Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czy korzystaliście kiedyś z usług białoruskich linii lotniczych Belavia? Raczej mało prawdopodobne. A może lataliście z rosyjskim przewoźnikiem Aerofłot? To już możliwe, choć pewnie nieczęste. A co z Turkish Airlines? Tutaj sprawa ma się zupełnie inaczej, bo tureckie linie od lat mocno inwestują w swój wizerunek, przedstawiając się europejskim klientom jako nowoczesny, godny zaufania partner w podróżach. 

Taka strategia przynosi efekty. Linie chwalą się, że w 2019 r., a więc przed początkiem pandemicznego kryzysu w lotnictwie, miały przychody na poziomie 13 mld dol. i zysk netto sięgający 788 mln dol. Na pokład weszło w tamtym roku ponad 74,3 mln pasażerów.  

Sukces? Turcy mieli powody do zadowolenia. Turkish Airlines może jednak za sprawą kryzysu migracyjnego na granicy polsko-białoruskiej szybko roztrwonić wizerunkowy kapitał, w który - co ważne - linie zainwestowały w ostatnich latach sporo pieniędzy. 

Prześledźmy te inwestycje. Fani sportu nie będą mieli problemów z pamięcią.  

Turkish Airlines lubi sport 

Przewoźnik jest sponsorem tytularnym Euroleague, czyli najważniejszych i najbardziej prestiżowych rozgrywek koszykarskich na naszym kontynencie, określanych często "europejską NBA". Oprócz tego sponsorował w poprzednich latach m.in. piłkarskie kluby: Manchester United, FC Barcelonę, Borussię Dortmund, Olympique Marsylię czy Aston Villę. Inwestuje też w golf, siatkówkę, kolarstwo, nawet w hokej na lodzie. 

Najwięcej szumu wywołały jednak spoty reklamowe, w których występowali słynny piłkarz Leo Messi i nieżyjąca już gwiazda NBA Kobe Bryant (zginął w wypadku helikoptera w ubiegłym roku).

W jednej z takich reklam Messi i Bryant rywalizowali na pokładzie samolotu Turkish Airlines o uwagę młodego fana, który nie mógł się zdecydować, którą z gwiazd poprosić o autograf. Na koniec widzowie słyszeli, że Turkish Airlines to "najlepsza linia lotnicza w Europie". W kolejnym spocie Messi i Bryant walczyli o to, kto będzie miał najlepsze selfie, i podróżowali w poszukiwaniu najoryginalniejszych miejscówek po całym świecie, korzystając oczywiście z tureckich linii. Nowocześnie, globalnie, europejsko, elegancko, sprawnie i bezpiecznie - to było widać w spotach.

 

Nijak ma się to jednak do oskarżeń o udział w "przemycie migrantów", a takie głosy pojawiają się coraz częściej. 

Turkish Airlines w epicentrum kryzysu

Wszystko za sprawą tego, że linie organizują loty do Mińska i to m.in. samolotami tureckiego przewoźnika mają trafiać na Białoruś migranci, którzy później stają się zakładnikami reżimu, a przepychani z jednej strony na drugą znajdują się w potrzasku. 

Doskonale podsumowuje to koalicja polskich organizacji pozarządowych uformowana pod nazwą Grupa Granica, która podkreśla odpowiedzialność Łukaszenki za wywołanie kryzysu mającego destabilizować Unię Europejską i określa proceder wprost jako zbrodnię przeciwko ludzkości, ale jednocześnie wzywa polski rząd do utworzenia korytarza humanitarnego, dzięki któremu możliwe będzie udzielenie pomocy migrantom. A przypomnijmy, że rząd Mateusza Morawieckiego blokuje dostęp do granicy organizacjom pomocowym i mediom.

O ile Belavia, a nawet Aerofłot, czyli rządowe linie Białorusi i Rosji raczej nie będą się przejmowały plamami na wizerunku i pojawianiem się w dyskusjach o odpowiedzialności za katastrofę humanitarną, o tyle w przypadku Turkish Airlines to już kłopot. Prezydentowi Turcji Recepowi Erdoganowi wprawdzie blisko zarówno do Łukaszenki, jak i Putina, ale nie po to narodowy przewoźnik wydawał miliony na ściągnięcie na pokład Messiego, Bryanta, a także np. Didiera Drogby, Wayne'a Rooneya czy aktora Kevina Costnera, żeby mierzyć się teraz z oskarżeniami o udział w międzynarodowym handlu ludźmi i destabilizowaniu Europy, w której przecież jest najlepszą linią. 

