Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Na tzw. produkty szybkozbywalne - czyli artykuły spożywcze, proszki, kosmetyki i wszystko, co kupujemy, żeby spożyć lub zużyć w ciągu najdalej kilku tygodni - wydajemy ponad 200 mld zł rocznie. Z tego - jak obliczyła firma doradcza KPMG - aż 41,1 mld zł najzwyczajniej w świecie... przepijamy, czyli wydajemy na alkohol. Nie pijemy więcej, ale za to pijemy drożej.

Inspektorzy handlowi w Poznaniu zaapelowali kilkanaście dni temu do wszystkich sklepów oraz hurtowni w kraju o wycofanie ze sprzedaży dwóch sztandarowych produktów koncernu Stock Polska, czyli Wódki Żołądkowej Gorzkiej oraz Żołądkowej Gorzkiej, w których na nakrętce był napis "wódka".

Wódki mniejszy procent

Powód? Mają za mało procentów. Na etykiecie producent pokazuje, że ów napój ma raptem 36 proc. "mocy". A to za mało. Zdaniem inspektorów dolnym poziomem wódczanej przyzwoitości powinno być 37,5 proc.

Wojewódzki Inspektorat Inspekcji Handlowej w Poznaniu wręcz ostrzega, że w najbliższych tygodniach "podejmie ponowne działania kontrolne", a w przypadkach "ujawnienia obrotu tym produktem zastosowane będą sankcje wynikające z obowiązujących przepisów".

Problem dotyczy starych partii Wódki Żołądkowej Gorzkiej oraz Żołądkowej Gorzkiej, które jednak ciągle są w sprzedaży. Wytwarzane obecnie produkty Stocka są już oznaczane prawidłowo, ale i tak mogą budzić zaskoczenie, gdy obejrzy się dokładnie butelkę.

I tak Żołądkowa Gorzka Tradycyjna wygląda jak wódka, ale wódką... nie jest. Producent tłumaczy, że to "słodko-gorzki alkohol. Trudno go skategoryzować - jest to zwyczajnie rodzaj trunku o zawartości alkoholu 36 proc.". I chwali się, że "ze względu na siłę marki Żołądkowa Gorzka to segment alkoholu sam w sobie".

W wódce i napojach spirytusowych generalnie zmniejszają się teraz procenty. Przykład? Niedawno czytelnik przysłał nam dwa zdjęcia napoju alkoholowego Soplica. Widać na nich, że Soplica z banderolą z 2013 r. ma 36 proc. alkoholu, a nowa z 2014 r. ma już tylko 32 proc.

- Zastanawiam się, czy firma Russian Standard uznała, że 36 proc. to za dużo dla naszych żołądków, czy też jesteśmy ofiarami oszczędności. W przypadku wielu serków czy jogurtów zmniejsza się waga, w przypadku butelki trudno ukryć mniejszą objętość, bo przecież na to każdy zwróci uwagę, więc wyparował alkohol - pisze czytelnik.

Co na to firma? Soplicę produkuje koncern CEDC (kontrolowany przez spółkę Russian Standard należącą do rosyjskiego oligarchy Rustama Tarika), którego rzecznik Krzysztof Kouyoumdjian tłumaczy, że jeszcze na początku tego roku firma miała w ofercie "warianty smakowe Soplicy o różnej zawartości alkoholu". Później jednak wycofano wariant 36 proc. Powód? Konsumentom bardziej smakowała słabsza Soplica.

My mamy nieco inne wyjaśnienie. Od początku roku o 15 proc. wzrosła akcyza na napoje spirytusowe. Sprzedaż wódki spada - producenci spodziewają się zmniejszenia rynku wódki w 2014 r. średnio o 3,7 proc. W 2015 r. rynek będzie najprawdopodobniej kurczył się dalej - o 2,9 proc. Marża spada, producenci tną koszty.

W butelce wódki o mocy 40 proc. kosztującej 20 zł akcyza stanowi aż 11,41 zł, czyli 57 proc. ceny. Dla porównania: w winie akcyza to 7 proc. ceny, w piwie - 16 proc., a w cydrze - 8 proc.

Producenci zaś nie mogą sobie pozwolić na żadne podwyżki, bo nie zgodzą się na to sieci handlowe. Im więc mniej alkoholu w alkoholu, tym łatwiej producentowi wyjść na swoje.


