Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Nadzór finansowy wreszcie dobrał się do portfeli nieetycznym sprzedawcom polis ubezpieczeniowych. Do tej pory bankowcy traktowali dołączane do kredytu obowiązkowe ubezpieczenia jak dodatkową prowizję i sposób na omijanie ustawy antylichwiarskiej. Jeśli nie dało się "oficjalnie" zarobić na kredycie np. 20 proc. w skali roku, a bank nie chciał straszyć klienta horrendalną prowizją, to część zarobku "wrzucał" w składkę ubezpieczeniową i dzięki temu wychodził na swoje. A klient myślał, że ma tani kredyt.

Warunki polisy często były tak skrojone, żeby żaden klient nigdy nie uzyskał odszkodowania, a przynajmniej połowa zapłaconej przez klienta składki od razu wracała do banku. W całej "zabawie" chodziło głównie o to, żeby klientowi się wydawało, że dostaje oprócz taniego kredytu "coś ekstra", za co warto dodatkowo zapłacić. Tymczasem to "coś" nie było żadną wartością dodaną dla klienta, tylko dodatkowym zarobkiem dla banku. Prowizje banków dochodziły czasem nawet do 95 proc. składki płaconej przez klienta, a kredytobiorca i tak nie miał co liczyć na odszkodowanie.

Co zmieni się od 31 marca? W związku z nowymi regulacjami Komisji Nadzoru Finansowego zwanymi Rekomendacją U w większości banków trwają jeszcze gorączkowe prace nad nowymi rozwiązaniami, które mają spowodować, że dokładane do kredytów ubezpieczenia staną się uczciwsze. A klient w zamian za zapłaconą składkę dostanie rzeczywistą, a nie tylko fikcyjną ochronę ubezpieczeniową. Banki nie zrezygnują z ubezpieczeń do kredytów, ale będą je oferowały na zupełnie innych zasadach niż dotychczas.

Polisa indywidualna zamiast grupowej

Do tej pory było tak: płacisz składkę bankowi, a ten dorzuca cię do grupowej polisy, którą wykupił w firmie ubezpieczeniowej. Bank jednocześnie jest więc pośrednikiem, czyli brokerem ubezpieczeniowym dostającym prowizję od sprzedaży, i ubezpieczającym. Może mu więc zależeć, żeby z polisy było wypłacanych jak najmniej odszkodowań. Im więc gorsza polisa dla klienta, tym lepiej dla banku. To chore, zwłaszcza że kredytobiorca - który nie był formalnie stroną umowy - nie mógł się odwołać od decyzji i pójść do sądu.

Teraz będzie inaczej. Pracownik banku nie będzie mógł być jednocześnie brokerem i ubezpieczającym. A więc będzie się musiał zdecydować - albo sprzedaje, albo ubezpiecza. W większości przypadków bankowcy stawiają na to pierwsze, co oznacza, że będziesz mógł w banku kupić indywidualną polisę do kredytu i negocjować jej warunki tak, jak u każdego innego agenta. Zalety tego rozwiązania są oczywiste: indywidualna polisa daje ci większe prawa niż grupowa. Jeśli zdarzy się coś złego i będziesz chciał skorzystać z polisy, a ubezpieczyciel odmówi wypłaty odszkodowania, to nie będziesz zdany na łaskę i niełaskę banku, któremu wcale nie musi zależeć na odwoływaniu się od decyzji i uzyskaniu należnego świadczenia.

Będziesz mógł przynieść swoją polisę

Skończy się wreszcie szantażowanie klientów typu: "bierz kredyt z naszą polisą albo do widzenia". Nawet jeśli bank będzie obowiązkowo żądał polisy do kredytu, nie będzie mógł narzucać klientowi konkretnego ubezpieczenia. Klient będzie miał wybór: kupić polisę od sprzedawcy w banku albo przynieść swoją. Oczywiście bank może określić brzegowe warunki, jakie musi spełniać polisa przyniesiona przez klienta z zewnątrz - minimalną sumę ubezpieczenia, jego zakres i wyłączenia. Ale najważniejsze jest to, że nie będziesz musiał kupować polisy, którą zaproponują ci w banku.

