Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Do 80-letniej mieszkanki Gorzowa Wielkopolskiego dzwoni mężczyzna podający się za policjanta. - Pani wnuczek miał wypadek samochodowy. Nie odniósł poważniejszych obrażeń, ale za spowodowanie wypadku grozi mu więzienie - poinformował mężczyzna. - Można temu zapobiec, wpłacając 10 tys. zł kaucji - dodaje i przekazuje słuchawkę innemu mężczyźnie, który udaje wnuczka staruszki i potwierdza całe zdarzenie.

Metoda "na wnuczka"

Przejęta losem wnuczka staruszka idzie do banku po pieniądze. Jakiś czas później do jej mieszkania pukają fałszywi policjanci i odbierają 10 tys. zł.

Policja notuje rocznie blisko tysiąc podobnych przestępstw. Proceder jest na tyle powszechny, że doczekał się swojej nazwy - "na wnuczka" . Scenariusz działania przestępców jest bardzo podobny. Na ofiarę oszuści najczęściej wybierają osobę starszą, bo nią łatwiej jest manipulować. Z policyjnych statystyk wynika, że w 80 proc. przypadków są to osoby powyżej 70. roku życia.

Zaczyna się od telefonu. Oszust podaje się za kogoś z rodziny, np. wnuczka, syna lub córkę. Przekonuje, że coś złego mu się stało i na gwałt potrzebuje pieniędzy. Rozmowa prowadzona jest w taki sposób, aby oszukiwana osoba uwierzyła, że rozmawia z krewnym i by sama wymieniła jego imię oraz inne dane, które pozwalają przestępcom wiarygodnie pokierować dalszą rozmową.

Jakie historie opowiadają oszuści? Jedną z nich jest metoda "na wypadek". Osoba podająca się za krewnego informuje, że właśnie spowodowała wypadek i żeby uniknąć wezwania policji, potrzebuje pieniędzy, by zapłacić ofierze.

Oszust może podać się też za policjanta, czyli tak jak w opisanej wcześniej historii. Przekonuje, że dzięki wpłaceniu kaucji krewny uniknie aresztu lub więzienia.

"Na porwanie" to kolejna metoda przestępców. Do ofiary najczęściej dzwoni kobieta podająca się za córkę lub wnuczkę, informując, że została porwana i musi zapłacić okup. Zdarza się, że dzwoni "wnuczek", któremu nagle nadarzyła się atrakcyjna okazja inwestycyjna albo musi szybko spłacić dług znajomemu.

Jeśli ofiara połknie haczyk, to przestępcy przystępują do odbioru pieniędzy.

Nie dawaj pieniędzy nieznajomemu

Niemal za każdym razem oszust prosi o to, by ofiara nie informowała o "pożyczce" innych członków rodziny oraz zapewnia, że pieniądze szybko zwróci. Aby uwiarygodnić całą historię, oszust odbierający pieniądze (w domu lub banku) pozwala jeszcze raz porozmawiać przez telefon z "wnuczkiem". Bywa, że przestępcy proszą nie o przekazanie gotówki, ale o zrobienie przelewu na rachunek tzw. słupa (to osoba, która za pewną opłatą udostępnia swój rachunek bankowy przestępcom).

Już po odbiorze gotówki do ofiary jeszcze raz dzwoni "wnuczek", zapewniając, że pieniądze otrzymał i szybko je zwróci. Chodzi o to, by nie wzbudzać podejrzeń i zyskać na czasie. Dzięki temu ofiara o tym, że została oszukana, dowiaduje się dopiero wtedy, gdy pieniądze nie wracają w obiecanym terminie.

Jak nie dać się oszukać fałszywym wnuczkom? Nigdy nie przekazuj pieniędzy nieznajomym. Jeśli ktoś prosi cię o pomoc, staraj się zachować zimną krew. Sam staraj się skontaktować z prawdziwym wnuczkiem, dzięki temu dowiesz się, czy nie stałeś się właśnie celem przestępców. Jeśli kontakt jest niemożliwy, poinformuj o tym innych bliskich. Jeśli masz jakiekolwiek podejrzenie, że to może być oszustwo, powiadom policję (numer telefonu: 997 lub 112).

Policja apeluje też do bliskich osób starszych: Trzeba rozmawiać z rodzicami czy dziadkami i ostrzegać przed potencjalnym zagrożeniem.

