Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Na krótkie zagraniczne wojaże jeździmy z żoną (a od roku także z dzieckiem cztery-pięć razy w roku. W ten sposób zwiedziliśmy sporą część Europy i nie tylko. Jeździmy wszędzie, gdzie tylko docierają tanie linie (niestety, już nie tak tanie jak kilka lat temu).

Jeździmy też autem, bo często jest to dużo bardziej opłacalne od samolotu. Płacimy przy tym dużo mniej, niż gdybyśmy mieli wyjechać z biurem podróży, a nasze wrażenia spisujemy na blogu Weekendowi Podróżnicy.

To, co robimy, w turystycznej nowomowie nazywa się city break (językowych purystów przepraszam, polskiego odpowiednika jeszcze nie ma), a takich jak my jest w Polsce coraz więcej. Zresztą, city breaki trafiły nad Wisłą na podatny grunt, bo jeśli Polak wyjeżdża turystycznie za granicę, to robi to na własną rękę. Z danych resortu sportu i turystyki wynika, że w zeszłym roku na obczyźnie odpoczywało 5,5 mln Polaków, z czego aż 61 proc. organizowało ten wyjazd samodzielnie. Chcesz wiedzieć, jak upolować tani wyjazd? Zapraszam.

Kiedy jechać?

Miłośnik city breaków stoi przed trudnym dylematem - z danych trivago Hotel Price Index wynika, że w większości europejskich stolic zdecydowanie najtańsze noclegi są w lipcu i sierpniu. To byłby idealny termin, tyle że... w tym okresie bilety lotnicze są nawet dwa-trzy razy droższe niż jesienią. Jesienią na odwrót - tanieją loty, mocno (już od początku września) drożeją noclegi. Przykład? W sierpniu tego roku w Paryżu średnia cena dwuosobowego pokoju wynosiła 611 zł, we wrześniu - już 914 zł! W Madrycie - cena skoczyła odpowiednio z 295 do 535 zł, a w Rzymie - z 461 do 653 zł. Są to jednak ceny uśrednione, dlatego na city breaka najlepsza jest jesień - gdy ma się tani bilet lotniczy, łatwiej znaleźć nocleg w atrakcyjnej cenie niż na odwrót. A według wyszukiwarki Skyscanner najtańsze bilety lotnicze z Polski są w listopadzie - kosztują średnio 12 proc. mniej niż przeciętnie.

Przeczytaj też: 6 pomysłów i 20 idealnych miejsc w Europie na tani urlop>>
tytuł, który wyświetli się po najechaniu na zdjęcie

Panorama Ochrydy w Macedonii

Uwaga! Podczas planowania wyprawy do dużego miasta, sprawdźmy, czy w wybranym terminie nie odbywają się tam targi, festiwal czy duża impreza sportowa, bo zapłacimy wtedy za nocleg jak za zboże. Większość hoteli w Budapeszcie ma w cennikach prawie podwójną stawkę na czas weekendu z Formułą 1 (w ostatni weekend lipca), podobnie jest zresztą w Polsce - w czasie ubiegłorocznego festiwalu Open'er ceny hoteli w Gdyni wzrosły o 106 proc. w stosunku do średniej z całego miesiąca, a podczas niedawnych mistrzostw świata w siatkówce hotele w Bydgoszczy podrożały o 21 proc., w Warszawie - o 17 proc.

Biura podróży: "A może pomóc?"

Modę na city breaki zwietrzyły biura podróży - w internecie roi się od ofert krótkich wyjazdów do europejskich miast. Ich analiza nie ma sensu - przykładowo Itaka liczy sobie 1499 zł za czterodniowy wyjazd do Mediolanu na początku grudnia. Ale nic dziwnego, w ofercie jest opieka pilota, przelot Alitalią, a więc także rejestrowany bagaż do 23 kilogramów (kompletnie niepotrzebny na tak krótki wyjazd) i transfer na lotnisko.