To oznacza, że np. możesz wnieść do kredytu hipotecznego już wykupione przez siebie ubezpieczenie na życie - nie będziesz musiał kupować drugiej polisy tylko po to, żeby zaspokoić potrzeby banku. To ważne, bo coraz więcej firm ubezpieczeniowych daje zniżki za ubezpieczanie pod jednym dachem życia i majątku (samochodu czy mieszkania). Jeśli kupiłeś gdzieś taki pakiet, jego warunki mogą być lepsze niż warunki ubezpieczenia proponowanego przez bank.

Nie kupisz polisy, która nie działa

Bankowiec, który zaproponuje ci polisę konkretnej firmy ubezpieczeniowej, będzie musiał wyraźnie poinformować cię o tym, że działa jako pośrednik, oraz wręczyć ci kartę informacyjną, na której będą zawarte najważniejsze cechy proponowanej polisy. Nie będziesz więc kupował - jak to się często dzieje w przypadku polis grupowych - kota w worku.

- Do tej pory bardzo często się zdarzało, że banki sprzedawały produkty ubezpieczeniowe, które nie były dopasowane do potrzeb klienta. Ich celem nie było zapewnienie klientowi realnej ochrony, lecz jedynie sprzedaż określonego produktu i zarobek dla banku. W sytuacji gdy klient miał problem ze spłatą kredytu, z reguły ubezpieczenia go nie chroniły, bo ich zakres był bardzo ograniczony - mówi "Wyborczej" mec. Dariusz Rozpara.

Chodzi o to, że zdarzały się sytuacje, kiedy bank sprzedawał bezrobotnemu czy emerytowi np. polisę od utraty pracy. Kiedy przychodziło do wypłaty odszkodowania, okazywało się, że świadczenie może dostać tylko ktoś, kto pracował na umowę o pracę i został zwolniony nie ze swojej winy. Więc ani bezrobotny, ani emeryt nie miał co liczyć na pieniądze z polisy.

Bank nie będzie musiał ujawnić tego, ile pieniędzy dostanie za sprzedanie ci swojego ubezpieczenia. Nadzór finansowy wycofał się z tego wymogu, przyznając bankowcom rację co do tego, że żaden inny agent ubezpieczeniowy nie spowiada się klientowi z wysokości swoich zarobków, więc ci pracujący dla banków byliby pokrzywdzeni.

Polisy będą droższe, ale

Negatywną konsekwencją zmian w sprzedaży ubezpieczeń w bankach może być to, że ubezpieczenia oferowane do kredytów będą droższe. Już sam fakt, że będą to polisy indywidualne, a nie grupowe, spowoduje inną kalkulację wysokości składki. Wiadomo, że w "hurcie" zawsze jest taniej i ubezpieczenia nie są pod tym względem żadnym wyjątkiem. Poza tym w większości przypadków będą to "prawdziwe" polisy, a nie - jak to bywało do tej pory - specjalnie spreparowane na potrzeby banku, do których wstawiono sprytne wyłączenia. Taką "niby--polisę" można było wycenić klientowi po atrakcyjnej cenie, a więc znacznie taniej, niż wyniosłaby cena "prawdziwej" polisy.

Oczywiście nie można wykluczyć, że pod rządami Rekomendacji U banki również będą się dogadywały z ubezpieczycielami i wystawiały na swoich półkach tanie wersje polis, wykastrowane z większości funkcji spotykanych w "normalnych" ubezpieczeniach. Tyle że klient nie będzie miał już obowiązku ich kupować, a poza tym ubezpieczenia będą bardziej przejrzyste: klient będzie musiał otrzymać formularz informacyjny i - o ile ów formularz zostanie wyposażony we wszystkie potrzebne informacje - będzie mógł się zorientować, że kupuje tanią podróbkę.

Udzielanie kredytu potrwa dłużej

Konieczność akceptowania polis przyniesionych przez klienta oraz indywidualny tryb zawierania umów w oddziałach banków może spowodować, że udzielanie kredytu potrwa nieco dłużej. Odpowiednie działy w bankach będą potrzebowały dodatkowego czasu na analizowanie setek Ogólnych Warunków Ubezpieczeń, z których każde będzie inne.

Oczywiście, można przyjąć, że większość klientów z wygodnictwa nadal będzie kupować polisy w banku, nawet jeśli na własną rękę wcześniej zawarli inną umowę ubezpieczenia, którą mogliby przedstawić bankowi.

