Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
John Steinbeck napisał kiedyś: "W handlu człowiek musi kłamać i oszukiwać, ale nazywa się to inaczej". Polski klient, jeśli chodzi o faktyczne zachowania, a nie deklaracje, mieści się w europejskiej średniej. I często daje się nabrać na sklepowe triki. Oto kilka naszych rad, jak przed Świętami Wielkanocnymi dać się nabierać nieco rzadziej niż zwykle.

Im dłużej, tym gorzej

Z listą zakupów przychodzi do sklepu tylko 20-30 proc. klientów. A i tak często wrzucają do koszyka rzeczy spoza niej. Na naszą niekorzyść działa przede wszystkim czas. Im dłużej uda się nas przetrzymać w sklepie, tym więcej kupimy. Po 25 minutach zakupów przestajemy kalkulować. Po 40 minutach - nie wiemy już nawet, co kupujemy. W naszym mózgu następuje to, co psychologowie nazywają dowodem słuszności - skoro inni mają pełne koszyki, to i my musimy mieć.

Kupujemy za dużo. Po świętach jedną czwartą zakupów wyrzucimy. Kupujemy też rzeczy, które już mamy w domu (schowane w szafkach i różnego rodzaju spiżarkach).

Hostessa poczęstuje

Owszem, na kartkach z cenami są podane stawki za kilogram czy litr, ale w trakcie zakupów (zwłaszcza spożywczych) nie lubimy myśleć.

Zazwyczaj przez sklep przechodzimy na autopilocie. Jeśli kiedyś kupiliśmy jakiś jogurt, to trzymamy się tej marki. Sieci robią wszystko, aby wybić nas z tego rytmu. Jak?

Klient pcha wózek i trafia na hostessę, która częstuje go darmowym jedzeniem. Dlaczego to robi? Cóż, jeśli konsument dostanie i spróbuje czegoś za darmo, jest większa szansa, że kupi dany produkt. Z najnowszych badań sprzedaży wynika, że hostessa nie powinna za bardzo prowokować urodą. Mężczyźni boją się atrakcyjnych kobiet. A panie z zazdrością patrzą na ich długie nogi i... też ich nie lubią. Zużyła się też formuła młodziutkich hostess. Hostessa ma być przede wszystkim komunikatywna. Ma nie tyle zachęcać do zakupu, ile poinformować, że jest na rynku nowy produkt.

Uwaga na delikatesy

Tuż przed świętami w sklepach pojawiają się ekstratowary, których nie ma w innych porach roku: szynki, egzotyczne ryby, owoce morza, ekskluzywne alkohole itp. To sposób, aby klient kupił więcej, niż planuje. A to najłatwiej osiągnąć, sprzedając mu rzeczy, których zazwyczaj nie kupuje. Na dodatek właśnie na nich sklep najwięcej zarabia, bo skąd klient ma wiedzieć, ile powinien kosztować np. ser długo dojrzewający, skoro go na co dzień nie kupuje?

Promocja i wielopak

Wielopaki? "Może się przyda, a jest tanio" - myśli klient i wkłada do koszyka. Oczywiście zazwyczaj się nie przyda i skończy w koszu na śmieci.

Podobnie jest z promocją. Cena jest niższa o 20 proc.? Przeceny dostrzegamy właśnie od tego poziomu, mniejsze lekceważymy. Nie dość, że coś kupiliśmy, to jeszcze taka okazja! Tyle że zazwyczaj w ten sposób wsadzamy do koszyka coś, czego nie chcieliśmy kupić. f

Na co uważać w świątecznym koszyku?

Jajka Przedwojenna kura znosiła 200 jajek rocznie, dzisiejsza, ta z klatki, znosi nawet 320. Część specjalistów od kur przekonuje, że najbezpieczniejsze są jaja oznaczone "trójką". Proces produkcji jest zautomatyzowany, z człowiekiem jajko styka się rzadko, a czasem - jeśli ferma jest ultranowoczesna - do ręki bierze je dopiero konsument w sklepie.

Najgroźniejsze - zdaniem tych specjalistów - są kury hodowane luzem, bo jedzą wszystko: potrafią np. zarówno skubnąć ziemię, na której rozlała się ropa z traktora, jak również zjeść pestycydy. Są też narażone na spotkania z dzikim ptactwem przenoszącym choroby. A z kolei w chowie ściółkowym karma miesza się z odchodami.

Z drugiej strony - kury, które grzebią nogą w poszukiwaniu pokarmu, mają szanse na bardziej zróżnicowaną dietę. I z tego względu ich jajka będą nieco smaczniejsze.

