Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
- Najpierw były telefony z jakiejś firmy, że mam niespłacony kredyt. Podobno w 2000 roku pożyczyłem 4 tys. złotych. Chyba bym pamiętał? Tłumaczeń jednak nikt nie słuchał. W końcu dostałem pozew o 20 tys., bo tak ten mój niespłacony kredyt miał urosnąć przez odsetki - opowiada pan Zbigniew (nazwisko do wiad. red.), wrocławski przedsiębiorca. Zwrócił się o pomoc do prawnika: ten podczas rozprawy wskazał, że nie udowodniono istnienia długu, a nawet jeśli ten by istniał, to jest przedawniony. Sąd oddalił pozew. To jednak w takich przypadkach wyjątek.

Czytaj też: Kredyt to nie dożywocie. Jak się uwolnić?

Długi trzeba płacić

- Sprawy o długi nie biorą się znikąd. Najczęściej ktoś kupił sobie telewizor LCD, bo wszyscy inni mieli, choć wiedział, że go nie stać. Dlaczego państwo miałoby chronić te osoby? - pyta mnie jeden z wrocławskich adwokatów.

Wtóruje mu Michał Pułka z biura prasowego Kruka. - Jak się czujemy, gdy osoba, która jest nam winna pieniądze, maksymalnie przeciąga moment spłaty i na końcu oznajmia, że już nam nie musi oddawać pieniędzy, bo ten dług się przedawnił. Czy nie czujemy się wtedy oszukani? - pyta.

Sęk w tym, że sporo spośród 156 funduszy sekurytyzacyjnych wykorzystuje sądy, a właściwie furtki w prawie, do dochodzenia przedawnionych długów. Fundusze, często zarejestrowane na Cyprze czy w Luksemburgu, skupują długi - zwykle od banków i operatorów sieci komórkowych, płacąc kilka procent ich wartości. Dlaczego funduszom opłaca się ryzykować przed sądem? Liczą na niewiedzę dłużników.

- I nie rozczarowują się - mówi sędzia Jan Papka, przewodniczący wydziału cywilnego w opolskim sądzie rejonowym. -Dziewięć na dziesięć osób, przeciwko którym wytoczono proces o zapłatę, nie pojawia się na rozprawie. Nawet nie odbierają pism z sądu, pozwalając, by sprawa toczyła się poza nimi.

Długi, jak diamenty, są wieczne

Długi mają to do siebie, że się "nie kasują". Jeśli "wisimy" bankowi 10 złotych, to ten dług będzie istniał po wsze czasy. No chyba, że go spłacimy. Zupełnie inną kwestią jest wymagalność spłaty. Na przykład bank, który udzielił nam kredytu, ma trzy lata od momentu powstania długu na to, by pieniądze od dłużnika wydobyć. Po tym czasie dochodzi do przedawnienia. Dług istnieje, ale dłużnik nie musi płacić. Natomiast osobę, która ma przedawniony dług, można wpisać na czarną listę dłużników. Co może np. utrudnić zaciągnięcie kredytu, pożyczki, zakup na raty lub podpisanie umowy abonamentowej.

Koszmar referendarza

Fundusze sekurytyzacyjne skupują długi w pakietach. Część z nich to świeżynki, długi dopiero co powstałe, ale znaczna część to bardzo stare długi, nawet sprzed dziesięciu czy więcej lat.

- Widziałam pozwy oparte na fakturach nawet z 2004 r. - mówi Anna. Jest referendarzem sądowym w jednym z dolnośląskich sądów rejonowych. Orzeka zamiast sędziego w prostych sprawach cywilnych, jak np. wydanie nakazu zapłaty w postępowaniu upominawczym. - Budzę się w nocy z bólem brzucha. Fundusze wnoszą tyle pozwów, że brakuje mi czasu na rozpoznanie innych spraw wnoszonych przez zwykłych obywateli - opowiada. Ostatnio w ciągu miesiąca spłynęło do jej wydziału blisko 250 spraw.