Można też się spodziewać, że bankowcy wymyślą jakieś programy motywacyjne dla klientów, by kupowali ubezpieczenia w banku, a nie bezpośrednio u ubezpieczycieli. Takim wabikiem może być np. niższa marża kredytowa oferowana klientowi, który jednocześnie kupi w banku polisę.

Być może Rekomendacja U spowoduje, że kredyty staną się bardziej przejrzyste. Nie będzie już powodu, by chować w ubezpieczeniu część bankowej marży, więc polisy ubezpieczeniowe wrócą do swojej właściwej funkcji - będą zabezpieczać bank i kredytobiorcę przed określonym ryzykiem, a cena kredytu znajdzie się - jak to powinno zawsze być - w marży kredytowej i w prowizji za udzielenie kredytu.

Co można wyczytać z rekomendacji U

Rekomendacja 7Bank powinien prowadzić działalność w sposób niepowodujący wystąpienia konfliktu interesów, w szczególności bank powinien zapewnić, że nie będzie dochodziło do jednoczesnego występowania banku jako ubezpieczającego i pośrednika ubezpieczeniowego

Rekomendacja 13 Bank powinien zapewnić swobodę wyboru przez klienta zakładu ubezpieczeń, z którego usług klient zamierza skorzystać. Dla akceptacji przez bank ochrony ubezpieczeniowej decydujące powinny być kryteria wynikające z wymaganego przez bank zakresu ochrony ubezpieczeniowej.

Rekomendacja 18 Wynagrodzenie banku z tytułu oferowania produktów ubezpieczeniowych powinno być ustalane przy uwzględnieniu wysokości ponoszonych przez bank kosztów.

"Ubezpieczeniowe" grzechy bankowców. Historie z życia wzięte

Klient zmarł. Bank udaje, że tego nie widzi Partnerka zmarłego, z którym miała wspólny kredyt objęty ubezpieczeniem w razie zgonu, zawiadomiła bank o jego śmierci. Przez półtora roku nie otrzymała żadnej korespondencji w tej sprawie. Po upływie tego czasu bank przesłał jej wezwanie do zapłaty długu. Gdy kobieta udała się do oddziału banku, dowiedziała się od jednego z pracowników, że ubezpieczyciel nie uznał roszczenia. Kobieta nie mogła się odwołać od decyzji o odmowie odszkodowania, bo nie była stroną umowy ubezpieczenia. Mógł to zrobić tylko bank, któremu jednak nie zależy na wypłacie świadczenia - łatwiej i zyskowniej dla niego jest ściągać raty z rodziny zmarłego kredytobiorcy.

Polisa od utraty pracy? Tylko dla etatowca Pan Karol wziął pożyczkę w banku, pracownik banku zażądał, by klient wykupił do kredytu ubezpieczenie na wypadek utraty pracy. W styczniu okazało się, że pan Karol ma nowotwór złośliwy lewego płuca. Jako emeryt dorabiał, pracując na umowę-zlecenie. Przez chorobę stracił pracę, ale odszkodowania nie dostał. Powód? Taka polisa działa tylko w przypadku umowy o pracę. Tym ubezpieczeniem nie mogą zostać objęci emeryci. Mimo że pan Karol nie mógł liczyć na ochronę ubezpieczeniową, towarzystwo pobierało od niego składkę. To nie koniec. Nie dostał ogólnych warunków ubezpieczenia, więc nie wiedział, przed czym chroni go polisa. Nie może też pójść do sądu, bo nie jest stroną umowy.

40 tys. zł kredytu, ale do ręki tylko 12 tys. zł Pan Marek złożył wniosek o 40 tys. zł kredytu. W domu przejrzał umowę ubezpieczenia tej pożyczki i osłupiał: okazało się, że do ręki dostanie tylko ok. 12 tys. zł, choć spłacać będzie musiał 40 tys. zł. A co z resztą? 28 tys. zł poszło na obowiązkowe ubezpieczenie na wypadek utraty pracy, nieszczęśliwego wypadku czy śmierci, które wcisnął mu sprzedawca w banku. Jeśli stanie się coś złego, odszkodowanie dostanie jednak nie pan Marek, ale bank.

Polisy droższe, ale uczciwsze

ANNA POPIOŁEK: W kwietniu zaczyna się prawdziwa rewolucja w sprzedaży ubezpieczeń kredytowych. To zmiany na lepsze?