W zwalczanie przestępczości "na wnuczka" włączają się też banki. Coraz częściej dzięki nim udaje się udaremnić próby wyłudzeń. Niedawno media pisały o zatrzymaniu Huberta D., który podając się za wnuczka, próbował ukraść starszemu mężczyźnie 50 tys. zł. Oszuści umówili się na odbiór pieniędzy w oddziale banku. Udałoby im się, gdyby nie czujność pracownika banku, który miał podejrzenie, że starszy pan pada właśnie ofiarą metody "na wnuczka", i szybko powiadomił policję. Przestępca wpadł na gorącym uczynku. Grozi mu osiem lat pozbawienia wolności.

Na pokazach sprawdzaj ceny

Kolejnym miejscem, gdzie można paść ofiarą manipulacji, są tzw. pokazy, na których sprzedawcy demonstrują i sprzedają garnki, pościel czy sprzęt medyczny . Odbywają się one w wynajętych salach w hotelach, restauracjach, placówkach służby zdrowia czy podczas wycieczek, np. pielgrzymek.

Zaczyna się od zaproszenia. Firmy dzwonią do potencjalnych klientów lub rozsyłają ulotki i kuszą darmowym poczęstunkiem, badaniem lekarskim czy drobnym upominkiem po to, żebyś w ogóle przyszedł na taki pokaz oraz żeby trudniej było ci odmówić kupna jakiegoś towaru. Pamiętaj, że dopóki nie podpiszesz umowy, nic cię z taką firmą nie wiąże.

Jednym z głównych grzechów akwizytorów jest wciskanie klientom bardzo drogich towarów. Nie przeszkadza im to, że kogoś na to nie stać. Zwykle oferują bowiem jednocześnie kredyt ratalny na zakup garnków czy biostymulatorów.

Produkty oferowane na sprzedażach pokazowych bywają 10, a nawet 20-krotnie droższe niż takie same dostępne w internecie. Dlatego przed zakupem garnków, sprzętu medycznego, staraj się sprawdzić, ile kosztuje taki sam lub porównywalny produkt. Jak to zrobić w trakcie pokazu? Można zadzwonić lub wysłać SMS-a do kogoś bliskiego, kto sprawdzi to za nas. Poinformuj, jakie produkty i za ile oferują na pokazie. Jeśli okaże się, że to próba oszustwa, ostrzeż też inne osoby uczestniczące w pokazie.

Kupiłeś garnki?

A co jeśli dałeś sobie wcisnąć garnki, ale po przyjściu do domu okazało się, że akwizytorzy cię naciągnęli? Kupując na pokazie (poza lokalem przedsiębiorcy), masz dzisiaj dziesięć dni na zwrot towaru bez podania przyczyny. Trzeba odesłać towar na adres sprzedawcy (powinien być na dowodzie zakupu) wraz z pismem, w którym informujesz, że odstępujesz od umowy. Od 25 grudnia okres na odstąpienie wydłuży się do 14 dni.

Nieetyczni sprzedawcy robią jednak wszystko, byś z tego prawa nie skorzystał. Jak? Wiele spółek np. zmienia siedziby i adresy, tak by klientowi było trudno przesłać wypowiedzenie umowy we właściwe miejsce. Wystarczy, że adres siedziby i biura jest inny. Pod pierwszym z nich nikt nie odbiera korespondencji ani telefonów, ale w umowie napisane jest, że wszelkie reklamacje i zwroty należy kierować właśnie tam. W działającym biurze nikt natomiast nie chce przyjmować dokumentów i zwracanego towaru, a czas na odstąpienie płynie.

Nieco inaczej rezygnuje się z usług zamówionych na odległość, np. modnych ostatnio abonamentów medycznych. W tym przypadku też masz na to dziesięć dni od podpisania umowy (rozpoczęcia świadczenia usługi), ale możesz wyrazić zgodę na to, by usługa była świadczona od zaraz. Nieuczciwe firmy wpisują do umowy podobne zapisy. Jeśli się pod czymś takim podpiszesz, skrócisz sobie czas na odstąpienie od umowy.

Jeśli na pokazie coś kupiłeś, nie wychodź stamtąd bez dowodu (umowy) zakupu, a jeśli przy okazji namówili cię też na kredyt, zabierz również umowę kredytową. Na umowie powinien być dokładny adres siedziby przedsiębiorcy. Bez niego trudno będzie ci zwrócić towar, jeśli zdecydujesz się na odstąpienie. Pamiętaj, że wypowiadając umowę w ciągu dziesięciu dni, rezygnujesz jednocześnie z umowy kredytowej (nie trzeba wysyłać oddzielnego pisma do banku).