A co, jeśli klienci w Europie pod wpływem tych doniesień zdecydują się na bojkot linii? 

Turkish Airlines zacznie sprawdzać pasażerów

Turcy chyba zaczynają to rozumieć, bo pojawiły się pierwsze sygnały o zmianie kursu, choć nadal reklamują "kierunek Mińsk", nazywając miasto "historycznym i kosmopolitycznym". 

- Turkish Airlines, jeden z głównych międzynarodowych przewoźników latających do Mińska, zgodził się zawiesić sprzedaż biletów w jedną stronę dla migrantów z Bliskiego Wschodu, którzy chcą dotrzeć do Europy przez Białoruś - informuje Reuters

Agencja dodaje, że przełom nastąpił w wyniku rozmów prowadzonych przez "najwyższych urzędników UE" z Irakiem, Libanem, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i Turcją. Udało się ponadto nakłonić linie Iraqi Airlines do zawieszenia lotów do Mińska.

Dzień wcześniej Polska Agencja Prasowa informowała z kolei, że tureckie linie wprowadzą zakaz sprzedaży biletów na loty na Białoruś dla obywateli państw, z których pochodzą migranci, m.in. Iraku i Syrii. Informację PAP potwierdził Jakub Kumoch z Kancelarii Prezydenta.

Przypomnijmy, że migranci przylatują na Białoruś z następujących portów: z Damaszku liniami Cham Wings, z Dubaju liniami Flydubai oraz z Akaby, Bejrutu i Dubaju liniami Belavia. Temu przewoźnikowi samoloty leasinguje firma Aercap z Dublina (sześć maszyn) i duńska firma Nordic Aviation Capital, która leasinguje Belavii siedem samolotów zarejestrowanych w Irlandii. Turkish Airlines latają ze Stambułu do Mińska dwa razy dziennie, a Aeroflot - cztery razy dziennie.

Unia szykuje sankcje na linie lotnicze?

Turecki przewoźnik narodowy zaprzecza oskarżeniom o przemyt migrantów.

"Nasza firma dba o przestrzeganie wszystkich środków bezpieczeństwa i wrażliwości we współpracy z międzynarodowymi urzędnikami we wszystkich swoich lotach obsługiwanych do wszystkich zakątków świata. Informujemy opinię publiczną, że zarzuty w mediach są bezpodstawne" – napisano w oświadczeniu firmy.

Co może zrobić teraz UE? Czy możliwe jest pójście dalej i nałożenie na Turkish Airlines unijnych sankcji?

Komisja Europejska podała, że Unia będzie dążyć do umieszczenia na "czarnej liście" linii lotniczych przewożących na Białoruś migrantów, którzy później próbują przekroczyć granicę UE, i będzie koordynować z USA planowane sankcje wobec Mińska.

"Unijni eksperci na kryzysowych spotkaniach w Brukseli wskazują na Stambuł, Dubaj oraz Moskwę jako trzy lotnicze węzły przerzutu migrantów na Białoruś, choć to tureckie linie mają mieć w tym największy udział. Z tego powodu w Brukseli trwają zaawansowane dyskusje, jak zagrozić sankcjami liniom tureckim, ale o Aerofłocie na razie mówi się tylko 'bardzo teoretycznie'" - pisał ostatnio Tomasz Bielecki, korespondent "Wyborczej" w Brukseli.  

Unijni dyplomaci pracują teraz nad dodatkowymi sankcjami przeciw białoruskim liniom lotniczym, które po uprowadzeniu Romana Protasiewicza – wskutek już obowiązujących restrykcji UE – nie mogą latać do Unii i nad terenem Unii. Jednak teraz idzie o odcięcie ich m.in. od leasingowego wypożyczania samolotów przez firmy prawnie zakotwiczone w Irlandii. 

Nałożenie sankcji na Turkish Airlines czy inne bliskowschodnie linie byłoby trudne. Firmy są bowiem silnie upolitycznione, związane z rządami macierzystych krajów. Uderzenie w linie byłoby de facto uderzeniem w rząd.

- Zwłaszcza Turcja ma napięte relacje z Unią, więc obłożenie sankcjami Turkish Airlines ostro by je zaogniło - mówił nam we wtorek Dominik Sipiński, ekspert lotniczy. Według niego groźby sankcji mają być elementem nacisku na władze w Ankarze i Dubaju, żeby same zmusiły linie do zawieszenia lotów do Mińska. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.