Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Od chwili, kiedy przestajesz regulaminowo spłacać raty, do momentu, kiedy bank - lub zewnętrzna firma windykacyjna - przyśle do ciebie komornika, upływa zwykle ponad pół roku. Czego możesz się spodziewać do tego czasu? Na każdym z etapów dochodzenia zwrotu pieniędzy przez bank (niestety, coraz częściej banki "przeskakują" niektóre z nich, by od razu przejść do kolejnych, bardziej skutecznych) masz szansę, by nawiązać z wierzycielem dialog i zaproponować dogodne dla siebie warunki spłaty długu. A więc np. napisać prośbę o możliwość spłacenia należności w takich a takich ratach.

Droga postępowania banków jest zwykle podobna w przypadku wszystkich kredytów: i tych drobnych, gotówkowych, i większych, np. samochodowych, i tych naprawdę dużych, kilkusettysięcznych, jak kredyty hipoteczne. Ale każdy bank ma własne procedury, więc jego kroki mogą się nieco różnić od tych, które opisuję.

Telefon lub SMS z upomnieniem

Przez pierwszych kilka dni w banku będą myśleli, że nie zapłaciłeś pieniędzy, bo po prostu o tym zapomniałeś. Albo że twój bank zapodział gdzieś przelew (np. jeśli raty spłacałeś przez bankowe polecenia zapłaty). Ale najpóźniej po tygodniu bankowcy zaczną się niepokoić. I dadzą pierwszy sygnał, że czekają na pieniądze. Najpewniej zadzwonią na numer kontaktowy, który podałeś we wniosku o kredyt, albo wyślą SMS-a. Taki monit przeważnie jeszcze nic cię nie kosztuje.

Monit na piśmie

Jeśli przypominajka telefoniczna nie pomoże, bank przystąpi do tzw. miękkiej windykacji. Na twój adres wyśle list (często jest to od razu strzał "z grubej rury", czyli list polecony z wielkim, czerwonym napisem na kopercie "wezwanie do zapłaty") z informacją, że powstało przeterminowane zadłużenie i trzeba je uregulować. W piśmie zapewne pojawią się groźby, że dług może trafić do windykacji, że bank rozważa wstąpienie przeciwko tobie na drogę sądową, że zostaniesz wpisany na czarną listę dłużników. Na razie to tylko czcze pogróżki, ale za taki monit bank naliczy już dodatkową prowizję - nawet kilkadziesiąt złotych. Będziesz musiał ją zapłacić razem z przeterminowanymi ratami.

UWAGA! Banki nie mogą wysyłać seryjnych upomnień, np. w ciągu trzech dni wysłać monitu listownego i od razu monitować cię przez telefon, pobierając za to podwójną prowizję. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów walczy z takimi praktykami i coraz więcej banków ma już w swoich taryfach opłat dokładnie rozpisane, kiedy, jak często i w jakiej formie może wysłać klientowi płatny monit. Jeśli twój bank z wysyłania monitów zrobił sobie dodatkowe źródło dochodów - zawiadom nas o tym!

Drugi monit i... karne odsetki

Nadal nie reagujesz? Żarty się kończą. Dostaniesz kolejne pismo, być może opatrzone klauzulą "pismo przedsądowe" albo innym równie groźnie brzmiącym sformułowaniem. Tym razem bank informuje, że kredyt został przekazany do działu windykacji i będziesz musiał pokryć nie tylko raty, ale też karne odsetki od przeterminowanego długu (są dwa razy wyższe od zwykłych odsetek).

Kontakt z windykatorem

Zazwyczaj dział windykacji ogranicza się do kontaktu telefonicznego z klientami, ale czasem windykator przychodzi osobiście. W obu przypadkach rozmowa ma podobny przebieg. - Prosimy oddać pieniądze, bo w przeciwnym razie przekażemy sprawę specjalistom z zewnętrznej firmy windykacyjnej - usłyszysz. Być może windykator zaproponuje spotkanie w banku, aby dojść do porozumienia. Dobrze, jeśli wszystko odbywa się bez chwytów poniżej pasa. Niektórzy bankowi windykatorzy od razu przechodzą do szantażu i gróźb, że o długu zostaną powiadomieni pracodawcy albo że jeśli nie zapłacisz, to będziesz musiał wyjechać z miasta. To nielegalne groźby, natychmiast powiadom o nich bank oraz prokuratora.