Jak zwiedzić Mediolan za grosze? Kilka przydatnych porad>>
Katedra Duomo w Mediolanie

Katedra Duomo w Mediolanie

Ciekawsza jest oferta mniejszych serwisów, np. Fru.pl. Tu możemy znaleźć np. czterodniową wyprawę do Florencji - za 3 noclegi w trzygwiazdkowym hotelu Jane w okresie 21-24 listopada i przelot w obie strony Ryanairem z Modlina zapłacimy 605 zł od osoby. Ale tylko pod warunkiem że pojedziemy we dwójkę - wybierając pojedynczy pokój, zapłacimy już 852 zł. Wybieramy pierwszą opcję, jazda samemu nie ma sensu - w sumie płacimy więc 1210 zł. Fru chwali się, że taniej się nie da. Sprawdzam. Okazuje się, że rezerwując tę samą ofertę samodzielnie, jesteśmy do przodu 198 zł. Za bilety kupione na stronie Ryanaira płacimy 384 zł, z kolei okazyjna cena takiego samego hotelu na booking.com wynosi we wskazanym terminie 628 zł. Wychodzi 1012 zł. Jasne, można też trafić na taką ofertę wyjazdu zorganizowanego, jakiej nie wykombinujemy sobie sami, ale takie pakiety są przeznaczone raczej dla podróżników lubiących odrobinę luksusu. Czyli nie city breakerów, dla których równie ważny jak wypoczynek jest racjonalny budżet.

Tanie bilety - jak szukać?

Teoretycznie podróż nawet na drugi koniec świata może nas kosztować grosze. I to dosłownie. Tak było w październiku 2012 r., gdy przez błąd systemu rezerwacyjnego włoskiej Alitalii ludzie z całego świata mogli skorzystać ze zniżki 250 euro na każdy bilet. Wystarczyło wejść na japońską wersję serwisu. Szczęście w nieszczęściu dla przewoźnika, że wieść rozniosła się błyskawicznie i serwery szybko padły, ale i tak kilka tysięcy szczęśliwców cieszyło się z lotów za bezcen - Alitalia zapowiedziała, że będzie honorowała wszystkie bilety, które kosztowały przynajmniej jednego centa. Ale na pomyłki systemu nie ma co liczyć. Jak w takim razie szukać tanich biletów?

1| Zapomnijcie o biletach za złotówkę. Nie ma i nie będzie, a nawet jak były, to dostanie ich graniczyło z cudem. My za bezcen polecieliśmy raz - za przelot do Bergamo w obie strony zapłaciliśmy 8 zł. Dzisiaj pojęcie taniości zależy od szerokości geograficznej - zdecydowanie najtańsza jest Skandynawia. Za lot z Warszawy na Sztokholm Skavsta Ryanairem zapłacimy po 11 listopada 58 zł w obie strony, Wizzem - 98 zł. Z kolei do Oslo tańszy jest Wizz - w połowie listopada za kilkudniową wyprawę zapłacimy 78 zł, u Irlandczyków taka przyjemność to 118 zł.

Norweskie fiordy za mniej niż 1000 zł. Jak obejrzeć cuda natury za bezcen? [PORADNIK]>>
Norwegia nie jest tania, ale akurat loty do tego kraju można upolować za grosze. Dla takich widoków warto się tam wybrać. Na zdjęciu: fiordy w okolicy Stavanger widziane z Preikestolen

Norwegia nie jest tania, ale akurat loty do tego kraju można upolować za grosze. Dla takich widoków warto się tam wybrać. Na zdjęciu: fiordy w okolicy Stavanger widziane z Preikestolen

Z kolei dobra cena dla Barcelony to ok. 150 zł (2-9 grudnia Wizz Airem). Tyle tylko, że loty są we wtorki. Co z tego wynika?

2| Trzeba być elastycznym. A to oznacza, że urlop trzeba dostosować do biletu, a nie na odwrót. Upierając się na przylot lub wylot w weekend, skazujemy się na to, że nasz bilet będzie droższy przynajmniej o 30 proc. Przykład? Lecimy do Mediolanu - w czwartek 13 listopada z Modlina Wizz Airem za 39 zł. Chcesz wracać w niedzielę? Najtańszy powrót to Ryanair za 159 zł. W poniedziałek cena spada do 104 zł, a we wtorek - do 83 zł. Koszty wypadu rosną, bo więcej noclegów, jedzenia, rozrywek, ale optymalny czas takiego city breaka to raczej pięć-sześć dni, a nie trzy-cztery. A jeśli już jesteśmy przy przewoźnikach...

