Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Nie tak dawno opisywaliśmy przygody pana Zbigniewa, który w Sosnowcu w sklepie RTV Euro AGD wypatrzył aparat Nikon D700 w zestawie z obiektywem. Za zestaw zapłacił 11 tys. zł.

Poinformowano go, że sprzęt jest towarem z ekspozycji, czyli leżał na półce, a klienci mogli go dotykać. - Jest jednak sprawny i w idealnym stanie - usłyszał zapewnienie. Na fakturze zaznaczono: "ekspozycyjny, rysy na obudowie".

Podekscytowany jak fretka pan Zbigniew wrócił do domu, naładował wyczerpany akumulator, włożył kartę i zrobił kilka próbnych zdjęć. Z ciekawości wrzucił zdjęcie do programu Opanda, który dokładnie diagnozuje sprzęt fotograficzny, i... zdębiał. Okazało się, że ktoś zrobił jego aparatem aż 23 tys. zdjęć. Później wyszło na jaw, że były pracownik sklepu dorabiał sobie, robiąc zdjęcia na różnych imprezach. Sieć zwróciła panu Zbigniewowi pieniądze.

Oczywiście nie ma nic złego w tym, że sklep sprzeda towar ze zwrotu. Ale pod warunkiem, rzecz jasna, że jest on odpowiednio oznaczony, cena stosownie obniżona, a sam sprzęt - wyczyszczony. Na zewnątrz i wewnątrz. To, jak się okazuje, czasami próba nie do przejścia.

Zdjęcia ze studniówki na "nowym" pendrivie

Pan Tobiasz, będąc na zakupach w Auchan Poczesna koło Częstochowy, kupił sobie pendrive'a. Produkt oprócz oryginalnego opakowania zapakowany był w sklepowe pudełko antykradzieżowe. Nie można go więc było obejrzeć. Zabezpieczenie zostało zdjęte przy kasie, czytelnik nie zauważył jednak, że oryginalne opakowanie jest rozcięte.

Jego błąd. Jak sam jednak zaznacza, nie przesądza to jeszcze o sensowności zakupu. Podłączył nowo nabyty sprzęt do komputera i zdębiał.

Na urządzeniu były bowiem zdjęcia ze studniówki sprzed trzech lat z jednego z częstochowskich liceów. Osoby występujące na zdjęciach są... opisane z imienia i nazwiska.

Pan Tobiasz skontaktował się z autorem zdjęć, ale ten się zaklina, że to nie jego urządzenie. Żeby było jeszcze zabawniej, pendrive chyba nie jest do końca sprawny. Przynajmniej pan Tobiasz nie jest w stanie go sformatować.

A próbował na co najmniej dwa sposoby.

- Sam też chciałbym złożyć reklamację, ale nie podoba mi się to, że istnieje szansa, iż za kolejne dwa lata ktoś inny kupi go i np. wykorzysta zdjęcia podpisanych z imienia i nazwiska osób - konkluduje czytelnik.

Dorota Patejko, rzecznik Auchan: - Taka sytuacja nie powinna mieć w ogóle miejsca, klient powinien zakupić produkt pełnowartościowy, nieużywany. Mogę jedynie przeprosić klienta w imieniu Auchan. Uważam, że sklep powinien mu wymienić produkt na pełnowartościowy lub bezzwłocznie oddać pieniądze.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

 Czy opłaca się zmienić operatora energii elektrycznej?

 Bank czeka na potknięcie klienta... I kosi opłaty

 W biurach podróży ciągle lato. Jak znaleźć dobrą wycieczkę?

Myto płacisz dwa razy. Albo 5 tysięcy kary

Bank da ci pieniądze. Ale zażąda bliskiego kontaktu




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.