Wreszcie argument trzeci, kluczowy - traktowanie kur. Hodowcy przekonują, że życie kur na fermach mocno się ostatnio poprawiło. O ile przed zmianą na jednego ptaka przypadało 550 cm kw. klatki, o tyle teraz musi przypadać minimum 750 cm kw. Do tego klatka jest wyposażona w poidło, grzędę i drapaki.

Mimo to przeciwko obecnym warunkom hodowli nadal mocno protestują obrońcy praw zwierząt. W ubiegłym roku w "Wyborczej" pisaliśmy, jak przedstawiciele stowarzyszenia Otwarte Klatki weszli na fermy jednego z największych producentów jaj w Polsce. Zrobili zdjęcia chorych kur z wydziobanymi piórami i ranami, zamkniętych w klatkach razem z martwymi ptakami.

Śmietany Są z zagęstnikami - np. ze skrobią kukurydzianą albo mączką chleba świętojańskiego - lub bez zagęstników. Zagęstniki dodaje się po to, aby śmietana była taka, jaką konsument lubi. Śmietana z zagęstnikami smakuje nieco gorzej. Czasami można też poczuć na języku kaszkowatość. Z drugiej strony - lepiej się rozprowadza w potrawach i nie warzy się.

Masło Masła mogą mieć różną zawartość tłuszczu. Masło tradycyjne to produkt zawierający 80-90 proc. tłuszczu mlecznego, a np. "masło półtłuszczowe" - tylko 39-41 proc. Reszta składu masła - oprócz tłuszczu - to po prostu woda oraz ewentualnie naturalne barwniki, np. beta-karoten (żeby było bardziej pomarańczowe).

To, co piszą producenci na opakowaniach, nie zawsze pokrywa się z rzeczywistością. Jak wynika z badań Inspekcji Handlowej, masło u nas się nagminnie fałszuje. Głównie dodając do niego tłuszcz roślinny zamiast mlecznego i pompując je wodą.

Zafałszowane tłuszczem roślinnym "masło" jest zwykle bardziej miękkie po wyjęciu z lodówki, może też nieco inaczej smakować i rozpuszczać się w ustach.

Chleb Sztuka dobrego wypieku chleba polega na tym, aby do mąki "weszło" jak najwięcej wody. Im więcej jest w niej wody, tym chleb ma większą wilgotność, jest bardziej pulchny i dłużej świeży, a do tego się nie kruszy. Dzisiaj średnio do 100 kg mąki dodaje się 45-50 litrów wody.

Coraz częściej sklepy mają własne tzw. piekarnie. To jednak pic. Pieczywa tam się nie piecze, tylko odpieka mrożone, przywiezione z przemysłowych piekarni. Takie mrożone pieczywo szybko się jednak starzeje.

Pieczywo robione tradycyjnie wytrzyma kilka dni. Tu jednak wiele zależy od sposobu przechowywania. Jeśli włożymy chleb do foliowej torebki, to wytrzyma dłużej. Ale będzie flakowaty. Jak gąbka. W chlebaku chleb wytrzyma krócej, ale za to jego właściwości się nie zmienią. Jeśli go włożymy do papierowej torebki, już po dwóch dniach będzie suchy.

Z kolei chleb z konserwantami wytrzyma i trzy miesiące. Ale my w "Pieniądzach Ekstra" nie lubimy konserwantów.

Wędliny W wędlinach cudów nie ma. Kilogram dobrych parówek musi kosztować 20 zł. Szynka co najmniej 40 zł. Pasztetowa - 12-16 zł. A jeśli jest taniej? To znaczy, że trzeba uważnie przeczytać skład produktu. Od dłuższego czasu hitem są wszelkie domieszki mięsa z kurczaka (kurczak jest bardzo tani). Jest biała kiełbasa z drobiu, polędwica sopocka drobiowa, krakowska drobiowa albo kabanos drobiowy. Wieprzowinę hoduje się dłużej (tuczniki wymagają też większego reżimu żywieniowego), a to kosztuje.

Im bardziej sucha jest wędlina, tym większą mamy pewność, że została wytworzona z mięsa. W przypadku kiełbasy krakowskiej suchej czy myśliwskiej, kabanosów, suchej szynki - możliwości używania dodatków są o wiele mniejsze. A im bardziej rozdrobnione są wyroby (parówki, pasztetowa, mielonki, konserwy), tym dowolność wzbogacania dodatkami większa.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

 Zmiany w ubezpieczeniach dołączanych do kredytów

 Kredytobiorcy frankowi nie wygrają przed sądem w sprawie spreadów?

 Co organizacje pożytku publicznego robią z twoim jednym procentem podatku?

Wchodzisz do banku, a tam... chwilówka

Pełny numer karty na rachunku. Czy to niebezpieczne?




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.