Kliknij w zdjęcie, aby zobaczyć powiększenie

Dyskonty pójdą w whisk(e)y

- Wódka była, jest i będzie naszym napojem narodowym - mówił kilka dni temu w trakcie spotkania z dziennikarzami Andrzej Szumowski, prezes stowarzyszenia Polska Wódka. I tak pewnie faktycznie zostanie. Polacy jednak w ostatnim czasie zasmakowali w szkockiej whisky oraz irlandzkiej oraz amerykańskiej whiskey (z "e" w środku).

Jeszcze ćwierć wieku temu czerwony Johnnie Walker uznawany był za dobro luksusowe i dostępny tylko w Peweksie za dolary. Dziś może nie jest jeszcze "pospolity", ale trudno mówić o tym, że zachował jakąś szczególną magię.

Od 2004 r. sprzedaż obu tych alkoholi, czyli whisk (e) y, wzrosła sześciokrotnie. Co więcej, kupujemy coraz droższe marki, które ze specjalistycznych sklepów schodzą pod strzechy. Czyli do dyskontów.

I tak, Lidl właśnie wprowadził na swoje półki Johnniego Walkera Gold Reserve w cenie 159 zł za 0,7 l. W sklepach internetowych kosztuje on przynajmniej 195 zł za butelkę. Do tego w ofercie znalazł się 12-letni The Glenlivet w cenie 129 zł za 0,7 l (w sieci 147 zł) czy Singleton of Dufftown - w Lidlu kosztuje 119 zł, w internecie ok. 20 zł więcej.

Z kolei Biedronka na początku października "wyczyściła" część swoich półek na wina, wstawiając w to miejsce irlandzkiego Bushmillsa (marka Diageo, do której należy też Johnnie Walker) w cenie 39,89 zł za pół litra, wzmacniając ofertę dodatkowo znanym wśród smakoszy Tullamore D.E. w cenie 39,99 zł za pół litra, oraz czarnego Johnnie'ego Walkera w półlitrowej butelce za 68,99 zł. Na półce znalazł się też Highland single malt Grangestone double cask za 69,99 zł. Nazwa brzmi dziwnie, więc od razu wytłumaczmy: "single" w nazwie oznacza produkcję w jednej destylarni, a "malt" - wytwarzanie ze słodu jęczmiennego (czyli teoretycznie jest to whisky lepszej jakości).

Każdy pragnie taniej szkockiej

Od 2004 r. sprzedaż whisk (e) y wzrosła sześciokrotnie. W tym roku wydamy na nią ok. 2 mld zł. Rynek whisk (e) y w ostatnim roku rośnie dwucyfrowo. Jak podaje Euromonitor International, jeśli policzyć średnią przypadającą na osoby uprawnione do kupowania alkoholu, zakupy whisk (e) y w Polsce wynoszą 0,6 litra - to dwukrotnie więcej niż na Słowacji (0,3 litra), blisko dwukrotnie więcej niż w Czechach czy na Węgrzech (po 0,4 litra). A nawet - a to już duża niespodzianka - nieco więcej niż w Niemczech (0,5 litra). Wciąż jednak spożycie jest znacznie mniejsze niż w Wielkiej Brytanii (1,5 litra) czy we Francji (2,8 litra).

Dyskonty eksperymenty ze szkocką zaczęły od tanich marek własnych. Biedronka ma w sprzedaży whisky Golden Loch, zwaną pieszczotliwie przez koneserów "złotą lochą". Trunek ten jest o tyle charakterystyczny, że nawet zalany colą wydobywa z siebie charakterystyczny posmak bimbru. Miłośnikom to jednak nie przeszkadza. Golden Loch jest w pierwszej piątce najchętniej kupowanych whisky w Polsce. Konkurencja ma Black Sworda (Kaufland), Glen Orchy albo bourbon Western Gold (Lidl).

Później przyszedł czas na produkty ze średniej półki, teraz obie sieci mniej (Biedronka) albo bardziej zdecydowanie (Lidl) wprowadzają u siebie produkty należące do kategorii premium. Efekt jest taki, że na rynku kolorowych spirytualiów spod znaku pędzącej myszy trwa wojna cenowa. Wszystko według najlepszej dla konsumenta zasady: kto da mniej. Obecnie ceny butelek marek ze średniej półki zbliżyły się do poziomu wódek klasy premium.

