Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na początku tego tygodnia doszło do eskalacji kryzysu na granicy Polski z Białorusią. Przybyły tam tysiące migrantów ściągniętych przez reżim Aleksandra Łukaszenki głównie z Bliskiego Wschodu. W tym chaosie rządy Białorusi i Rosji opublikowały protokoły porozumienia o przedłużeniu na kolejne 25 lat umów o rosyjskich bazach wojskowych na Białorusi.

Umowy takie Mińsk podpisał z Moskwą w 1995 r., wkrótce po objęciu urzędu prezydenta Białorusi przez Aleksandra Łukaszenkę. W ten sposób dyktator przypieczętował poparcie Moskwy dla swoich rządów. Takie porozumienie umożliwiło Rosji eksploatowanie na zasadach eksterytorialnych stacji radiolokacyjnej "Wołga" w pobliżu białoruskich Baranowicz i węzła łączności w Wilejce. 

A są to obiekty o newralgicznym znaczeniu dla Rosji i jej sił zbrojnych. 

Radarowy wieżowiec na Białorusi

W gęstwinie lasów w pobliżu miasteczka Hancewicze koło Baranowicz na Białorusi wyrasta wysoka na kilkadziesiąt metrów budowla. To główny obiekt stacji radiolokacyjnej "Wołga", która zajmuje działkę o powierzchni ok. 200 ha i jest najważniejszą częścią rosyjskiej tarczy antyrakietowej, jak określił to magazyn "Wiesti".

Według publikowanych w Rosji informacji stacja radiolokacyjna może wykrywać rakiety balistyczne na odległość do 4,8 tys. km oraz obiekty w kosmosie. Infrastruktura pozwala identyfikować zagrożenie, a także określać miejsce wystrzelenia rakiety i jej cel. Za pośrednictwem stacji można kontrolować przestrzeń powietrzną i kosmiczną nad akwenami Atlantyku Północnego i Morza Norweskiego, na których pływają uderzeniowe okręty podwodne NATO. 

"Wołgę" zaczęto stawiać jeszcze w czasach sowieckich. Potem inwestycję zamrożono na niemal dekadę, gdy pod koniec 1987 r. Związek Sowiecki i USA podpisały umowę o likwidacji swoich arsenałów rakiet średniego i krótkiego zasięgu. Rosja wznowiła budowę po podpisaniu umowy z Białorusią o bazach wojskowych, a do użytku oddała ją w 2003 r. Dwa lata temu Rosja wypowiedziała umowę o likwidacji rakiet średniego i krótkiego zasięgu po stawianych przez Waszyngton przez wiele lat zarzutach o łamanie przez Moskwę tych uzgodnień.

Białoruś nie pobiera żadnych opłat ani podatków od rosyjskich baz na swoim terytorium. W jednym z wystąpień Łukaszenka mówił, że nawet energię Mińsk dostarcza za darmo. A takie stacje radiolokacyjne jak "Wołga" zużywają co najmniej tyle prądu, co spore miasteczko. Skąd to wiemy? Stacja radiolokacyjna sowieckiej tarczy antyrakietowej na Ukrainie była kluczowym odbiorcą energii z elektrowni atomowej w Czarnobylu i zmieniła się w górę złomu po katastrofie w tej siłowni. Tamten obiekt był co prawda inną konstrukcją, ale przykład pokazuje, o jakim zapotrzebowaniu mowa. 

Globalne łącze z Białorusi

Drugą rosyjską bazą na Białorusi jest 43. węzeł łączności rosyjskiej marynarki wojennej w pobliżu miejscowości Wilejka. 

O ile stacja radiolokacyjna w Hancewiczach to kluczowa część systemu obrony Rosji przed ewentualnym atakiem rakietowym, o tyle za pośrednictwem bazy w Wilejce Putin może wysłać rozkaz globalnego ataku.

Za pomocą masztów radiowych o wysokości ok. 300 m ustawionych na terenie o powierzchni 400 ha dowództwo rosyjskiej floty wojennej może utrzymywać łączność z atomowymi okrętami podwodnymi, które znajdują się w promieniu 10 tys. km od tej bazy, pod wodami Oceanu Atlantyckiego, Indyjskiego, a częściowo nawet Pacyfiku. Dodatkowo instalacje są wykorzystywane do prowadzenia wywiadu elektronicznego. 

Bazę zbudowano już w połowie XX w., a jej lokalizację wybrano ze względu na korzystne dla komunikacji radiowej położenie geograficzne - niedaleko od morza (Bałtyku) i na terenie otoczonym bagnami. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.