Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Wiadomo, że do delikatesów nie powinno się chodzić po mleko i napoje (wybór jest duży, ale ceny wyższe), a chemia gospodarcza najtańsza jest w hipermarketach (zwłaszcza jeśli kupujesz w dużych opakowaniach). Dla kilkudziesięciu groszy oszczędności nie chciałem tracił czasu na robienie zakupów w dwóch lub trzech sklepach zamiast w jednym. Ale jakiś czas temu moje ulubione delikatesy były zamknięte i poszedłem do sklepu "z niższej półki", który zwykle omijam z daleka. I zacząłem porównywać ceny: litr pepsi w delikatesach 3,99 zł, u konkurencji - 3,59 zł. Papier toaletowy Regina - 11,99 zł w delikatesach i 11,49 zł w sklepie, do którego trafiłem przypadkiem. Tym sposobem zorientowałem się, że moje delikatesy często naciągają mnie na tę końcówkę "99". Policzyłem, że gdybym dwa razy w tygodniu kupił po dziesięć produktów, z których połowa byłaby o 50 gr tańsza, to byłbym do przodu o 250 zł w skali roku. A żeby mieć w kieszeni 250 zł, warto trochę podreptać, prawda?

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.