Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Toczę ją - wraz z kolegami i koleżankami w "Wyborczej" oraz na stronach blogu - od prawie sześciu lat. Pierwszy duży sukces (nie licząc tych codziennych, czyli uchronienia wielu z Was przed niekorzystnym ulokowaniem pieniędzy) odnieśliśmy dopiero dwa lata temu, kiedy po cyklu naszych publikacji banki i pośrednicy finansowi wycofali z oferty najbardziej złodziejskie produkty będące pomieszaniem polisy na życie, produktu strukturyzowanego i inwestycji obliczonej na 10-15 lat. Teraz, gdy do tej batalii wreszcie włączył się Urząd Konkurencji i Konsumentów, dysponujący potężnym arsenałem kar finansowych, prawdopodobnie tej hydrze uda się wreszcie ukręcić łeb.

Firma Aegon, jeden z największych sprzedawców polis inwestycyjnych (ale uczciwie muszę zaznaczyć, że nie tych najbardziej toksycznych, "strukturyzowanych", tylko zwykłych, opartych na funduszach inwestycyjnych), w poniedziałek opublikowała sensacyjny komunikat, w którym deklaruje, iż rezygnuje z pobierania opłat likwidacyjnych od osób, które zechcą przedterminowo wycofać się z umów. Chodzi o sytuacje, gdy klient nie był zadowolony z wyników inwestycji albo zorientował się, że zamiast bezpiecznej inwestycji sprzedano mu ryzykowną. Do tej pory firma pobierała od chcących odejść klientów opłaty karne sięgające całej składki wpłaconej w pierwszym roku. A kto chciał odzyskać te pieniądze - musiał walczyć w sądzie.

Klienci odejdą bez przeszkód

Nie ma co kryć - chwila jest doniosła. Po raz pierwszy w Polsce firma ubezpieczeniowa pozwoliła klientom "odejść za darmo". I to jaka firma! Ta, która jeszcze do zeszłego tygodnia nie chciała przyjąć do wiadomości delegalizacji wprowadzonych przez siebie opłat likwidacyjnych (Aegon przegrał proces w Sądzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów). Ta, której prawnicy do tej pory w sądzie walczyli z klientami do upadłego, chwytając się każdego, nawet najbardziej idiotycznego argumentu.

A i to nie wszystko. Aegon tuż przed weekendem niespodziewanie zwrócił opłaty likwidacyjne ponad 100 byłym klientom, osobom uczestniczącym w pozwie grupowym wytoczonym przez kancelarię LWB. Pozew jest jeszcze na niezbyt zaawansowanym etapie, więc trudno powiedzieć, by Aegon był pod ścianą. A jednak holenderski koncern ubezpieczeniowy wywiesił białą flagę. Być może wpłynęła na to 24-milionowa kara naliczona ostatnio przez Urząd Ochrony Konkurencji? A być może przekonanie, że sprawa jest już i tak przegrana, więc nie warto mnożyć kosztów prawników?

Posunięcie Aegona, na pierwszy rzut oka wyglądające na szalone, po głębszej ocenie możliwych skutków wcale nie rysuje się jako irracjonalne. W firmie musieli policzyć, ile mogą stracić na "uwolnieniu" opłat likwidacyjnych od wszystkich klientów, o których dziś wiadomo, że już się awanturują. I zapewne wyszła im wysoka kwota. Może kilku-, kilkunastomilionowa. Ale mniejsza niż koszty odbudowania zniszczonej reputacji.

Jednak najważniejsze jest to, jak zareagują na posunięcie Aegona konkurenci - np. Axa, Skandia czy Generali. Czy pójdą w ślady holenderskiego ubezpieczyciela?

Szanowni ubezpieczyciele - ta lawina już ruszyła i jest chyba nie do zatrzymania. Moja propozycja jest następująca: likwidujecie w polisach klientów opłaty administracyjne, zaś opłaty za zarządzanie ubezpieczeniowym "parasolem" ograniczacie do poziomu poniżej 1 proc. Następnie dokładacie do polis inwestycyjnych takie fundusze, które rzeczywiście są wartością dodaną dla klientów (samodzielnie nie mógłbym ich kupić). Ogłaszacie te wszystkie zmiany, a następnie pozwalacie każdemu "odejść za darmo" lub przejść na nowe warunki. Uwierzcie, to dla Was ostatnia szansa, by uratować twarz.

Ta pełzająca rewolucja to ogromna szansa dla towarzystw funduszy inwestycyjnych, które od lat mają na półkach plany oszczędzania, lecz nigdy nie miały tak agresywnych sprzedawców jak firmy ubezpieczeniowe. Funduszowcy nigdy nie płacili horrendalnych prowizji agentom. A nie płacili ich, bo plany oszczędzania w ramach TFI nie wiążą się z koniecznością płacenia składek przez 10-15 lat pod lufą pistoletu przy skroni. Można z nich w każdej chwili odejść. Może - skoro pistolet zostanie ubezpieczycielom skonfiskowany - Towarzystwa Funduszy wreszcie wezmą się w garść i zaczną promować swoje pomysły na długoterminowe inwestowanie oszczędności?

Liczba tygodnia - 90

Tyle razy więcej od swoich miesięcznych zarobków może dziś pożyczyć na mieszkanie przeciętna polska rodzina z jednym dzieckiem i 5-tysięcznym dochodem. Jej zdolność kredytową Home Broker podsumował na średnio 445 tys. zł. A w pięciu bankach zdolność kredytowa takiej rodziny przekracza pół miliona złotych. Tylko czy warto aż tak się zadłużać? Rata takiego kredytu sięgałaby połowy domowego budżetu

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

Jak ubezpieczyciele oszukują kierowców? 5 sposobów

Makler z Pekao przegrał 400 tys. zł biznesmena. Bank wciąż nie chce zwrócić pieniędzy

Czy opłaca się dostać w Lidlu nóż?

Niespłacony kredyt sprzed 10 lat? Nie musisz trzymać dowodu spłaty

Kredyt to nie dożywocie. Jak się uwolnić?




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.