Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Z jednej strony, dzięki temu wyrównują się szanse - możemy dowiedzieć się o sobie tego samego, co wie o nas bank, do którego przychodzimy po kredyt. Z drugiej strony, wiedząc o sobie więcej, możemy bardziej dbać o swoją punktację w BIK-u. I postępować tak, żeby mieć wyższą ocenę.

Skok jakościowy jest olbrzymi: jeszcze kilka lat temu, żeby dostać do ręki raport o sobie, trzeba było napisać do BIK-u list i czekać kilkanaście dni na odpowiedź. A teraz: kilka kliknięć i można ściągnąć PDF z raportem na swój komputer. Do tego dochodzi możliwość wykupienia alertów i różnych powiadomień przychodzących SMS-ami, gdy jakiś bank zapyta o nas w BIK-u.

Teraz w BIK-u wpadli na pomysł, by po raport z oceną wiarygodności kredytowej na swój temat można było pójść nie tylko do internetu, ale też na pocztę. Od kilku dni we wszystkich placówkach Poczty Polskiej, które prowadzą usługi finansowe, klienci mają możliwość zamówienia i wydrukowania raportu zawierającego ocenę punktową, kwoty kredytów i wysokości spłacanych rat.

Odbierzesz paczkę i zamówisz raport

W tym pomyśle chodzi zapewne o to, żeby spróbować dotrzeć do bardziej tradycyjnych konsumentów, którzy nie założą sobie konta w portalu BIK, bo nie mają nawyku dokonywania operacji finansowych w sieci. Na poczcie mogą kupić raport o swojej wiarygodności kredytowej przy okazji wysyłania listu, odbierania przekazu pieniężnego czy nadawania paczki. Bardzo jestem ciekaw, czy ta usługa się przyjmie wśród klientów poczty. Zwłaszcza że nie będzie tania - taki jednorazowy raport ma kosztować 29 zł, a to sporo jak na zawartość kieszeni przeciętnego konsumenta.

Zakładając konto przy pocztowym okienku, omija się kilka kłopotliwych drobiazgów natury "rejestracyjnej" - nie trzeba wysyłać BIK-owi przez internet skanu dowodu osobistego oraz robić przelewu weryfikacyjnego, by potwierdzić dodatkowo swoją tożsamość. Dla osób śmigających w internecie, zakładających online konta i lokaty, ta procedura nie jest niczym nadzwyczajnym, ale dla bardziej tradycyjnych klientów może być przeszkodą nie do przeskoczenia.

Stosunkowo mała popularność usług BIK-u wynika bowiem z jednej strony z relatywnie wysokich cen (konsumenci nie będą skłonni płacić kilkadziesiąt złotych za czystą informację), z drugiej strony - z braku wpływu dobrego scoringu na cenę kredytu (jeśli banki pożyczają taniej, to raczej dlatego, że mają do czynienia z własnym klientem, a pięć gwiazdek w BIK-owskim rankingu jest atutem drugorzędnym).

Bankowcy i BIK-owcy narzekają na niską świadomość obywateli dotyczącą budowania pozytywnej historii kredytowej (i płatniczej - bo przecież i biura informacji gospodarczej zajmą się niedługo punktowaniem klientów za to, że dobrze płacą rachunki za gaz lub telefon), ale sami niewiele dają w zamian tym, którzy historię w BIK-u mają doskonałą. Jeśli kredytodawcy nie zaczną naprawdę doceniać wiarygodnych kredytowo klientów bardzo wyraźnymi obniżkami ceny kredytu, to BIK może wchodzić ze swoimi usługami nie tylko na pocztę, ale do każdego supermarketu, a i tak rynku nie zawojuje.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

Zdradzamy tajemnice sprzedawców wina

Anatomia pokazu cudownych garnków. Jak dajemy się nabrać?

Jak krowa zamienia się w owcę?

Czy warto wybrać lokatę z algorytmem?

Składki tak, odszkodowanie - nie. "Bo umowa była źle zawarta"




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.