3| Absolutnie nie można przywiązywać się do jednej linii - tani przewoźnicy lubią żerować na krótkoterminowych podróżnikach. Nawet jeśli znajdziemy tanie bilety do naszej destynacji, to zapewne z powrotem będzie dużo drożej. Przykład? Pod koniec maja polecimy Wizz Airem z Warszawy do Lizbony za 204 zł. Fajna cena, prawda? Ale za lot powrotny tydzień później fioletowa linia liczy sobie już 449 zł (359 zł dla posiadaczy karty). Wystarczy jednak chwilę poszperać i już znajdujemy bezpośrednie połączenie Ryanaira do Modlina na czwartek 4 czerwca za 213 zł. Jak szukać takich lotów? Najwygodniej skorzystać z wyszukiwarek najtańszych połączeń, jedną z najpopularniejszych jest np. AZair.com.

4| Bilet trzeba kupić z odpowiednim wyprzedzeniem. W tanich liniach (gdy tniemy koszty, jesteśmy na nie skazani) optymalny termin to dwa-trzy miesiące przed wylotem, choć jesienią, gdy liczba pasażerów spada, dobrą cenę można dostać na miesiąc przed podróżą. Nie ma co liczyć na tanie bilety last minute - ostatnie tygodnie to polowanie na jeleni, którzy muszą polecieć w danym terminie. Nie można przesadzić w drugą stronę - wcześniej niż 3 miesiące przed terminem bilety są dużo droższe. Szczególnie dotyczy to nowo wprowadzanych do siatki połączeń. Wyjątkiem są loty w bardziej egzotyczne miejsca - my tani lot na majówkę na Islandię easyJetem upolowaliśmy już w październiku.

Przeczytaj też: Wszystkie błędy, które możesz popełnić zwiedzając Islandię>>
Majówka na Islandii. Jednego dnia jest tak...

Majówka na Islandii. Jednego dnia jest tak...

...a drugiego - tak...

...a drugiego - tak...

5| Warto rozważyć zapisanie się do programu lojalnościowego przewoźnika - np. Wizz Discount Club. Jest to jednak opłacalne tylko wtedy, gdy podróżujemy dość często, trzy-cztery razy w roku, bo karta jest płatna (obecnie kosztuje 139 zł za rok i jest ważna dla 2 osób). W standardzie zyskujemy 20 proc. zniżki na wszystkie bilety, a czasem dodatkowe obniżki dostępne tylko dla klubowiczów.

6| Obowiązkowe jest przeglądanie serwisów wyszukujących okazje, takich jak Fly4free.pl. Ale trzeba wykazać się refleksem - najbardziej atrakcyjne oferty są wykupywane już po kilku minutach.

7| Nie przekreślajmy regularnych przewoźników - często oferują w dobrych cenach loty do miejsc, do których tani gracze nie latają. My w ten sposób kupiliśmy na LOT-owskiej "Szalonej Środzie" bilety do Stambułu za 399 zł. Taniej się nie da - można polecieć za porównywalne pieniądze, ale z koniecznością przesiadki i koczowania na lotnisku w Budapeszcie czy Brukseli.

Masz bilet? To szukamy noclegu

Z danych Trivago wynika, że nie lubimy odkładać wszystkiego na ostatnią chwilę - Polacy szukają noclegu na 76 dni przed planowanym wyjazdem, a średnia cena wybieranego hotelu to 310 zł za pokój dwuosobowy. Trochę dużo, prawda? Obniżmy więc te koszty, ale najpierw pytanie: wolisz hotel, apartament czy prywatne mieszkanie? Zacznijmy od pierwszej opcji.

1| Podstawowa zasada jest jedna: nigdy nie rezerwuj pokoju w hotelu przez jego oficjalną stronę internetową ani telefonicznie, nie znając dokładnie jego cennika z internetowych porównywarek. Cenniki na oficjalnych stronach są zawyżone minimum o 50 proc. i oscylują wokół średniej rynkowej w danym mieście. To taka nieformalna zmowa cenowa, bo hotelowi się nie opłaca w tej formie walczyć o twoje względy. Skoro zadałeś sobie tyle trudu, żeby wejść na jego stronę internetową i sprawdzić ofertę, to znaczy, że z jakiegoś powodu cię on zainteresował, czyli jesteś już praktycznie kupiony.

