Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pierwszy wicepremier Rosji Andriej Biełousow polecił rosyjskim ministerstwom spraw zagranicznych, transportu i rozwoju gospodarczego zająć się problemem ograniczeń w imporcie do Rosji po hybrydowym ataku dyktatora Białorusi Aleksandra Łukaszenki na Polskę. 

Próby wtargnięcia do Polski imigrantów z Bliskiego Wschodu i Azji, którzy zostali ściągnięci na Białoruś i przebywają tam z wizami turystycznymi, doprowadziły do zamknięcia przez Polskę granicznego przejścia drogowego w Kuźnicy. W konsekwencji przewoźnicy drogowi, którzy przewożą towary między Rosją a Europą Zachodnią, od 9 listopada muszą korzystać z innych przejść granicznych - w Bobrownikach w województwie podlaskim lub w Kukurykach (Koroszczyn) w województwie lubelskim.  I natychmiast przy tych przejściach zaczęły się tworzyć długie na kilkadziesiąt nawet kilometrów kolejki TIR-ów przewożących towary do Białorusi i Rosji. 

We wtorek rano w Bobrownikach na odprawę przed wjazdem na Białoruś ciężarówki czekały 25 godzin, jak przekazała PAP podlaska Krajowa Administracja Skarbowa. W poniedziałek wieczorem na odprawę przewoźnicy musieli czekać 32 godzin, a 10 dni temu - nawet 60 godzin, czyli dwie i pół doby. 

I bardzo szybko skutki tych ograniczeń przewozowych zaczęły odczuwać firmy w Rosji. 

Tranzytowy szlak

O pomoc w rozwiązaniu tego problemu do wicepremiera Andrieja Biełousowa zwróciła się z oficjalnym pismem rosyjska Rada Konsultacyjna ds. Inwestycji Zagranicznych, jak ujawnił dziennik "Kommiersant". Zasiadają w niej przedstawiciele wielkich międzynarodowych koncernów, które prowadzą działalność w Rosji, takich jak Danone, Mars, Metro, Coca-Cola i PepsiCo, Sanofi i Unilever. 

Zaalarmowały one rząd Rosji, że ograniczenia w transporcie drogowym na granicy Polski z Białorusią już wstrzymują dostawy dla sieci handlu detalicznego w Rosji, grożą zerwaniem łańcuchów dostaw i oznaczać będą podwyżki cen dostaw, co odbije się na wzroście cen w sklepach. 

Przedstawiciele zagranicznych inwestorów w Rosji wskazali przy tym, że przez granicę Białorusi z Polską przechodzi 10 proc. importu Rosji (pod względem ilości) i są to artykuły spożywcze i niespożywcze, także pierwszej potrzeby. Są to zarówno produkty farmaceutyczne, jak i surowce, komponenty, opakowania i urządzenia. 

A ponad 90 proc. importu dostarczanego do Rosji tranzytem przez Białoruś jest przewożona transportem drogowym, przez ciężarówki. Dzień przestoju ciężarówki kosztuje zaś 500 euro.

Polskę trudno ominąć

Według rosyjskiej Rady ds. Inwestycji Zagranicznych część przewoźników zaczęła omijać przejścia na granicy Polski z Białorusią, wybierając trasę przez Litwę i Łotwę. Ale także na tamtejszych przejściach granicznych zaczęły się już tworzyć korki. A w normalnych warunkach przewóz towarów przez państwa bałtyckie jest co najmniej o 300 euro droższy na jedną ciężarówkę niż przez Polskę. Inne środki transportu niż ciężarówki są jeszcze droższe. 

"Utrzymanie obecnej sytuacji może w znacznej mierze wpłynąć na łańcuchy dostaw i dostępność towarów dla ludności, biorąc pod uwagę zwłaszcza rosnący obrót towarami i zwiększony popyt na produkcję na progu świąt noworocznych" - wskazali rządowi Rosji zagraniczni inwestorzy. 

Rozmówcy dziennika "Kommiersant" wskazywali, że usprawnienie np. przewozów drogowych towarów przez Łotwę nie rozwiąże problemu, bo przepustowość wszystkich przejść granicznych jest ograniczona. A według jednego z rozmówców dziennika biznes w Rosji w tym przypadku ma nadzieję na "polityczne rozwiązanie sprawy". 

To sugestia, że Putin powinien ściągnąć cugle Łukaszence, jeśli nie chce niezadowolenia Rosjan z powodu niedoboru towarów i drożyzny na święta. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.