Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Mamy wyjątkowo niskie stopy procentowe. Stopa lombardowa, której czterokrotność wyznacza maksymalne oprocentowanie kredytów konsumenckich, jest na poziomie 2,5 proc. To oznacza, że formalnie oprocentowanie wynosi maksimum 10 proc. Do niedawna było to 16 proc., a jeszcze dwa lata temu - 25 proc. Teoretycznie kredyty powinny być rekordowo tanie.

Ale nie są, bo bankowcy rekompensują sobie niskie stopy procentowe. W jaki sposób?

Windując prowizje

Wśród instytucji finansowych zapanowała moda na reklamy kuszące potencjalnych klientów niskim oprocentowaniem, w których zapomina się wspomnieć o prowizji za udzielenie pożyczki. A przecież zwłaszcza jeśli okres, na jaki chcemy wziąć kredyt, jest krótki, to właśnie prowizja, a nie oprocentowanie decyduje o tym, czy oferta jest korzystna.

Kiedyś prowizja za udzielenie kredytu nie mogła przekraczać 5 proc. pożyczanej kwoty. W grudniu 2011 r. ograniczenia dotyczące wysokości prowizji zostały zniesione. Powód? Według nadzoru finansowego nie pomagały kredytobiorcom, bo banki je omijały, dorzucając do kredytów drogie ubezpieczenia. Po zniesieniu limitu prowizji miało się to zmienić.

Nadzór nie przewidział, że prowizje podskoczą z 5 do nawet 30 proc., a drogie polisy kredytowe ani nie stanieją, ani nie znikną. Kredytobiorcy płacą teraz podwójnie. Trudno dziś znaleźć bank, który nie chciał skorzystać na zniesieniu limitu i nie podniósł prowizji. Z naszego porównania wynika, że prowizje nie wyższe niż 5 proc. są już tylko w ING Banku Śląskim, Deutsche Banku i Raiffeisen Banku.

Jak się to przekłada na wysokość raty? Poprosiliśmy największe banki o symulacje wysokości rat dla przykładowej pożyczki gotówkowej na 20 tys. zł na dwa lata.

Gdybyśmy się zdecydowali na Deutsche Bank, płacilibyśmy 950 zł miesięcznej raty (bank oprócz niskiej prowizji daje też korzystne oprocentowanie: 8 proc.). Prawie identyczne stawki stosuje obecnie Raiffeisen Bank.

Nieco więcej - 952 zł miesięcznej raty - oferuje Eurobank, który co prawda wywindował prowizję do blisko 12 proc., ale oprocentowanie obniżył do... 2,5 proc.

Najdroższy w naszym rankingu PKO BP kazałby sobie płacić 1015 zł miesięcznej raty. To przez ponad 8-procentową prowizję i oprocentowanie wynoszące 10 proc. bez setnej części.

A jak nie prowizje, to ubezpieczenie

Jeszcze niedawno swoje pożyczki z przeróżnymi ubezpieczeniami banki zachwalały tak: nie dość, że kredytobiorca będzie dodatkowo chroniony, to jeszcze kredyt będzie miał korzystniejsze parametry - niższe oprocentowanie lub niższą prowizję.

Teraz już prawie w żadnym banku dodatkowa polisa - czy to na życie, czy to od utraty pracy, czy NNW - nie obniża kosztów kredytu. Wręcz przeciwnie - pożyczka jest dużo droższa.

Najdroższe ubezpieczenia dorzucają do kredytów te banki, które mają relatywnie niskie prowizje.

Na dodatek polisy (zawierane jako ubezpieczenia grupowe) często są fikcją. Jeśli ktoś poniósł szkodę i chce skorzystać z polisy, a ubezpieczyciel mu odmówi wypłaty odszkodowania, to nie może odwołać się od decyzji ubezpieczyciela i pójść do sądu. Dlaczego? Bo nie jest stroną umowy - umowę w imieniu klienta zawiera z ubezpieczycielem bank i tylko on ma prawo ją zaskarżyć, ale rzadko się na to decyduje.

Od kwietnia dla nowych polis się to zmieni (będą zawierane jako ubezpieczenia indywidualne). Jednak kiedy bankowe polisy przestaną być fikcją, mogą.... podrożeć.

Banki nie informują o kosztach

Coraz trudniej też wyczytać z ofert reklamowych, jakie są prawdziwe koszty kredytu. Na przykład na stronie Alior Banku potencjalny klient może sprawdzić, jaką płaciłby ratę. Z symulacji wynika, że gdybyśmy pożyczyli 20 tys. zł na dwa lata, nasza miesięczna rata wynosiłaby 975 zł. Ale to tylko przykład. Prawdziwe parametry kredytu klient pozna, dopiero kiedy złoży wniosek o kredyt i da się sprawdzić w Biurze Informacji Kredytowej.

To dlatego, że bank twierdzi, iż ustala prowizję indywidualnie. Z badania tajemniczego klienta jednej z firm doradczych wynika, że ta opłata może wynosić maksymalnie aż... 30 proc. pożyczanej kwoty. A gdyby klient rzeczywiście musiał zapłacić 30 proc. prowizji, to rata kredytu na 20 tys. zł na dwa lata skoczyłaby do 1140 zł miesięcznie.

Podobnie jest w Credit Agricole. Z informacji, które uzyskaliśmy od konsultantów infolinii, wynika, że rata takiego kredytu z podstawowym ubezpieczeniem wynosiłaby ok. 1033 zł miesięcznie. Z rozszerzonym pakietem ubezpieczeniowym byłoby to 1113 zł. Ale to i tak tylko orientacyjne dane, bo bank może ustalić oprocentowanie na maksymalnym poziomie 25 proc., a wtedy rata takiego kredytu wyniosłaby ok. 1245 zł. Czyli gdyby klient pożyczył 20 tys. zł na dwa lata, musiałby oddać ok. 29 tys. zł. Credit Agricole nie udziela kredytów gotówkowych bez ubezpieczenia, chyba że potencjalny klient znajdzie współkredytobiorcę i dodatkowo jeszcze poręczyciela.

Jeśli nie wiemy, który kredyt jest tańszy, to trzeba pytać o jego RRSO, czyli rzeczywistą roczną stopę oprocentowania. Uwzględnia ona nie tylko wysokość odsetek, lecz także wszystkie dodatkowe opłaty - prowizję za udzielenie pożyczki i ubezpieczenia. Banki muszą ją podać.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

 Samochody używane i nowe. Jak kupić, by nie stracić

 Jak nauczyć dziecko bezpiecznego korzystania z sieci?

 Klient banku dostanie 383 tys. odszkodowania?

Która cena w sklepie się liczy?

Zamiana mieszkania z kredytem na inne. To nie musi się opłacać

Wiadomość do banku wyślesz tylko na papierze

Pokaż PIT, a dostaniesz pożyczkę

Jak odzyskać kontrolę nad swoimi danymi osobowymi?




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.