2| Szukanie noclegu najlepiej zacząć od najpopularniejszych serwisów, takich jak porównywarka Trivago, HRS czy Booking.com. Według samych hotelarzy na Bookingu ceny są najniższe, bo serwis często wymaga tego przy podpisywaniu umowy z hotelem. Nie jest to do końca prawda - inne serwisy często mają specjalne oferty dnia, kiedy cena jest niższa.

3| Przy szukaniu noclegu Booking.com jest jednak pozycją obowiązkową jako forma uwierzytelnienia - jeśli twojego hotelu tam nie ma, zachowaj czujność. Po prostu - to największy serwis na rynku i co do zasady są tam właściwie wszyscy. Jeśli twojego hotelu tam nie ma, być może ma on tak kiepską opinię, że nie chce tam figurować. Albo rzeczywiste warunki różnią się tak bardzo od tych z reklamy, że już ich stamtąd pogoniono (Booking bardzo pilnuje, by właściciele za mocno nie popłynęli z opisami).

4| Jeśli upolujesz tańszy nocleg, musisz się liczyć z tym, że hotel będzie chciał na tobie zarobić w inny sposób. Sprawdź więc, czy przypadkiem nie nalicza się tam dodatkowych opłat za parking (jeśli wynajmujesz auto) albo internet. Coraz powszechniejszym procederem są też tzw. opłaty serwisowe, w których lubują się zwłaszcza firmy wynajmujące apartamenty. Np. w wielu apartamentach na starówce w Gdańsku dodatkowa opłata za sprzątanie wynosi 100 zł. Jasne, jest informacja, ale drobną czcionką, a kwota nie jest wliczona do "Total price" (Ale spokojnie, z karty i tak ci ją ściągną).

5| Szukając noclegów, zwłaszcza w Europie Zachodniej (Niemcy, Włochy, Hiszpania), warto zaglądać do obcojęzycznych wersji językowych najbardziej znanych wyszukiwarek. Kilka razy zdarzyło nam się np. na niemieckim Trivago upolować noclegi, które były sporo tańsze od tych w polskiej wersji. Z czego to wynika? - Serwisy w każdym kraju współpracują z różnymi stronami rezerwacyjnymi - część z nich to duzi międzynarodowi gracze, zdarzają się jednak małe strony rezerwacyjne, które operują tylko w danym kraju i mają lepszą cenę - komentuje Justyna Śnieżek z trivago.

6| Cenę noclegu można negocjować. Zarówno rezerwując hotel z wyprzedzeniem, jak i tuż przed przyjazdem. I teraz jest na to najlepszy czas - listopad i początek stycznia to turystycznie martwy okres, więc wielu hotelarzy z radością przyjmie twoją ofertę. Jak negocjować? Można podać swój limit budżetowy na nocleg, np. 150-200 zł za pokój albo poprosić o 15-20 proc. zniżki, powołując się na cenę np. z Booking.com. Jest spora szansa, że jeśli hotel ma dużo wolnych pokoi, przystanie na naszą ofertę - Booking.com ma spore prowizje przy rezerwacji, więc hotel i tak na tym nie traci. My taki rabat dostaliśmy np. pod koniec września w Hiszpanii, gdy w czterogwiazdkowym hotelu udało nam się zbić Bookingową cenę o 10 euro. Podobnie było w czasie naszej podróży na Islandię - w małych miasteczkach, gdzie zazwyczaj jest jeden hotelik, nie było problemu z uzyskaniem 50--100 zł rabatu za nocleg albo darmowego śniadania. Inna sprawa, że ceny bywają tam tak zaporowe, że hotelarzom takie kwoty faktycznie mogły nie robić dużej różnicy. Jak negocjować? Z moich obserwacji - w Polsce najlepiej przez telefon, w innych krajach skuteczniejszą metodą jest bezpośredni kontakt.

7| Większość hoteli ma opcję last minute - raczej nie powinno być problemu z otrzymaniem 5-10 proc. rabatu. Ale! Last minute raczej nie dostaniesz, zjawiając się w hotelu tuż przed północą, w stanie wskazującym na zmęczenie i desperację.

