Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Ta historia bierze swój początek w dwóch grzechach głównych: łakomstwie i lenistwie. Była sobota tuż przed świętami, a nam z żoną nie chciało się gotować obiadu. Akurat do domu dostarczono nam ulotkę Dominium Pizza, która obiecywała drugą pizzę gratis. Połączyłem się z infolinią tej sieci, powiedziałem, że chcę skorzystać z promocji, i zamówiłem pizzę za 36,90 zł oraz drugą gratis. Ponieważ życie mnie nauczyło, że z gratisami różnie bywa, zapytałem od razu, ile zapłacę. Pani na to, że 36,91 zł. Hm, 36,90 zł plus gratis powinno dawać nadal 36,90 zł.

Skąd jednogroszowa różnica?

Pani zaczęła mi wyjaśniać, że musi policzyć przynajmniej 1 gr, bo "inaczej nie puści jej dalej system". I jeśli do okienka nie wprowadzi jakiejkolwiek wartości, chociażby 1 gr, to nie będzie mogła przyjąć zamówienia. Wywiązała się dyskusja, czy 1 gr to jest gratis. Pani przyznała, że nie, ale ona jedynie przyjmuje zamówienia. Po konsultacji z przełożonymi zaproponowała salomonowe rozwiązanie: ona mi ten grosz policzy, ale ja go nie zapłacę dostawcy.

Pizza przyjechała, a kierowca twardo upierał się przy rachunku z groszem na końcu, bo - jak twierdził - nic o naszych ustaleniach z infolinią nie wie. Zapłaciłem, a potem postanowiłem sprawę wyjaśnić. Wysłałem wiadomość na fanpage Dominium Pizzy z pytaniem, dlaczego oszukują klientów, nazywając gratisem coś, co gratisem nie jest. Poproszono mnie o szczegóły sprawy, a potem firma zamilkła. Po pewnym czasie napisałem jeszcze raz. Dostałem odpowiedź, że moja wiadomość została przekazana kierownictwu. To był koniec korespondencji.

Potem wysłałem e-mail do centrali Dominium Pizza - nic. Zadzwoniłem - nic. No, prawie nic. Powiedzieli, że w ciągu 12 dni dostanę odpowiedź. Po pewnym czasie dostałem takiego maila: "Szanowny Panie, w związku z Pańską skargą informuję, że oficjalna odpowiedź na Pańską skargę przedłuży się. Uprzejmie proszę o cierpliwość". Mail był z działu prawnego. Zadzwoniłem tam. Dowiedziałem się, że wciąż gromadzą dokumentację w mojej sprawie. Próbowałem wyjaśnić, że całą dokumentację już zgromadziłem: mam ulotkę z opisem promocji oraz paragon i od ręki mogę jej to wysłać. Nie wystarczyło.

Awantura o 1 grosz?

Większość z was puknie się w czoło. "O co ta cała awantura, bez sensu jest się handryczyć o 1 gr. To żaden pieniądz". Nie zgadzam się z tym z wielu powodów. Po pierwsze, jeśli 1 gr to tyle co nic, to dlaczego zarówno pani przyjmująca zamówienie, jak i dostawca walczyli o ten grosz tak, jakby zależało od tego ich życie? Oczywiście pani z zaprzyjaźnionego sklepu osiedlowego machnie ręką, na mniejszej stacji benzynowej raczej też. Ale już bank, firma ubezpieczeniowa, kablówka czy inna duża firma będzie nas windykować nawet o 1 gr do skutku.

Promocja wyraźnie mówiła o pizzy gratis, a nie za grosz. Mogli napisać "druga za grosz", ale napisali "gratis". Do takiej sytuacji nie powinno w ogóle dojść, ale skoro już doszło, to powinna być załatwiona w minutę. Ale nie - telefony, maile, stosy papierów, iluś zaangażowanych pracowników. I nic.

Reklama wprowadziła w błąd?

Zawiadomiłem więc Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, skąd po dłuższym czasie dostałem propozycję złożenia reklamacji, zawiadomienia inspekcji handlowej lub wystąpienia do sądu polubownego. To tyle, jeśli chodzi o ochronę zbiorowego interesu konsumentów przez UOKiK (bo przecież nie byłem jedynym, który z tej oferty chciał skorzystać). Wysłałem więc maila do inspekcji handlowej, która do sprawy podeszła znacznie poważniej. Wysłała pismo do Dominium Pizzy, w którym czytam m. in.: "Konsument oczekuje, iż podane w reklamach podstawowe cechy oferty są rzetelne i nie wprowadzają w błąd. Przy tak sformułowanej reklamie nawet ostrożny konsument mógł bowiem dać się wprowadzić w błąd i podjąć decyzję o zakupie pizzy, licząc na to, że kolejna pizza będzie darmowa".

W odpowiedzi na to pismo Dominium Pizza stwierdziła, że... wcale nie żądała ode mnie tego grosza, a jedynie "w celu zewidencjonowania wydanego produktu koniecznym było wprowadzenie na dokumencie fiskalnym oraz w systemie oznaczenia ceny 1 gr". Dominium Pizza oficjalnie nie ma sobie nic do zarzucenia, ale... "z daleko idącej ostrożności spółka usunęła wskazaną promocję w celu uniknięcia wszelkich nieporozumień oraz dokonała wnikliwej analizy pozostałych promocji pod kątem obowiązujących przepisów Ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów".

A co wy sądzicie o przypadku pana Tomasza? Ma rację, że walczy o 1 gr? A może jego batalia to zwykłe bicie piany?

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

 Czy opłaca się teraz kupić mieszkanie?

 Masz ubezpieczony telefon. Lepiej będzie, jeśli z nim upadniesz

 Klient zmienił umowę i... Wygrał z bankiem

Bank DNB podwyższa opłaty za drobne błędy [WASZE OPINIE]

Lekcja Energi: Oszczędź 300 zł, żeby zapłacić... 450 zł

Kredyt hipoteczny - jaki wybrać, na co zwrócić uwagę?

Kredyt dla 23-latka? Bank twierdzi, że jest... za młody




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.