Bardzo zwraca uwagę na odsetki wyliczane przez fundusze. - Nie wiadomo, za jaki okres są naliczane i według jakiej stopy procentowej - mówi.

Odsetki, jeśli umowa nie stanowi inaczej, naliczane są zgodnie z ustawą (tzw. odsetki ustawowe). Teraz jest to 13 proc. w skali roku. Bardzo często jednak umowa dopuszczała naliczanie tzw. odsetek maksymalnych. Kilka lat temu było to aż 24 proc. w skali roku. - Znam historię pani, która nie dopilnowała swoich spraw. Z długu wynoszącego nieco ponad 4 tys. zł zrobiło się zadłużenie na 40 tys. Jak to możliwe? Właśnie przez odsetki - mówi radca prawny Sylwia Wiązowska-Grehl, prowadząca własną kancelarię we Wrocławiu.

Sędziowie udają, że nie widzą

W rozgrywkach między funduszami a dłużnikami tym pierwszym sprzyjają... przepisy. Sądowi nie wolno - w sprawach cywilnych - z urzędu uwzględnić zarzutu przedawnienia. Taki zarzut może podnieść tylko dłużnik.

Inny myk? Fundusze świadomie kierują pozwy do niewłaściwych sądów: jeśli dłużnik mieszka w Warszawie, to pozwem powinien zajmować się sąd warszawski. Ale w dużych jednostkach sprawy rozpatrywane są dłużej. Ślą je więc do mniejszych sądów.

Referendarz: - Znów wykorzystana jest furtka w prawie. Zarzut błędnej właściwości miejscowej może podnieść tylko dłużnik..

Sędzia Papka: - Na Opolszczyźnie kozłem ofiarnym był sąd w Oleśnie. Tam spraw o długi kierowanych przez fundusze sekurytyzacyjne było dwa--trzy tysiące rocznie. Dla porównania w Opolu, gdzie są dwa wydziały cywilne, mamy wpływ na poziomie 2,8 tys. spraw rocznie, i to każdego rodzaju, a nie tylko o długi.

Ulubionym sądem funduszy do niedawna był również e-sąd. Miał odciążyć zwykłe sądy od prostych spraw. Zamiast tego stał się machiną do wydawania nakazów zapłaty w postępowaniach upominawczych o spłatę długów, często nieistniejących albo przedawnionych. Dwa lata temu e-sąd został uszczelniony. Od tamtej pory nie można już wnosić spraw o długi starszych niż trzy lata.

Ale obchodzą i tę furtkę: wysyłając pozew do e-sądu, a jako termin, podając... moment cesji długów z banku na fundusz. Liczą, że ktoś nie doczyta dokumentów.

Można się bronić

Prawnicy są zgodni co do jednego: dłużnicy sami często strzelają sobie w stopę, nie odbierając pism.

Sędzia Papka: - Niedawno byłem świadkiem pewnej sceny na poczcie. Pan przy okienku mówi, że przyszedł po odbiór poleconego: "A skąd to" - dopytał: "Z sądu" - usłyszał. "A to nie" - odwrócił się na pięcie i odszedł, jakby to, że nie odebrał pisma, miało sprawić, że sprawa zniknie. A jest zupełnie odwrotnie - przestrzega sędzia.

I dodaje: - Czasem wystarczy, by człowiek przyszedł na rozprawę i powiedział, że ten dług to bardzo stara sprawa. Sąd ma wtedy obowiązek zapytać, czy dłużnik podnosi zarzut przedawnienia - mówi.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

Jak ubezpieczyciele oszukują kierowców? 5 sposobów

Makler z Pekao przegrał 400 tys. zł biznesmena. Bank wciąż nie chce zwrócić pieniędzy

Czy opłaca się dostać w Lidlu nóż?

Pełzająca rewolucja w polisach? Aegon rezygnuje z opłat likwidacyjnych

Kredyt to nie dożywocie. Jak się uwolnić?




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.