Gdzie nocować?

Teoretycznie to proste - jak najbliżej centrum i wszystkich największych atrakcji turystycznych. Jednak w praktyce lepiej nocować w pewnym oddaleniu od ścisłego śródmieścia. I nie chodzi tu tylko o ceny, choć według wyliczeń Booking.com w Europie ceny noclegów poza centrum są niższe średnio o 30 proc. To przede wszystkim kwestia logistyki. Przy wyborze miejsca noclegowego trzeba dokładnie sprawdzić otoczenie. Kluczową kwestią jest, aby nasz hotel/mieszkanie był blisko dużego węzła komunikacyjnego/linii metra/szybkiego tramwaju i dworca, a także aby w okolicy znajdował się spory sieciowy supermarket. Wiadomo, w centrum miasta o tanie zakupy ciężko, a lokalni sklepikarze zżynają, ile wlezie. Przykład? Podczas naszej wyprawy do Jerozolimy (pozdrawiam z tego miejsca komentujących tekst na forum internautów) mieszkaliśmy w fajnym hoteliku na Starym Mieście, niedaleko Bramy Jafskiej. Piękne widoki z tarasu, majaczący w oddali złoty dach Kopuły Skały. Tyle tylko że do najbliższego supermarketu spacerkiem było przynajmniej 20 minut. A wyboru nie mieliśmy i musieliśmy chodzić po tym, jak staromiejski sklepikarz już pierwszego dnia policzył sobie ponad 50 zł za butelkę wody, dwa jogurty i dwie drożdżówki.

Albo Rzym: nikt mi nie wmówi, że jest lepsze miejsce na nocleg niż okolice dworca Termini. Krzyżują się tam najważniejsze linie metra, którymi w kilka chwil dotrzemy do najważniejszych atrakcji, jest szybka linia autobusowa do Watykanu, no i sam dworzec - odjeżdżają z niego pociągi nad morze, a jego bliskość docenicie jeszcze bardziej, gdy bladym świtem będziecie musieli dotrzeć na lotnisko, by zdążyć na poranny lot powrotny.

Za trzy euro do Fezu - żaden problem. O tanim lataniu przeczytaj w książce Marzeny Filipczak >>


Widok na Bazylikę św. Piotra z Zamku św. Anioła

Widok na Bazylikę św. Piotra z Zamku św. Anioła

Dodatkowy plus: pewne oddalenie od ścisłego centrum zwiększa nam szansę na znalezienie dobrych restauracji, czyli takich, w których jedzą miejscowi, a na widok rachunku nie padniemy na zawał serca. My np. w Mediolanie przypadkiem znaleźliśmy genialną trattorię w dzielnicy Porta Genova, a w Rzymie absolutnie bezkonkurencyjną pizzę i pastę serwuje Trattoria Luzzi przy Via san Giovanni in Laterano. Niby w centrum, a jednak trochę na uboczu. A do tego pysznie, lokalnie i niedrogo.

Najlepsza pizza w Rzymie - niby blisko centrum, a jednak trochę na uboczu.

Najlepsza pizza w Rzymie - niby blisko centrum, a jednak trochę na uboczu

A może mieszkanie?

Jeśli w podróż wyruszamy w trzy lub więcej osób, to znacznie lepiej od hotelu rozważyć opcję wynajmu mieszkania. Serwisów oferujących tego typu usługi jest dużo - najsłynniejszym i chyba najbardziej pewnym jest Airbnb. To prawdziwy postrach hotelarzy, którzy w wielu miastach (np. w Nowym Jorku) próbują go zdelegalizować. Ale trudno im się dziwić - według wyliczeń "Economista", jeśli serwis będzie rozwijał się dalej w takim tempie, to w 2016 roku zabierze 10 proc. rocznych zysków branży hotelarskiej na całym świecie.