BIK i BIG, czyli listy dłużników

Kolejnym krokiem banku będzie wpisanie cię na listę nierzetelnych kredytobiorców. Najbardziej przykre konsekwencje powoduje oznaczenie twojego długu jako przeterminowanego o więcej niż 90 dni w bankowej bazie BIK. Nawet jeśli później spłacisz dług, informacja o tym, że miałeś z tym problem, zostanie w BIK-u na co najmniej pięć lat. Ba, już przy 30-dniowym opóźnieniu pojawia się przy twoim nazwisku odpowiednia adnotacja, ale nie jest tak niebezpieczna w skutkach jak ta mówiąca o większym opóźnieniu.

Bank może też zgłosić cię jako nierzetelnego płatnika do jednego z trzech biur informacji gospodarczej (BIG-ów). Może to nastąpić w sytuacji, gdy masz więcej niż 200 zł zaległości, a dług jest przeterminowany o więcej niż 60 dni. Z usług BIG-ów korzystają m.in. firmy telekomunikacyjne. Mając na koncie wpis w BIG-u, nie dostaniesz telefonu na abonament. O ile skaza w BIK-u jest niezmazywalna, o tyle wpis w BIG-u zniknie w ciągu miesiąca po uregulowaniu zaległego długu.

Kiedy bank może ci wypowiedzieć kredyt hipoteczny?

Bank nie ma prawa wypowiedzieć umowy kredytowej bez powodu. I to ważnego powodu. Jako klient musiałbyś mocno nabroić, by bank tak się na ciebie obraził, że zażądałby spłaty całego kredytu. Bank teoretycznie może przyczepić się do wielu rzeczy - według zasady "Dajcie mi człowieka, a znajdzie się paragraf" (w tym przypadku paragraf umowy kredytowej) - bo przecież lista obowiązków klienta spłacającego kredyt hipoteczny jest długa. Począwszy od konieczności terminowego dostarczania do banku cesji ubezpieczenia kredytowanego mieszkania, po obowiązek raportowania bankowi zmian w swojej sytuacji finansowej. Ale nawet jeśli z każdego z tych obowiązków wywiązujesz się niezbyt rzetelnie, nie powinno to być powodem do rozwiązania umowy.

Pod jednym warunkiem: że terminowo spłacasz raty. A jeśli zapomnisz zapłacić jakiejś raty? Nawet wtedy bank nie powinien wypowiedzieć ci umowy. Uprawniają do tego dopiero większe zaległości, choć prawo nie definiuje dokładnie, co to znaczy "większe". Z całą pewnością bank musi najpierw próbować się z tobą skontaktować, napisać co najmniej dwa monity, potem wystosować ostateczne wezwanie do zapłaty i dopiero sięgnąć po broń ostateczną.

Wiosną 2013 r. Sąd Najwyższy uznał, że drobna zaległość w spłacaniu rat nie daje bankowi automatycznie prawa do wypowiedzenia umowy. W sporze klienta z bankiem chodziło o to, że klient miał zadłużenie w spłacie 30-letniego kredytu, które nie przekraczało 1 proc. jego wartości. Bank skwapliwie wypowiedział umowę i zażądał zwrotu w ciągu 30 dni kwoty ponad 740 tys. zł. Sąd pierwszej i drugiej instancji, a na koniec - po kasacji złożonej przez bank - także Sąd Najwyższy uznały, że bank nie miał prawa wypowiedzieć umowy ("wypowiedzenie kredytu słusznie zostało uznane za sprzeczne z zasadami współżycia społecznego"). Kodeks cywilny stwierdza na tę okoliczność, że "nie można czynić ze swego prawa użytku, który byłby sprzeczny z jego społeczno-gospodarczym przeznaczeniem".

A zresztą, nawet jeśli bank wypowie ci kredyt, to zwykle jest to tzw. wypowiedzenie warunkowe. Jeśli w ciągu kilku tygodni podejmiesz negocjacje z bankiem i spłacisz przynajmniej część długu, wypowiedzenie może być anulowane (choć, niestety, zależy to już wyłącznie od dobrej woli banku).

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

Dlaczego wódce spada moc?

Rogacze w strojach świętego. Uważaj na świąteczne pożyczki

Seniorzy toną w długach. Komornicy chcą im pomóc

(Bez)płatny internet. Ale tylko w promocji

Prześwietlamy: Świąteczna pożyczka w Banku Millenium




Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.