Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zbiórkę pieniędzy, odzieży i artykułów żywnościowych na "pomoc humanitarną" dla Gazpromu zorganizowali w piątek w centrum Mińska aktywiści Związku Młodzieży Republiki Białorusi (BRSM), organizacji młodzieżowej, popieranej przez władze Białorusi. - Postanowiliśmy wyjść do centrum Mińska i zebrać pomoc humanitarną dla Gazpromu, aby miał za co rozliczyć się z Białorusią za tranzyt gazu - powiedział Igor Buzowski, pierwszy sekretarz komitetu centralnego BSRM.

Mińsk oskarża Gazprom, że ma jeszcze 32 mln dol. długu za tranzyt gazu od listopada zeszłego roku. Początkowo Mińsk wyceniał te długi na 260 mln dol., ale w czwartek Gazprom zapłacił 228 mln dol. Wcześniej wicepremierzy Rosji Wiktor Zubkow i Igor Sieczyn poszli w zaparte i zaprzeczali, by Gazprom był cokolwiek winien Białorusi. Za to Gazprom zarzucał Białorusi, że nie zapłaciła jeszcze ok. 190 mln dol., czyli 15 proc. wartości gazu sprowadzonego z Rosji od stycznia do kwietnia. Aby wyegzekwować ten dług na polecenie prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa od poniedziałku Gazprom przykręcał kurek z gazem Białorusi.

Początkowo ograniczenia wyniosły 15 proc. Mińsk zapowiedział, że spłaci dług w ciągu dwóch tygodni. Ale Gazprom nie chciał czekać i od wtorku ograniczył dostawy o 30 proc. We wtorek Białoruś w terminie zapłaciła 260 mln dol. za majowe dostawy gazu z Rosji. A we wtorek po południu prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko powiedział, że Mińsk pożyczył już od "dobrych przyjaciół" pieniądze na rozliczenie długu z Gazpromem.

Jednak rosyjski koncern nie czekał i w środę rano przykręcił Białorusi kurek już o 60 proc. Kilka godzin później Mińsk ogłosił, że przekazał 187 mln dol. długu na konta Gazpromu, które są prowadzone w białoruskim banku rosyjskiego koncernu. Gazprom stwierdził, że nie ma potwierdzenia tej wpłaty. Zrobił to dopiero w czwartek rano, wznawiając jednocześnie w pełni dostawy gazu na Białoruś. Kilka godzin później Gazprom spłacił swoje długi za tranzyt, według Mińska - tylko częściowo. Bo zgodnie z umową w tym roku rosyjski koncern miał płacić na Białorusi 1,88 dol. za przesył 1 tys. m sześć. gazu na odległość 100 km. Tymczasem Gazprom chciał obniżyć tę stawkę do 1,45 dol., twierdząc, że na hurtowej sprzedaży gazu na białoruskimi rynku zarabia mniej niż ustalił z rządem Białorusi. Mińsk zaprzecza temu.

Prezes białoruskiej firmy gazowniczej Biełtransgaz uprzedzał, że jeśli Gazprom mocno przykręci kurek z gazem, to z powodu spadku ciśnienia w gazociągach, zostanie wstrzymany tranzyt gazu przez Białoruś. Jego słowa potwierdziły się w środę, gdy rano Gazprom przykręcił kurek o 60 proc. Kilka godzin później zaczął spadać tranzyt gazu białoruskimi rurami na Litwę i do Polski.

Premier Rosji Władimir Putin groził też, że może dojść do zmniejszenia tranzytu gazociągiem Jamał-Europa, który przez Białoruś i Polskę transportuje rosyjski gaz do Niemiec. Ten gazociąg na Białorusi należy jednak do Gazpromu i jest sterowany z centrali rosyjskiego koncernu. I w pracy gazociągu jamalskiego nie zanotowano żadnych zakłóceń.

Za to we wtorek i czwartek Mińsk groził wstrzymaniem tranzytu rosyjskiego gazu, jeśli Gazprom nie ureguluje swoich długów. Tych gróźb Białoruś jednak nie spełniła, choć nie dostała pełnej zapłaty.

W piątek rano ambasador Rosji na Białorusi Aleksander Surikow oświadczył wręcz, że dla Rosji konflikt już się wyczerpał. Zaraz potem zirytowany Łukaszenka oświadczył, że jeśli w ciągu dwóch dni Gazprom nie rozliczy się do końca, to Białoruś wstrzyma tranzyt rosyjskiego gazu i ropy naftowej.

Z powodów technicznych Mińsk mógłby łatwiej wstrzymać ropy niż gazu.

Moskwa zaczęła łagodzić sytuację. W piątek po południu szef Gazpromu Aleksiej Miller oświadczył, że praktycznie uzgodniono już nowe porozumienie z Białorusią i zostanie ono podpisane w najbliższych dniach.

Wicepremier Białorusi Uadzimir Siemaszko potwierdził, że po uzgodnieniach z Millerem w poniedziałek do Mińska przyjedzie na negocjacje delegacja Gazpromu. Według Siemaszki w środę po południu do Mińska przyleci wiceprezes Gazpromu Walerij Gołubiew, aby podpisać protokół o warunkach spłaty długów. Dlatego Siemaszko prosił Łukaszenkę, by na dwa tygodnie przesunął termin wstrzymania tranzytu rosyjskiej ropy i gazu.

Negocjacje zapowiadają się ostro. Gazprom już zapowiedział, że chce od Białorusi 1 mln dol. kary na opóźnione płatności za gaz. Rosyjski koncern domagał się też od Mińska 192 mln dol. długów za gaz, lecz nie protestował, gdy dostał 187 mln dol.

Ta różnica 5 mln dol. w długach za rosyjski gaz jest związana z wysokością opłaty za tranzyt gazu. Z zagmatwanych umów Gazpromu z Mińskiem wynika, że jeśli Rosjanie uznają roszczenia Białorusi i dopłacą im 32 mln dol. za tranzyt, to jednocześnie nie będą mogli domagać się 5 mln dol. wyrównania długu za gaz. Ale tę dopłatę Rosjanie dostaną, jeśli nie będą musieli wyrównywać Mińskowi za tranzyt gazu.

Ale nawet na dopłacie dla Białorusi Gazprom nie straci. Bo na tranzycie gazu przez Białoruś zarabia spółka Biełtransgaz, która w połowie należy do Gazpromu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.