Zasada działania jest banalnie prosta: po zarejestrowaniu się (może być za pomocą konta na Facebooku) wybieramy miejsce, w którym chcemy nocować i termin. Zaznaczamy, czy interesuje nas pokój w czyimś mieszkaniu, całe mieszkanie czy np. dom. Po chwili w wynikach wyszukiwania pojawiają się oferty. Gdy któraś z nich nas zainteresuje, piszemy wiadomość do właściciela mieszkania i najczęściej po kilku godzinach dostajemy odpowiedź. Jeśli jest pozytywna, system ściąga z naszej karty ustaloną opłatę za nocleg i pozostaje nam tylko umówić się z właścicielem na odbiór kluczy. Zaletą takiego wynajmu są bardzo niskie ceny: w lutym w Stambule nocowaliśmy w czwórkę (plus niemowlak) w dużym mieszkaniu blisko centrum miasta za jakieś 40 zł od osoby . A dodatkowo nasz gospodarz był bardzo miły: zostawił nam mapy i dokładnie poinstruował na temat miejsc wartych zobaczenia. Wady: takie mieszkanie warto rezerwować z wyprzedzeniem, czyli najpóźniej na tydzień przed planowanym przyjazdem. Warto też się zapoznać z opiniami innych użytkowników, którzy już nocowali w danym miejscu. f

Weekendowy wypad - podliczamy koszty

Weekendowy wyjazd do Barcelony czy Paryża kosztuje fortunę, ale jeśli wiesz, jak szukać tanich noclegów i biletów, możesz się zmieścić w kilkuset złotych.


Kliknij w zdjęcie, aby zobaczyć powiększenie

O czym jeszcze warto pamiętać przy tanim wyjeździe?

Dojazd z lotniska do miejsca noclegu

Wadą tanich linii jest spore oddalenie lotniska od centrum miasta, które może wynosić nawet do 120 kilometrów (lotnisko Oslo Torp albo Beauvais "pod" Paryżem). Warto wcześniej sprawdzić, jaki jest najtańszy i najlepszy sposób dojazdu na miejsce: najczęściej jest to autobus. Ale nie zawsze tak jest: z lotniska Ben Guriona w Tel Awiwie do Jerozolimy (odległość 50 km) bardziej opłaca się wziąć tzw. szerut, czyli kilkunosobowy bus, który za blisko 50 zł dowozi cię pod wskazany adres. Korzystanie z komunikacji publicznej jest odrobinę tańsze, ale bardziej kłopotliwe, bo trzeba się często przesiadać.

Karta miejska daje oszczędności

Przede wszystkim - chcąc obejrzeć najważniejsze atrakcje, jesteśmy skazani na komunikację miejską. Jeśli kupimy kartę, jest ona dużo tańsza Świetny przykład to Milano Card - kosztuje 13 euro i jest ważna przez trzy dni. Daje nam darmową komunikację miejską przez 48 godzin (zwraca się dość szybko - pojedynczy bilet w Mediolanie kosztuje 1,5 euro), a dodatkowo dostajemy zniżki do muzeów, sklepów czy na mecze AC Milan lub Interu. Podobnie w Stambule, gdzie warto zaopatrzyć się w Istanbulcard - kosztuje 7 lir i działa jak pre-paid - doładowujemy ją o konkretną kwotę i z marszu mamy 35 proc. zniżki na 1 bilecie.

Pomyśl o Museum Pass

dającym wstęp bez kolejek do muzeów, galerii sztuki etc. Ale przed zakupem sprawdź, jakie atrakcje obejmuje. W Stambule kartę można kupić za 125 zł - jest ważna trzy dni i uprawnia do wejścia do dziewięciu muzeów.

Wnętrze Hagia Sophia w Stambule

Wnętrze Hagia Sophia w Stambule

Jest tam Hagia Sophia, nie ma za to Cisterna Basilica i pałacu Dolmabahce, które są pozycją obowiązkową dla turysty Zamiast tego karta oferuje nam zwiedzenie mniej ciekawych atrakcji, jak: Islamskie Muzeum Nauki i Techniki, Muzeum Islamskiej Sztuki czy Muzeum Mozaiki.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

Na kłopoty... prokurator. Co zrobić, gdy zostaniesz oszukany?
Kolejna wpadka ubezpieczyciela. Zaniżają odszkodowania?
Dostawcę prądu zmienisz przez internet. Opłaca się?
Gotówka ze sklepu i stacji benzynowej. Wypłacaj przy zakupach




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.