Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Lotów z Iraku do Mińska nie ma. Ale migranci przylatują z portów z sąsiednich krajów: z Damaszku liniami Cham Wings, z Dubaju liniami Flydubai oraz z Akaby, Bejrutu i Dubaju liniami Belavia. Temu przewoźnikowi samoloty leasinguje firma Aercap z Dublina (sześć maszyn) i duńska firma Nordic Aviation Capital, która leasinguje Belavii siedem samolotów zarejestrowanych w Irlandii.

Dwa loty dziennie do Mińska oferują też Turkish Airlines, oskarżane o współpracę z rosyjskim Aeroflotem w "przemycie migrantów".  W wywiadzie z dziennikiem "Bild" szef niemieckiej policji federalnej Heiko Teggatz powiedział, że "Aeroflot i Turkish Airlines grają w przemycie ważną rolę". 

"Choć większość lotów obsługuje Belavia, Turkish Airlines latają ze Stambułu do Mińska dwa razy dziennie, a Aeroflot cztery razy dziennie" - powiedział.

Dziennik wskazał, że z Bliskiego Wschodu do Mińska większość lotów jest z Moskwy, Stambułu i Antalyi - łącznie 100 tygodniowo. Łącznie z samej Moskwy lotów do Mińska jest 70 tygodniowo. 

Turecki przewoźnik narodowy zaprzecza oskarżeniom. „Nasza firma dba o przestrzeganie wszystkich środków bezpieczeństwa i wrażliwości we współpracy z międzynarodowymi urzędnikami we wszystkich swoich lotach obsługiwanych do wszystkich zakątków świata. Informujemy opinię publiczną, że zarzuty w mediach są bezpodstawne" – napisano w oświadczeniu firmy.

Na udział Turcji w przemycie wskazują też polscy politycy. Cytowany przez "Rzeczpospolitą" Maciej Gdula z Lewicy powiedział, że kryzys jest w dużej mierze wywołany przez Aleksandra Łukaszenkę, Recepa Tayyipa Erdogana i Władimira Putina. - Mam problem z tym, że nie rozmawiamy w ogóle o Erdoganie, który dowozi [migrantów] Łukaszence - zaznaczył. - Rząd nie radzi sobie z Turcją, chociaż kupuje od niej uzbrojenie, wydaje teraz 250 mln dolarów na drony wojskowe (z Turcji), a nie jest w stanie przyblokować transportu ludzi ze Stambułu i w ogóle z Turcji - dodał.

Z kolei Mateusz Morawiecki powiedział we wtorek, że miesiąc czy dwa miesiące temu Turcja zdawała się chcieć z Polską blisko współpracować, a teraz widać "synchronizację działań Turcji, Białorusi i Rosji". 

Ponieważ na linie lotnicze padają oskarżenia o aktywny udział w handlu ludźmi, Ursula von der Leyen wydała w poniedziałek oświadczenie, w którym zapowiedziała, że UE zbada, w jaki sposób nakładać na firmy sankcje, uwzględniając m.in. umieszczenie na czarnej liście "linii lotniczych z państw trzecich, które zajmują się handlem ludźmi".

Nałożenie sankcji na Turkish Airlines czy inne bliskowschodnie linie byłoby trudne. Firmy są bowiem silnie upolitycznione, związane z rządami macierzystych krajów. Uderzenie w linie byłoby jak uderzenie w rząd. - Zwłaszcza Turcja ma napięte relacje z Unią, więc obłożenie sankcjami Turkish Airlines ostro by je zaogniło - mówił nam we wtorek Dominik Sipiński, ekspert lotniczy. Według niego groźby sankcji mają być elementem nacisku na władze w Ankarze i Dubaju, żeby same zmusiły linie do zawieszenia lotów do Mińska. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.