Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W sobotę w Moskwie przez 3,5 godziny w cztery oczy prezydent Rosji Władimir Putin rozmawiał z prezydentem Białorusi Aleksandrem Łukaszenką o spornych kwestiach gospodarczych i dalszych działaniach dla stworzenia przez Rosję i Białoruś wspólnego państwa.,

Poprzedni raz Putin i Łukaszenka dyskutowali o tym cztery dni wcześniej i było to już ich trzecie spotkanie w tym miesiącu. Faktycznie za sporami o ceny gazu i ropy naftowej kryje się kwestia suwerenności Białorusi.

Bez równości w gazie

Spory Mińska z Moskwą znalazły się w świetle jupiterów na początku grudnia, podczas szczytu działającej pod egidą Rosji Unii Eurazjatyckiej, na którym omawiano plany stworzenia do 2025 r. wspólnego rynku energii na terenie tej Unii.

Niespodziewanie podczas szczytu Łukaszenka zarzucił publicznie Putinowi, że Rosja ustala za wysokie ceny gazu dla Białorusi i nie traktuje równo swoich partnerów z Unii Eurazjatyckiej.

Łukaszenka zarzucił Gazpromowi, że stosuje trzy razy wyższe taryfy za transport gazu do Białorusi niż dla klientów w Rosji. W efekcie cena gazu dla Białorusi jest prawie dwa razy wyższa niż w sąsiednim rosyjskim obwodzie Smoleńskim. - Jak konkurować w tych warunkach? - żalił się lider Białorusi.

Putin, nie kryjąc irytacji, proponował przenieść dyskusję do kuluarów, aż wreszcie stwierdził, że gdyby Białoruś kupowała gaz na warunkach rynkowych, to musiałby zań płacić dwa razy więcej niż teraz. To nie przekonało prezydenta Białorusi. - Ma pan nieprawidłowe kalkulacje. Mamy [Białoruś] gorsze warunki niż Niemcy. Niby wspólnie walczyliśmy z Niemcami, a nasi ludzie, którzy nie umarli po wojnie, są w takiej sytuacji. Oni [Niemcy] płacą 200 dol. [za 1 tys. m sześc. gazu], a my [Białorusini] 130 dol., bo do Niemiec gaz trzeba tłoczyć 3 tysiące kilometrów i stąd taka cena - stwierdził Łukaszenka.

Narzekał też, że Rosja zwleka z przyznaniem Białorusi rekompensaty za zmiany podatków w branży naftowej. To spowoduje także wzrost cen rosyjskiej ropy naftowej dla białoruskich rafinerii oraz anulowanie ceł na eksport paliw zasilających dotąd budżet Białorusi. W Mińsku szacują, że te zmiany w rosyjskich podatkach mogą kosztować Białoruś nawet 2 mld dol. rocznie, co stanowi równowartość 4 proc. PKB Białorusi.

Cena integracji

Tydzień po szczycie Unii Eurazjatyckiej premier Rosji Dmitrij Miedwiediew bez owijania w bawełnę powiedział, że Rosja uzależnia dalsze dostawy ropy naftowej i gazu po preferencyjnych cenach dla Białorusi od pogłębienia integracji obu państw. Miedwiediew wymienił przy tym stworzenie wspólnego ośrodka emisyjnego i unię walutową (czyli likwidację białoruskiej waluty) oraz wspólnych sądów i innych wspólnych organów administracji państwowej.

- Rozumiem te aluzje: dostanie ropę, ale zniszczycie państwo i wejdzie w skład Rosji - odpowiedział na te żądania Łukaszenka na konferencji prasowej w Mińsku. I zarzucił Rosji, że pod hasłem pogłębienia integracji planuje inkorporację Białorusi. 

Mimo takich skarg Moskwa kontynuuje swoje plany. Na pierwszym w tym tygodniu spotkaniu Putin i Łukaszenka uzgodnili powołanie rosyjsko-białoruskich zespołów, które zajmą się zarówno rozwiązaniem sporów o ceny gazu i ropy, jak też kwestiami pogłębienia integracji obu państw.

Nie jest jasne, co Putin i Łukaszenka uzgodnili w sobotę. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow utrzymywał tylko, że rozwiązanie sporów gospodarczych nie jest uzależnione od postępów w integracji państw. Pieskow stwierdził też, że nie ma mowy o przyłączeniu Białorusi do Rosji, ale o „zmierzaniu ku sobie” obu tych państw. Rzecznik Kremla przypomniał przy tym, że umowa Białorusi i Rosji z 1999 r. o utworzeniu wspólnego państwa przewiduje integrację w sferze finansowej, o którą upomniał się teraz rząd Rosji.

Dłuższa władza dla Putina

Co kryje się za nagłym zainteresowaniem Rosji przyspieszeniem integracji z Białorusią? Część rosyjskich analityków wskazuje na powody polityczne. W 2024 r. Władimir Putin zakończy drugą z rzędu kadencję na fotelu prezydenckim i o kolejną zgodnie z rosyjską konstytucją nie może się ubiegać. Co prawda rosyjski parlament, Duma, może uchylić tę przeszkodę, zmieniając konstytucję. Duma już raz to uczyniła, aby dla Putina wydłużyć kadencję prezydencką. Jednak takie dopasowywanie ustawy zasadniczej do ambicji Putina może budzić zastrzeżenia w Rosji i psuć jej wizerunek międzynarodowy.

Dlatego rosyjscy analitycy wskazują, że lepszym rozwiązaniem na przedłużenie władzy przez Putina byłoby przejście w kolejnej kadencji na fotel prezydenta państwa stworzonego w trakcie realnej integracji Rosji z Białorusią, czyli w praktyce po wchłonięciu Białorusi przez Rosję.

Wymaga to tylko wypełnienia umowy podpisanej przez Mińsk z Moskwą dwie dekady temu. A także przekonania Łukaszenki, by podzielił się władzą w Mińsku z Putinem.

Kreml nie komentuje oficjalnie takich spekulacji. Ale działania rządu Rosji wskazują, że w Moskwie poważnie traktują taki plan przedłużenia rządów Putina.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.