Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
W zeszły czwartek Rada Polityki Pieniężnej odważnie ścięła stopy procentowe. Najważniejsza stopa referencyjna wynosi teraz 2 proc. (do tej pory było to 2,5 proc.), stopa lombardowa zaś tąpnęła do 3 proc. (wynosiła do tej pory 4 proc.). Tak taniego "oficjalnego" pieniądza w historii wolnej Polski jeszcze nie było. Generalnie banki komercyjne nie korzystają z tego rodzaju pieniądza, ale jego cena wpływa na to, po ile pożyczają pieniądze od siebie nawzajem. Tańszy pieniądz "centralny" wpływa też na to, po ile banki pożyczają kasę od nas (w formie depozytów). Oba te czynniki - niższa cena pieniędzy, które banki mogą zasysać z różnych źródeł - wpływa z kolei na oprocentowanie kredytów - ono też powinno spaść. To z kolei powinno nas skłonić do tego, byśmy chętniej przychodzili do banków po kredyty na mieszkania i lodówki. Oto siedem rzeczy, które mogą się wydarzyć po obniżce.

Które kredyty potanieją? I kiedy?

Obniżka stóp procentowych wpłynęła lub zaraz wpłynie na raty kredytów hipotecznych i samochodowych. Ich koszt zależy od stawki WIBOR (cena, po której banki chciałyby pożyczać sobie pieniądze nawzajem). WIBOR 3M jeszcze półtora miesiąca temu wynosił 2,7 proc., teraz zbliża się do 2,2 proc., co oznacza, że bankowcy już wliczyli obniżkę stóp w rynkową cenę pieniądza. W zależności od tego, jak często twój bank aktualizuje oprocentowanie kredytu (przeważnie dzieje się to raz na kwartał), na dniach lub w ciągu kilku najbliższych tygodni powinieneś otrzymać nowy harmonogram spłat. Na każde 100 tys. zł kredytu hipotecznego przypadnie 25-30 zł spadku raty. Oczywiście dotyczy to wyłącznie kredytów złotowych (frankowe zależą od innej stawki - LIBOR).

Co z oprocentowaniem depozytów?

Są banki, które dziś gwarantują oprocentowanie lokat na poziomie 3-3,5 proc. Czy zdecydują się na podtrzymanie obecnych stawek? Zapewne tak, ale w ograniczonym stopniu. Na pewno wysokie stawki będą trudniej dostępne. Będą oferowane pewnie na jeszcze krótszy termin, a także z większymi restrykcjami (pojawi się więcej pomysłów typu: dobry procent w zamian za założenie konta i karty kredytowej). Banki chętniej zaczną też kombinować z oprocentowaniem. Popularniejsze staną się bałamutne lokaty progresywne ("5 proc., ale tylko w ostatnim miesiącu trwania lokaty") oraz "zgrzewek" lokat z funduszami inwestycyjnymi oraz produktami strukturyzowanymi.

Masz debet albo kartę? Oprocentowanie w dół.

Ostre cięcie oficjalnych stóp procentowych oznacza bardzo duże zmiany w kwestii maksymalnej ceny kredytu. Ustawa antylichwiarska bowiem mówi, że żaden bank ani firma pożyczkowa nie mogą brać od klienta odsetek wyższych niż czterokrotność stopy lombardowej NBP. Do tej pory owa czterokrotność wynosiła 16 proc., ale od dziś wynosi już tylko 12 proc.! To oznacza, że banki musiały obniżyć oprocentowanie wszystkich udzielanych kredytów - a także tych, które klienci już spłacają - do maksymalnie 12 proc. Dotyczy to również debetów w ROR oraz kart kredytowych.

Więcej pułapek w kredytach gotówkowych.

Nie od dziś są one dużo droższe, niż wynikałoby to z ustawy antylichwiarskiej - banki dokładają wysokie prowizje (bywa, że sięgają 9 proc. pożyczanych pieniędzy!) oraz obowiązkowe ubezpieczenia (tak skrojone, że de facto też są ukrytymi prowizjami). Teraz banki zaczną kombinować na jeszcze większą skalę. Kredyty gotówkowe będą wyglądały na jeszcze tańsze i będą miały jeszcze więcej pułapek.

Karty kredytowe staną się luksusem.

Efektem ubocznym obniżki oprocentowania maksymalnego będzie to, że niektóre kategorie kredytów staną się trudniej dostępne. Dotyczy to tych instrumentów kredytowych, przy których banki mają małe pole manewru w narzucaniu dodatkowych prowizji - np. kart kredytowych. Banki grzecznie obniżyły oprocentowanie do 12 proc., ale na tych warunkach obsługiwanie niektórych klientów stanie się nieopłacalne. Dlatego mogą nie przedłużyć ważności kart niektórym klientom.

Uwaga na wyższe prowizje na wejściu.

Niski próg lichwy oznacza, że banki zaczną szukać zarobku na prowizjach od instrumentów kredytowych. Już dziś prowizje za przyznanie np. linii debetowej w ROR sięgają czasem 2-3 proc. przyznanego limitu (niezależnie od tego, czy z niego korzystamy czy nie). Niewykluczone, że te koszty się zwiększą. Podobnie jak opłaty za wydanie karty kredytowej oraz miesięczne abonamenty za korzystanie z plastiku. W górę pójdą limity obrotów na kartach, które klienci będą musieli wypracować, żeby "zasłużyć" na zwolnienie z opłat.

Czy ROR-y podrożeją?

Niekoniecznie - darmowe konta dla aktywnych klientów to w bankach wciąż priorytet. Niewykluczone więc, że banki zacisną zęby i będą nadal dopłacały do ROR-ów, odbijając sobie na prowizjach za debety, karty i kredyty.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

Czym uwodzą nas sieci handlowe? I za co je kochamy?

Jak ukręcić bat na oszustów?

Agenci straszą ZUS-em. Jest się czego bać?

Test kont z premią. Na których da się zarobić?

Windykator grozi niewłaściwej osobie i... przeprasza




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.