Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Najlepszą recenzję przedstawionego w środę rządowego planu wystawiła giełda. Akcje banków mających w swym portfelu kredyty we frankach poszły wczoraj do góry. Wicepremier nie zapowiedział bowiem żadnej rewolucji.

- Zachęcamy banki do przejścia do fazy partnerskich relacji z klientami - mówił.

Jakie są jego pomysły?

Banki powinny uwzględniać ujemny LIBOR.

Już po wcześniejszych namowach rządu większość banków zaczęła uwzględniać ujemny LIBOR przy wyliczaniu oprocentowania. Jednak banki nie chcą zejść z marżą poniżej zera, czyli de facto dopłacać do kredytów we frankach. Chodzi o to, że uwzględniają ujemny LIBOR, ale tylko do momentu, kiedy oprocentowanie kredytu wyniesie zero. Wicepremier je do tego namawia.

Nasz komentarz: Dopóki banki będą uwzględniały ujemny LIBOR, wzrost rat dla frankowiczów będzie ograniczony. Ale na razie banki wprowadziły ten bonus tylko na ograniczony czas, a ujemne stopy LIBOR mogą obowiązywać jeszcze nawet przez kilka lat.

Klient powinien móc "przewalutować kredyt po średnim kursie NBP z dnia przewalutowania".

Jeśli dobrze rozumiemy tę propozycję, chodzi o to, by kredyt można było spłacić po bieżącym kursie franka, ale bez spreadu. Wicepremier powiedział jednak, żeby kredytobiorcy nie robili tego teraz. Mają poczekać na stabilizację kursu franka.

Nasz komentarz: To najmniej jasna propozycja z pomysłów Piechocińskiego. Nie wiadomo, do kiedy kredytobiorcy mieliby czekać z przewalutowaniem i dlaczego w ogóle ten dziwny pomysł pojawia się w rządowych rekomendacjach. Przecież to żadna nowość, w większości banków nie ma dziś problemu, by wynegocjować spłatę kredytu po kursie NBP (czyli bez spreadu). Sęk w tym, że kurs - nawet bez spreadu - jest kosmicznie wysoki.

Do trzech lat wakacji kredytowych dla osób mających problemy ze spłatą kredytów.

Nie wiadomo jednak, jak będą wyglądać szczegóły tego rozwiązania ani kto będzie mógł o to wnioskować. Każdy?

Nasz komentarz: To jedyny pomysł, w którym pojawił się jakiś konkret. Jest to rozwiązanie dla osób, które znalazły się pod ścianą i żadne inne rozwiązanie nie poprawi już ich sytuacji.

Banki powinny odstąpić od dodatkowego zabezpieczenia ryzyka kursowego.

Wicepremier chciałby, żeby klienci nie musieli się obawiać telefonów z banku z prośbą o spłatę części kredytu natychmiast lub dodatkowe ubezpieczenie niskiego wkładu własnego.

Nasz komentarz: Związek Banków Polskich już wcześniej poprosił zrzeszone banki, żeby nie prosiły frankowych kredytobiorców o wykupowanie dodatkowych ubezpieczeń brakującego wkładu własnego lub dodatkowe zabezpieczenie kredytu.

Wprowadzenie limitu wysokości raty na poziomie z końca 2014 r.

Można przypuszczać, że chodzi o zmniejszenie wysokości raty przy jednoczesnym wydłużeniu spłat na dłuższy czas.

Nasz komentarz: Osoby, które brały kredyt mieszkaniowy we frankach na 30-40 lat (na taki czas były udzielane kredyty), mając już trzydziestkę na karku, nie mają szans na wydłużenie okresu spłaty. Przyszłe emerytury będą tak niskie, że ledwo wystarczą na zaspokojenie podstawowych potrzeb, a co dopiero jeszcze na spłatę rat we frankach.

Już wcześniej Komitet Stabilności Finansowej ogłosił, że banki mają wydłużać na wniosek klienta okres spłaty lub okresowo zawieszać spłatę raty kapitałowej tak, aby jej poziom nie był wyższy lub był niewiele wyższy niż przed uwolnieniem kursu.

Utrzymanie kursu franka "w wężu", aby ograniczyć ryzyko kredytobiorcy.

Według wicepremiera ma być tak: jeśli kurs franka wzrośnie zbyt mocno, to od pewnego poziomu odpowiadałby za to bank. Jeśli natomiast kurs za mocno spadnie, to od pewnego poziomu klient zaczyna się dzielić zyskami z bankiem. Szczegółów tego rozwiązania brak.

Nasz komentarz: Idea jest dobra, ale dopóki nie będzie konkretów, trudno mówić o tym pomyśle w kategoriach poważnej koncepcji współpłacenia banku i klienta za ryzyko kursowe.

Czasowe przejęcie spłaty rat kredytów osób, które straciły pracę.

To pomoc przy spłacaniu rat kredytów dla tych, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji finansowej, czyli np. stracili pracę. Wtedy spłatę raty przejąłby czasowo na siebie np. Bank Gospodarstwa Krajowego. Kiedy sytuacja kredytobiorcy by się poprawiła, musiałby on zwrócić całą pożyczoną kwotę.

Nasz komentarz: Słuszny pomysł z punktu widzenia osób bardzo zadłużonych. Ale to nie jest rozwiązanie systemowe dla kredytów we frankach.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

10 grzechów porównywarek cen. Jak z nich korzystać?

 Prześwietlamy ciążowe pakiety medyczne: Ciąża jest droga

Jak ciężko spiąć domowy budżet, mając 14 tys. zł na rękę

Czy banki musiały mieć franki?

PKO BP każe dopłacać do konta




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.