Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Powód? Pieniędzy zażądała nie ofiara wypadku, lecz austriacki odpowiednik NFZ. - To niedorzeczne! - twierdzi Rzecznik Ubezpieczonych. Ekipa Samcika bierze się do roboty

Ubezpieczenie turystyczne to jedno z nielicznych, które z reguły płacimy grzecznie i bez szemrania. Osobiście miałem z tego typu polisą same dobre doświadczenia. Kilka lat temu podczas wakacji na greckiej wyspie Kos musiałem leczyć dziecku zapalenie ucha i płacić 100 euro za wizyty miejscowego lekarza w hotelu. Po powrocie wypełniłem wniosek do firmy ubezpieczeniowej, załączyłem faktury od greckiego lekarza i po dwóch tygodniach dostałem na konto zwrot kosztów. Składki zapłaciłem może ze 30 zł, a od ubezpieczyciela otrzymałem kilkaset złotych refundacji.

Niestety, nie wszyscy mają z polisami turystycznymi tak dobre doświadczenia.

Wypadek na stoku wart 25 tys. euro

W listopadzie 2008 r. córka mojego czytelnika Julia uczestniczyła w zorganizowanym wyjeździe narciarskim w Austrii. Organizator wykupił wszystkim turystom ubezpieczenie OC w firmie Signal Iduna na kwotę 25 tys. euro. W czasie pobytu pani Julia zderzyła się na stoku z obywatelką Austrii, która doznała niegroźnych urazów. Poszkodowana pozwała panią Julię do sądu i zażądała zadośćuczynienia za szkody moralne i leczenie na kwotę ok. 10 tys. euro. Z kolei austriacka kasa chorych, w której była ubezpieczona poszkodowana, poprosiła córkę mojego czytelnika o 14 tys. euro tytułem zwrotu kosztów leczenia. Pani Julia zwróciła się do firmy ubezpieczeniowej, żeby załatwiła tę przykrą i kosztowną sprawę.

Signal Iduna - pomimo że na polisie widniała kwota 25 tys. euro - od początku nie kwapiła się do pokrycia kosztów, choć wiadomo było, że wtedy sprawa trafi do austriackiego sądu. Firma nie zgodziła się na jakąkolwiek ugodę z Austriakami, a jednocześnie zapowiedziała, że koszty pomocy prawnej zrekompensuje swojej klientce tylko do kwoty 2,5 tys. euro (choć - co potwierdził później Rzecznik Ubezpieczonych - z polisy takie ograniczenie nie wynikało). Pani Julia musiała więc skorzystać z pomocy adwokata z urzędu, a wyjazd do Austrii na rozprawę, wraz z trzema świadkami, słono ją kosztował.

Austriacki sąd w październiku 2013 r. ogłosił salomonowy wyrok, że odpowiedzialność za wypadek na stoku ponoszą w połowie obie strony. I zobowiązał panią Julię do zapłaty 5 tys. euro zadośćuczynienia (czyli połowy kwoty z pozwu). Taki wyrok oznaczał, że roszczenia kasy chorych też zostały ścięte o połowę - do 7 tys. euro. - Przesłałam do Signal Iduny pismo z prośbą o zapłacenie żądanych kwot, jednak ubezpieczyciel odmówił zapłaty pieniędzy na rzecz państwowej kasy chorych, tłumacząc, że polskie prawo nie przewiduje zapłacenia takich roszczeń. Napisałam skargę do Rzecznika Ubezpieczonych, który interweniował w tej sprawie, ale Signal Iduna ponownie odpowiedziała odmownie. Konsultowałam sprawę z prawnikiem, który zdecydowanie twierdzi, że firma ubezpieczeniowa nie ma racji i że bezpodstawnie odmawia zapłaty - opowiada pani Julia.

Signal Iduna nie płaci: "Polisa tego nie obejmuje"

Sprawa raczej nie rozejdzie się po kościach, bo latem 2014 r. pani Julia znalazła w swojej skrzynce pocztowej kolejny pozew z Austrii - tym razem autorstwa kasy chorych, która na tej drodze chce się domagać zwrotu połowy kosztów leczenia swojej "uszkodzonej" klientki. - Biorąc pod uwagę zgodność roszczeń kasy chorych z prawem austriackim oraz wyrok sądu w moim procesie z osobą, z którą zderzyłam się na stoku, wydaje się oczywiste, jaka będzie decyzja sądu. Dlaczego Signal Iduna bezpodstawnie odmawia wypłaty odszkodowania, utrudnia i opóźnia załatwienie sprawy, narażając mnie na ogromne koszty i stres? Sprawa trwa już kilka lat. Bardzo proszę o interwencję - opowiada pani Julia.

Poprosiłem przedstawicieli Signal Iduny o wyjaśnienia i załączyłem stosowne pełnomocnictwo od klientki. Czego się dowiedziałem? - Polisa OC, którą miała wykupioną pani Julia, nie obejmowała roszczeń zagranicznej placówki medycznej - twierdzi Patrycja Wojdyga z Signal Iduny. Szersze stanowisko firma ubezpieczeniowa przedstawiła w piśmie do Rzecznika Ubezpieczonych, w którym czytamy m.in., że "stosunki w ramach systemu zabezpieczenia społecznego reguluje prawo o charakterze publicznym", zaś "istotą ochrony ubezpieczeniowej OC jest zaspokojenie roszczeń o charakterze cywilnoprawnym kierowanych wobec ubezpieczonego. Roszczenie zakładu opieki zdrowotnej o zwrot kosztów leczenia nie ma charakteru cywilnoprawnego, a zatem nie podlega ochronie ubezpieczeniowej" - napisała Signal Iduna.

Wygląda na to, że firma chętnie zapłaciłaby odszkodowanie, gdyby austriacką narciarkę po wypadku leczyła jakaś prywatna lecznica, a skoro zajął się tym tamtejszy odpowiednik NFZ - według Signal Iduny ubezpieczenie OC już nie działa. Taka interpretacja oznacza, że można mieć wykupione najbardziej wypasione ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej, a w krytycznej sytuacji i tak nie dostać ani grosza. Wystarczy, że w sprawę wmiesza się publiczny zakład opieki zdrowotnej. Tylko po co komu takie ubezpieczenie? Przecież wiadomo, że każdy będący w potrzebie obywatel w pierwszej kolejności korzysta z publicznej służby zdrowia. Signal Iduna sprzedała pani Julii - i prawdopodobnie sprzedaje setkom tysięcy innych klientów - ubezpieczenie OC, które w większości przypadków nie zadziała. Ciekawe, czy klienci firmy zdają sobie z tego sprawę.

Austriackie gadanie ubezpieczyciela

Austriacki adwokat, który reprezentował panią Julię w sprawie cywilnej z tamtejszą ofiarą wypadku na stoku, twierdzi, że sposób działania austriackiego odpowiednika NFZ był standardowy. "Jurysdykcja austriacka daje ubezpieczycielowi społecznemu prawo do żądania odszkodowań. W prawie austriackim (§ 332 AVSG) roszczenie odszkodowania ubezpieczonego przechodzi na ustawowego ubezpieczyciela, jako że on udziela świadczeń" - napisał prawnik w opinii.

"Polski system prawny obecnie nie przewiduje roszczeń regresowych zakładu opieki zdrowotnej wobec sprawcy szkody. Polski system prawny przewiduje tylko roszczenie poszkodowanego o zwrot kosztów leczenia" - odpowiada twardo Signal Iduna, nie przyjmując do wiadomości, że Austriacy mogli mieć w nosie polski system prawny i zgodnie ze swoim prawem wystawili pani Julii rachunek na 7 tys. euro.

Rzecznik Ubezpieczonych nie pozostawia tymczasem na firmie ubezpieczeniowej suchej nitki. "Sposób działania ubezpieczyciela w niniejszej sprawie jest niezwykle daleki od standardu należytej staranności, skoro - mimo że oferuje on ubezpieczenia turystyczne wykraczające zakresem terytorialnym swojego obowiązywania poza terytorium Polski - nie tylko nie zna on prawa austriackiego, ale też nie jest w stanie ustalić brzmienia odpowiednich zapisów tego prawa w sytuacji, gdy od ich treści zależy odpowiedzialność wynikająca z umowy ubezpieczenia OC. Dotyczy to przy tym nie tylko państwa członkowskiego Unii Europejskiej, ale jeszcze takiego, w którym językiem urzędowym jest niemiecki, a grupa Signal Iduna jest przecież koncernem mającym siedzibę w Niemczech" - miażdży firmę Rzecznik Ubezpieczonych. "Skoro do wypadku doszło na terenie Austrii, to odpowiedzialność cywilną sprawcy kształtują wyłącznie przepisy tamtejszego prawa. Twierdzenia dotyczące ? domeny prawa publicznego ?oraz zaprzeczenie cywilnoprawnego charakteru regresu austriackiej kasy chorych nie są oparte na żadnej podstawie prawnej" - dodaje Rzecznik.

Szanowny zarządzie Signal Iduny, skoro wystawiłeś klientce polisę OC działającą na terenie Austrii, to honoruj, drogi zarządzie, tamtejsze prawo. Uprzejmie proszę cię o to, żebyś pokrył koszty wynikające z wypadku pani Julii. A na przyszłość po prostu wycofaj z oferty ubezpieczenia, które nie mają prawa zadziałać. Będę się tej sprawie przyglądał.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

Co wybrać, kredyt czy mieszkanie na wynajem?

"Ukradli mi pieniądze, a ja musiałem je oddać bankowi". Historia czytelnika

Mali mogą mniej. Co zmieniły nowe przepisy konsumenckie?

Duplikat karty płatniczej może być bezpłatny

Co trzeba wiedzieć o ustawie konsumenckiej? Odpowiadamy na wasze pytania




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.