Nie jest realne ograniczenie wzrostu średniej globalnej temperatury bez dekarbonizacji. A my promujemy węgiel...
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Apelujemy o mocniejsze działanie na rzecz ochrony klimatu” - napisali tuż przed oficjalnym rozpoczęciem szczytu klimatycznego w Katowicach prezydenci poprzednich szczytów z Paryża, Niemiec, Peru i Maroka.

Podkreślają, że „globalna emisja dwutlenku węgla wzrosła w 2017 r. po trzyletnim okresie stabilizacji”. Dlatego potrzeba radykalnych działań i konkretnych deklaracji dotyczących tego, jak poszczególne państwa, które podpisały w 2015 r. porozumienie paryskie, będą dążyć do ograniczenia wzrostu średniej globalnej temperatury maksymalnie do 2, a najlepiej 1,5 st. C.

Eksperci podkreślają, że można to uzyskać głównie poprzez dekarbonizację, czyli odejście od paliw kopalnych.

O tym właśnie będą rozmawiać światowi liderzy, eksperci, naukowcy, negocjatorzy klimatyczni na COP24 (to symbol Konferencji Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych) w Katowicach. Szczyt zaczyna się dziś. Przez dwa tygodnie oczy świata będą zwrócone na Polskę. Czy podołamy zadaniu?

Na razie nie idzie nam dobrze. Na COP do Katowic nie przyjadą najważniejsi przywódcy: Emmanuel Macron, rezygnując z przyjazdu, miał powiedzieć, że nie widzi „sensu debaty klimatycznej w Katowicach”. Nie będzie też prezydenta USA Donalda Trumpa, kanclerz Angeli Merkel, Władimira Putina i prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki

Trudno dochodzić powodów ich decyzji, ale faktem jest, że przed COP24 polski rząd zalicza wpadkę za wpadką.

Przede wszystkim szczyt organizowany jest w zagłębiu węglowym. I to byłoby do przełknięcia, gdyby rząd mówił tam o możliwej i koniecznej transformacji energetycznej, jaką muszą przejść Polska i świat, by ograniczyć emisję CO2.

Zamiast tego mówi o wspieraniu górnictwa. Zaledwie tydzień przez szczytem minister energii Krzysztof Tchórzewski wprost przyznał, że Polskę utrzymywać będą przy życiu paliwa kopalne, takie bowiem obietnice złożyło PiS podczas kampanii wyborczej w 2015 r.

W tym celu - aby w miksie energetycznym Polski wciąż było miejsce dla węgla - likwidować będziemy najtańsze alternatywne źródło czystej energii, czyli wiatraki na lądzie. Postawimy je za to na wodzie

Świat w Katowicach będzie więc mówił o konieczności jeszcze mocniejszego rozwoju zielonej energii. A Polska? Polska zapowiedziała, że wiatraki lądowe będzie złomować.

Co więcej, aby promować polski węgiel na szczycie klimatycznym, rząd wybrał na partnerów wydarzenia największe spółki węglowe. To skandal, o którym od kilku dni donoszą zagraniczne media, nie mogąc zrozumieć powodów tej absurdalnej decyzji.
Głośnym echem odbił się również promowany przez rząd film reklamujący nasz kraj jako organizatora COP24. Zawiera mnóstwo kłamstw: począwszy od chwalenia się autami elektrycznymi (miał być milion do 2025 r., na razie jest ok. 3 tys.) aż po wspomniane wiatraki, które na filmie kręcą się, aż furczy.

Jakby mało było wpadek, na organizowane latem spotkanie klimatyczne, na którym polski rząd omawiał strategię na COP24, zaproszono byłego ministra środowiska Jana Szyszkę nazywanego największym „szkodnikiem środowiska” oraz Williama Harpera, profesora fizyki, który neguje efekt cieplarniany.

Czy w Katowicach Polska pokaże się jako kraj przyjazny środowisku czy przyjazny węglowi?

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Jarosław Kurski poleca

Przydatne linki

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem