Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Początkowo irakijscy migranci przylatywali liniami czarterowymi, teraz korzystają przede wszystkim ze zwykłych lotów rozkładowych. Korzystają głównie z białoruskiego przewoźnika Belavia, z lotów z Dubaju i Stambułu, które przewoźnik realizuje często z Turkish Airlines i rosyjskim Aeroflotem. Poza tym migranci przylatują też liniami FlyDubai, choć tych lotów nie jest wiele. 

Handel ludźmi?

Na linie padły teraz oskarżenia o aktywny udział w handlu ludźmi. Ursula von der Leyen wydała w poniedziałek oświadczenie, w którym zapowiada, że UE zbada, w jaki sposób nakładać na firmy sankcje, uwzględniając m.in. umieszczenie na czarnej liście "linii lotniczych z państw trzecich, które zajmują się handlem ludźmi".

Według Jacka Krawczyka, unijnego eksperta lotniczego, za słowami von der Leyen o zagrożeniu wojną hybrydową muszą pójść działania, nawet jeśli oznacza to nałożenie sankcji na linie lotnicze.

- Unia nie może pokazać, że jest bezradna, i musi domagać się reakcji od krajów, z których przylatują migranci - mówi. Zaznacza, że to kolejna odsłona kryzysu migracyjnego, a ponieważ migranci korzystają z linii lotniczych, to sytuację łatwiej opanować. - Teraz dużo łatwiej zweryfikować, kto i gdzie się udaje, w przeciwieństwie do czasu, gdy uchodźcy przeprawiali się przez morze - mówi Krawczyk.  

Jak wynika z jego informacji, rośnie rola Rosji w kryzysie. Silnie przybyło bowiem lotów do Mińska z Moskwy.

Są już ograniczenia

Pewne sankcje już obowiązują. Unia zakazała Belavii, która wozi najwięcej imigrantów, lotów nad Unią już po porwaniu Romana Protasiewicza w maju. Teraz media podają, że Belavia zwiększyła liczbę lotów z Turcji, co związane jest ze wzmożonym przemytem migrantów. 

Ale według Dominika Sipińskiego, eksperta lotniczego z portalu ch-aviation, trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, czy jest to sterowane politycznie, czy też po prostu linia otwiera nowe połączenia w związku z tym, że ma zakaz lotów nad Unią. I chce odrobić straty. 

- Belavia to firma państwowa, ale działa na zasadach rynkowych. Do niedawna nie była bardziej upolityczniona niż linie europejskie i nie jest zadowolona z tego, że jest uwikłana w ten kryzys - mówi Sipiński. 

Dodaje, że sankcje na linie, którymi przylatują migranci, trudno byłoby uzasadnić. Bo trzeba byłoby karać przewoźników za zwykłe wożenie klientów, którzy kupili bilety. Trudno wydzielić z nich grupę migrantów, którzy udadzą się w kierunku polskiej granicy. 

Ale teoretycznie nałożenie większych sankcji na Belavię jest możliwe - na przykład można zakazać unijnym firmom relacji biznesowych z Belavią. Mówi się przede wszystkim o zakończeniu umów leasingowych przez leasingodawców. Odebrać Belavii samoloty miałyby firmy z USA i Danii, ale przede wszystkim z Irlandii, która leasinguje najwięcej samolotów Belavii. Ten kraj politycznie uczyni jednak wszystko, by do takich sankcji nie doszło. 

- Straty dla firm były duże. Leasingodawcy bronią się, że mógłby to być początek bardzo groźnego precedensu. Bo odbieranie samolotów stałoby się narzędziem walki politycznej i być może jutro trzeba byłoby odbierać samoloty jeszcze jakiemuś krajowi - mówi Sipiński. 

Uderzenie w linie to uderzenie w rząd

Z kolei ekspert jest przekonany, że nałożenie sankcji na Turkish Airlines czy inne linie bliskowschodnie jest politycznie niemożliwe do przeprowadzenia. Powodem jest to, że są wielkie i silnie upolitycznione, związane z rządami macierzystych krajów. Uderzenie w linie byłoby jak uderzenie w rząd. - Zwłaszcza Turcja ma napięte relacje z Unią, więc obłożenie sankcjami Turkish Airlines ostro by je zaogniło - mówi. 

Dlatego zakazy lotów dla tych linii do UE uważa za bardzo mało prawdopodobne. - Ale niewątpliwie to element nacisku na władze w Ankarze i Dubaju, że same zmusiły linie do zawieszenia lotów do Mińska. Podobnie groźby sankcji na Belavię mają nie tyle zaszkodzić linii, ile skłonić Łukaszenkę do zaniechania zwożenia migrantów - dodaje ekspert. 

Wcześniej doszło na przykład do takiego porozumienia z Irakiem, który zawiesił letnie loty do Mińska.

A nawet gdyby zmusić linie do zawieszenia lotów do Mińska, nie zakończyłoby to problemu - Łukaszenka może znaleźć sobie innego przewoźnika. 

- Są linie na przykład z Syrii, na które już są nałożone wszelkie możliwe sankcje i nie mają nic do stracenia. Póki Rosja nie zakaże przelotów nad swoim terytorium w kierunku Białorusi, zawieszenie istniejących lotów byłoby dużym utrudnieniem dla Mińska, ale nie rozwiązaniem problemu - mówi Sipiński. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.