Importerzy twierdzą, że na dłuższą metę tak handlować się nie da i podniesienie cen będzie konieczne. "Wszyscy dystrybutorzy whisk (e) y, z którymi rozmawialiśmy, potwierdzają, że priorytetem dla nich będzie przywrócenie kategorii należnego jej charakteru premium" - pisze w swoim raporcie na temat alkoholi firma doradcza KPMG. Czyli: żeby nie każdego było stać na whisk (e) y z wyższej półki

Czy tak faktycznie będzie? Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Handel z dyskontami jest uzależniający. One dyktują cenę, a dostawca zgadza się albo nie.

A wina będą tanieć

Polacy wina ciągle piją mało. Przeciętny mieszkaniec naszego kraju, według KPMG, kupił w ubiegłym roku 5,5 litra win gronowych, wzmacnianych (porto, sherry i malaga, ale również grzańce lub nalewki) i wermutów, wydając na nie równowartość 27 euro. Przeciętny dorosły Czech w tym samym roku kupił 21,4 litra win o wartości 104 euro, a Słowak - 19,1 litrów o wartości 145 euro.

Nasz rynek wina jest ciągle mały. Polacy do 2004 r. kupowali wino bardzo drogo. Za butelkę nieprzesadnie ekskluzywnego trunku Polak płacił kilka razy więcej niż na zachodzie Europy. Wino traktowane było jako produkt ekskluzywny. Dlaczego? Aż 99 proc. wina na naszym rynku stanowi import. To przeciwieństwo rynku piwa czy wódki. A importerzy naliczali sobie słone marże.

To się jednak zmienia. Rynek wina rośnie ostatnio mniej więcej o 5 proc. rocznie, obecnie głównie dzięki dyskontom. - Jednak ciągle za wino płacimy za dużo. Średnia cena butelki to ok. 16 zł - twierdzi Wojciech Bońkowski z serwisu Winicjatywa.pl, największego polskiego portalu o winie. - W Niemczech średnia cena butelki to 2 euro. Na dłuższą metę ceny wina w Polsce będą zbliżały się do tych na Zachodzie. Zwłaszcza że na świecie istnieje nadpodaż wina, zalewani jesteśmy bardzo tanim winem m.in. z Hiszpanii.

Jak się robi tanie piwo

Podstawowe składniki piwa są zawsze takie same, czyli woda, słód, chmiel i drożdże. Niezmienne są też kolejne etapy: wytworzenie słodu, produkcja brzeczki, fermentacja, leżakowanie i filtracja.

Duże browary korzystają z wątpliwych dobrodziejstw technologii HGB zwanej przez niektórych piwem w koncentracie. W jej ramach warzy się brzeczkę o wyższym ekstrakcie, która następnie rozcieńczana jest wodą. Dzięki temu oszczędza się moce przerobowe i miejsce w kadziach, bo finalnie w ten sposób powstaje o kilkaset litrów piwa więcej. W ten sposób powstają najbardziej popularne marki z największych koncernów.

Inny przykład - nadanie piwu "mocy", którą uzyskuje się, warząc je w większej ilości słodu. Słód jednak kosztuje, dlatego duże browary często dodają do niego inne substancje, np. syrop glukozowo-fruktozowy albo kukurydzę, które finalnie podnoszą zawartość alkoholu w piwie. Metoda jest tańsza, ale efektem jest mocniejszy posmak alkoholu w piwie.

Piwo miodowe? Przy tanim piwie browar kupuje miód przemysłowy, regionalne browary chwali się zaś, że do produkcji używają dwa razy droższego z pasiek z Warmii.

Podobnie jest z czosnkiem do piwa czosnkowego. Można kupić do produkcji czosnek chiński albo polski (pięć razy droższy).

Wreszcie leżakowanie - tanie piwo będzie wyprodukowane i wprowadzone do sprzedaży w niecały miesiąc, drogie może leżakować i trzy miesiące.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:



Rogacze w strojach świętego. Uważaj na świąteczne pożyczki

Seniorzy toną w długach. Komornicy chcą im pomóc

(Bez)płatny internet. Ale tylko w promocji

Prześwietlamy: Świąteczna pożyczka w Banku Millenium

Co może zrobić bank, gdy nie spłacasz pożyczki?




Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.