Mińsk od początku planował wpisanie na czarną listę kosmetyków firmy Nivea. Ale samochody Škody w tym wykazie pojawiły się dopiero teraz. 

Niewykluczone, że tę decyzję Mińsk podjął pod presją Moskwy lub po to, by się jej przypodobać. 

Od tygodnia relacje Rosji z Czechami uległy nagłemu pogorszeniu, kiedy Praga postanowiła wydalić 18 rosyjskich dyplomatów po oskarżeniu rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU o spowodowanie w 2014 r. wybuchu składu amunicji. Rosja odrzuciła te oskarżenia i w odwecie wydaliła 20 czeskich dyplomatów.

To doprowadziło do dalszej eskalacji konfliktu, bo w czeskiej ambasadzie w Moskwie pozostało 5 dyplomatów (plus 19 pracowników administracyjnych i technicznych), a w rosyjskiej ambasadzie w Pradze pracowało 27 dyplomatów (plus 67 pracowników technicznych). Władze Czech domagały się wprowadzenia parytetu i groziły, że jeśli Moskwa się nie zgodzi, to Praga wydali kolejnych rosyjskich dyplomatów. 

Rosjanie nie wypiją czeskiego piwa?

Ostatecznie Rosja ustąpiła. W ostatni piątek rosyjskie MSZ ogłosiło, że do końca maja w ambasadach obu państw pozostanie po 7 dyplomatów, 25  pracowników administracyjno-technicznych oraz 19 pracowników pomocniczych z lokalnej ludności. 

Moskwa nie przełknęła jednak tak łatwo tej porażki. Według dziennika "Kommiersant" w rządzie Rosji rozważają wprowadzenie embargo na towary z Czech - ale w taki sposób, by nie zaszkodziło to samej Rosji. Z tego powodu Moskwa rozważa wprowadzenie zakazu importu piwa z Czech. W zeszłym roku ten import miał wartość 38 mln dol. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.