Uważaj na pana z elektrowni

Inną plagą jest podstępne namawianie do zmiany dostawcy usług. Najwięcej tego typu patologii jest na rynku prądu. Od kilku lat konsumenci mogą wybrać i zmienić sprzedawcę energii. Problem w tym, że niektóre firmy po prostu nas oszukują. Na rynku działa blisko 300 sprzedawców prądu. Jakie chwyty stosują ci nieuczciwi? Najczęściej jest tak: do drzwi puka osoba podająca się za "pana z elektrowni" . Zwykle chodzi o sprawdzenie stanu liczników. Nie podejrzewając niczego złego, podpisujemy protokół. W rzeczywistości to nie protokół, ale umowa z nowym sprzedawcą prądu, jednocześnie upoważniająca nową firmę do zerwania umowy ze starym dostawcą.

Na pierwszy rzut oka umowy z nowymi sprzedawcami prądu mogą się wydawać atrakcyjne. Cena prądu może być o kilka groszy tańsza niż w umowie z dotychczasowym sprzedawcą. Problem w tym, że firmy oprócz energii dorzucają do umowy inne usługi, np. ubezpieczenia czy assistance, oferujące np. wizytę elektryka w przypadku awarii. Za te dodatkowe usługi trzeba oczywiście zapłacić. Bywa, że klient nie jest o tym informowany.

Część alternatywnych sprzedawców energii pobiera od swoich klientów dodatkową opłatę handlową, która może zwiększyć wysokość rachunku nawet o 8 zł.

Firmy, których wcześniej byliśmy klientami, mają związane ręce, bo muszą rozwiązać z nami umowę, nawet jeśli podejrzewają, że zrezygnowaliśmy z ich usług w wyniku manipulacji.

Jak się wycofać z niechcianej umowy? Podpisując umowę na dostawę energii, podobnie jak przy zakupach na pokazach, masz dziesięć dni na odstąpienie od niej bez żadnych konsekwencji (14 dni od 25 grudnia). Problem w tym, że o zmianie sprzedawcy dowiadujesz się zazwyczaj wtedy, gdy przyjdzie pierwsza faktura od nowego dostawcy, a wtedy jest już za późno na bezbolesne zerwanie umowy z nieuczciwą firmą. Można to zrobić i wrócić do poprzedniego sprzedawcy, ale często wiąże się to z koniecznością zapłaty kary za wypowiedzenie umowy przed terminem. Oszuści właśnie z takich kar umownych żyją. Zanim zapłacisz karę, zasięgnij porady miejskiego rzecznika konsumentów lub zadzwoń do Federacji Konsumentów, ponieważ może się okazać, że zapis umieszczony w umowie da się zakwestionować (wszystko zależy od tego, jak został sformułowany).

Doniesienie

Jeśli czujesz, że zostałeś oszukany, złóż w komisariacie policji lub w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa - podstawą prawną jest tu art. 286 kodeksu karnego.

Do podobnych oszustw dochodzi też na rynku telekomunikacyjnym. Zawsze upewniaj się, z kim rozmawiasz - czy z pracownikiem operatora, z którym masz umowę, czy z akwizytorem innej firmy. Jak to zrobić? Sprawdź, czy na umowie jest logo tego samego operatora, o którym mówi sprzedawca, bo zdarzają się nadużycia. Firma PTS (Polska Telefonia Stacjonarna, którą bada prokuratura) wykorzystywała fakt, że jej nazwa przypomina nazwę znanego operatora TP SA. Jej pracownicy kusili specjalną ofertą (obniżka opłat o połowę), ale nie informowali wprost o tym, że reprezentują zupełnie inną firmę. Umowę napisaną maczkiem dostarczał kurier. Podpisując ją, ludzie nieświadomie zmieniali operatora. Powrót do starego wiązał się z zapłaceniem wysokiej kary umownej.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

Jak obejrzeć coś ciekawego w telewizji i nie wydać zbyt wiele?

Ten rok należał do konsumentów. Wygrywali z bankami

Których rat zero procent należy unikać?

Polisa dla zwierzęcia. Czy pomoże, gdy pupila dopadnie choroba?




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.