PROF. UAM DR HAB. MARCIN ORLICKI: Dzięki stanowczym ruchom KNF wszystko to, co najbardziej bulwersowało w ubezpieczeniach zawieranych przez banki na rzecz ich klientów, powinno odejść w przeszłość. Jestem przekonany, że w większości zarówno bankowcy, jak i ubezpieczeniowcy zrozumieli, że w ostatnich latach bardzo ucierpiała reputacja branży finansowej. Nie można było iść dalej tą drogą. Rekomendacja U to szansa na nowy początek i na odbudowę zaufania klientów.

Co zmiany oznaczają dla klientów--kredytobiorców?

- Dominującym modelem będzie zapewne zawieranie umów ubezpieczenia, których stroną będzie klient banku. W większości przypadków ubezpieczenia grupowe zostaną zastąpione umowami indywidualnymi zawieranymi przez klienta z zakładem ubezpieczeń za pośrednictwem banku. Pozwoli to na pogodzenie interesów banku (który otrzyma prowizję jako pośrednik ubezpieczeniowy) z interesem klienta (który będzie korzystał z wszelkich praw przysługujących stronie umowy ubezpieczenia, wszelkich prerogatyw konsumenckich i pełnego zakresu informacji).

Czy ceny polis dołączanych do kredytów wzrosną? Jeśli tak, to o ile?

- Trudno jest dziś ocenić, w jaki sposób zmiany wpłyną na wysokość składek. Zapewne można się spodziewać umiarkowanego ich wzrostu. Bez wątpienia jednak bardzo poprawi się relacja pomiędzy kosztem ubezpieczenia a rzeczywistą korzyścią, którą odnosi klient. Lepiej zapłacić trochę więcej za ubezpieczenie, które rzeczywiście chroni, niż zapłacić mniej za ubezpieczeniową wydmuszkę, która nie daje klientowi niczego poza iluzją ochrony. Podstawowym kryterium oceny ubezpieczenia musi być jego jakość. Niewielkie pieniądze za bezwartościowe ubezpieczenie to pieniądze wyrzucone w błoto. Nie przejmujmy się więc, jeśli składki trochę wzrosną. Nieproporcjonalnie więcej zyskujemy na tym, że ubezpieczenie daje rzeczywistą ochronę.

Czy polisy grupowe całkiem znikną, czy też będą funkcjonowały na innych warunkach?

- Ubezpieczenia grupowe zapewne przestaną być popularne wśród banków. Z pewnością nie znikną one w zakładach pracy, szkołach, na uczelniach. Uczciwe ubezpieczenia grupowe (a jest ich w Polsce bardzo wiele) to prawdziwa wartość dla osób ubezpieczonych, które za niewielką składkę uzyskują realną, uczciwą i szeroką ochronę. KNF podkreśliła, że na ubezpieczeniach grupowych ubezpieczający nie może zarabiać (nie może otrzymywać od zakładu ubezpieczeń prowizji). Nie ma jednak przeszkód, by osoby ubezpieczone finansowały ponoszone przez ubezpieczającego koszty administracyjne. Pracodawcy, szkoły czy uczelnie nie mogą więc się wzbogacić na ubezpieczeniach grupowych, jednak nie muszą do nich dokładać. To uczciwe postawienie sprawy. Myślę, że tam, gdzie ubezpieczenia są rzeczywiście potrzebne, będą obecne przez wiele lat.

Czy banki i ubezpieczyciele stracą na zmianach?

- Przejściowo zyski banków i ubezpieczycieli spadną, co jednak nie jest skutkiem działań KNF, lecz kryzysu zaufania. Wraz z jego odbudową biznes bankowo-ubezpieczeniowy prowadzony według uczciwych zasad zapewne będzie się rozwijał i za kilka lat być może stanie się bardziej dochodowy niż w okresie swego największego rozkwitu. Jeśli tak się stanie, będzie to najlepsze świadectwo dla KNF, która dzięki swym działaniom umiała zadbać zarówno o legalność, jak i o rentowność oraz stabilność banków i ubezpieczycieli.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

 Kredytobiorcy frankowi nie wygrają przed sądem w sprawie spreadów?

 Co organizacje pożytku publicznego robią z twoim jednym procentem podatku?

Zakupy przed świętami. Jak nie dać się nabrać?

Wchodzisz do banku, a tam... chwilówka

Pełny numer karty na rachunku. Czy to niebezpieczne?




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.