Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
I może mieć większe znaczenie niż tylko konieczność zapłacenia kwoty 7 mln zł grupie 1247 klientów, którym wpisano do umów niezgodną z prawem klauzulę dotyczącą zmian oprocentowania kredytów. Gdyby tak było, to zapewne mBank nie walczyłby do upadłego, tylko spróbowałby się dogadać po cichu z buntownikami. Dlaczego bank doprowadził do niemałych strat wizerunkowych, tocząc do końca z góry przegrany bój?

Moim zdaniem dlatego, że kwota zadośćuczynień wpisana w pozwie - 7 mln zł - to tylko część tego, czego "Nabici" będą się domagać w indywidualnych pozwach o zapłatę (bez nich nie odzyskają pieniędzy). Pozew obejmował bowiem tylko lata 2009-10 (takie zawężenie wynikało ze strategii procesowej, w której celem było uznanie klauzuli dotyczącej zmian oprocentowania za nielegalną). Ale skoro teraz "Nabici" mają w ręku korzystne orzeczenie sądu II instancji, to mogą domagać się rekompensat również za lata wcześniejsze oraz za okres 2011-14 r. A to by oznaczało, że mBank może być zmuszony do wypłacenia nie 7 mln zł, ale 20-25 mln zł.

A co jeśli wszyscy zażądają zadośćuczynienia?

A i to nie wszystko. Grupa "Nabitych" występująca w pozwie zbiorowym to tylko część osób mających w umowach z mBankiem klauzulę uznaną właśnie za nielegalną. Kilka lat temu mBank podawał, że wszystkich kredytów starego portfela udzielił ok. 20 tys. Niektóre z nich są już spłacone albo prawie spłacone. Część klientów podpisała ugody. Można zgrubnie założyć, że klientów starego portfela jest co najmniej 10 tys. Gdyby wszyscy, powołując się na wyrok sądu w sprawie "Nabitych", poszli po zadośćuczynienia i objęli swoimi roszczeniami cały okres obowiązywania umów, to kwotę łącznych roszczeń można byłoby szacować na... 140 mln zł. Czy można się dziwić, że w tej sytuacji mBank walczy do ostatniej kropli krwi choćby o przedawnienie części roszczeń (po 10 latach)? Te szacunki pokazują jeszcze jedno - że instytucje odpowiedzialne za ochronę praw konsumentów oraz te pilnujące kondycji branży finansowej powinny usiąść przy okrągłym stole i wypracować jakieś systemowe rozwiązania w sprawie najbardziej palących konfliktów między klientami a bankami i ubezpieczycielami.

Lista tematów? Ubezpieczenia niskiego wkładu własnego w kredytach hipotecznych (są już wyroki kwestionujące procedurę jego pobierania), zasady ustalania spreadu walutowego (szykuje się pozew zbiorowy ponad tysiąca klientów Banku Millennium), opłaty likwidacyjne narzucane przy polisach inwestycyjnych (w sądach jest już kilka pozwów zbiorowych), toksyczne produkty inwestycyjno-ubezpieczeniowe (typu Pareto). Puszka Pandory została otwarta i teraz trzeba rzetelnie ustalić: ile instytucji oszukiwało i ile pieniędzy należy oddać klientom. A potem wymyślić rozwiązania, które pozwolą im zaoszczędzić kłopotliwej drogi sądowej. Bo jeśli dojdzie do fali procesów, obłowią się głównie prawnicy.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

Czy warto wykupić ubezpieczenie assistance samochodu?

Kiełbasa polska, czyli jak wygląda jakość żywności w Polsce

Wyjątkowo kosztowne pięć minut, czyli nie warto ufać doradcom

Czy warto wziąć 1000 złotych od Credit Agricole?

Uwaga na rodowane pierścionki, czyli jeszcze o "tajemnicy jubilerskiej"




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.