Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Superdomek

Pan Zbigniew ma dwie córki. A jak ma się dwie córki, no cóż, czasami trzeba kupić domek dla lalek. Sprzedawca w sklepie internetowym zachęcał: "Nasz domek to najlepszy domek. U nas masz pewność, że kupujesz superdomek".

Ponieważ pan Zbigniew był zmęczony po pracy, nie za bardzo chciało mu się sprawdzać komentarze na temat sklepu. Zakładał, że dziś już nie wysyła się klientom cegły zamiast zamówionego i opłaconego telefonu komórkowego. Po prostu kliknął: "Kup to" i żył złudzeniem, że wszystko będzie dobrze.

Razem z kosztami przesyłki całość kosztowała go 150 zł. Przesyłka przyszła. Pan Zbigniew odłożył ją na bok. Miał to być prezent niespodzianka dla dzieci. Gdy nadeszła stosowna pora zgromadzona rodzina rozerwała karton i wszyscy zobaczyli "coś". "Coś" było porwanym kartonem poklejonym taśmami. Części domku ewidentnie nosiły znaki, że ktoś ich już używał. Na dodatek były jakby spleśniałe. Na białych, papierowych elementach były szare plamy. Paragon? Brak.

- Zgodnie z prawem przy handlu na odległość mam prawo na odesłanie towaru, nawet jeśli technicznie wszystko z nim jest OK, ale po prostu nie spełnia moich oczekiwań - opowiada czytelnik.

Co na to sklep? Pani Lucyna (jak się okaże, jednostka o niecodziennym poczuciu humoru) odpisała panu Zbigniewowi tak jak poniżej. Pisownia oryginalna.

"Każdy domek jest nowy fabrycznie. Żaden nie jest zapleśniały być może coś stało się podczas transportu. Może było transportowane w wilgoci. Dlatego poproszę o protokół szkody spisany przy odbiorze. Oczywiście ma Pan prawo do zwrotu - jednak zgodnie z prawek odpowiada Pan za zmianę stanu produktu która zostanie stwierdzona po odesłaniu przedmiotu".

Pan Zbigniew z trudem powstrzymał emocje i odpisał tak: "Zaczynam się poważnie niepokoić, że próbują uciec Państwo od odpowiedzialności za towar, który miał być nowy. Trafił do mnie w poszarpanym pudełku (i mowa tu o pudełku wewnętrznym, nie o opakowaniu paczki) i w sposób skrajny nie odpowiadał opisowi w aukcji. Jeżeli do środy nie dostanę zwrotu pieniędzy, wystawiam negatywny komentarz, informuję Allegro i kieruję sprawę do prokuratury".

Pani Lucyna? "Ma Pan prawo kierować sprawę gdzie tylko Pan chce, zgodnie z ustawą Pan odpowiada za zmianę stanu produktu".

Wymiana ciosów trwa

Pan Zbigniew wpakował towar do środka i odesłał do nadawcy. Sklep przez kilka dni go nie odbierał. W międzyczasie trwała dalsza mailowa wymiana ciosów.

Pan Zbigniew pisze, że w opakowaniu nie było paragonu. Pani Lucyna: "Witam serdecznie, dziękuję za wiadomość. Paragon jest zawsze w paczce. Proszę dokładnie szukać".

Paczka utknęła na poczcie, bo sklep jej nie odbierał.

Pan Zbigniew: ?Straciłem już mnóstwo czasu na kontakt z waszym sklepem i łącznie 170 zł. Towar rażąco odbiegał od opisu na aukcji, więc go wam odesłałem. Nie interesuje mnie odpowiedź w stylu ? proszę czekać ?. Chcę wiedzieć, kiedy otrzymam zwrot pieniędzy?.

A dalej pan Zbigniew ostrzegał, że złoży zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

Sklep: Tym razem odpowiedział konsultant pan Marcin: "Oczywiście może Pan podejmować działania nawet już dziś, jednak korzystając z mojego doświadczenia informuję że straci Pan jeszcze więcej czasu. Najpierw zachęcam do zapoznania się z obowiązującym ustawodawstwem, na tym sprawę uważam za zakończoną. Zgodnie z art 496 kc. korzystamy z prawa zatrzymania do chwili dostarczenia paczki".

Tutaj wyjaśnienie: sklep, zgodnie powołanym artykułem, nie musi zwracać pieniędzy, jeśli paczka jeszcze do niego nie doszła (to jest właśnie to "prawo zatrzymania"). A nie doszła, bo sklep nie odbierał jej z poczty. Ale to już inna sprawa.

Serwis to nie straż pożarna

Pan Zbigniew po dwóch tygodniach chciał się dowiedzieć, co z jego reklamacją.

Pani Lucyna: "Witam serdecznie, dziękuję za wiadomość. Dział sprzedaży nie zajmuje się reklamacjami, proszę o kontakt z działem serwisu. Dział serwisu to nie straż pożarna, średni czas odpowiedzi do 4 dni".

Dział serwisu, który odezwał się kilka dni później, wyznał, że niestety "nie zna tematu". Być może paczka nie zawierała żadnych dokumentów lub adres nadawcy nie jest czytelny? I poprosił o przesłanie: nazwy firmy transportowej, numeru paczki, daty nadania, danych nadawcy oraz informacji, co zawierała i jakie dokumenty znajdowały się w środku.

Tutaj panu Zbigniewowi już puściły nerwy.

"Chyba stroi sobie pan ze mnie żarty - od dwóch tygodni macie tę paczkę u siebie. Przyszła Pocztą Polską - nr (i tu numer paczki). Rozumiem, że już oficjalnie przyznali Państwo, że przywłaszczyli sobie moje 150 zł - tak?".

Konsultant: "Jakie to ma znaczenie czy mamy paczkę czy nie, jeśli dane na paczce są nieczytelne, to tak jakby jej nie było, brak jest jakichkolwiek dokumentów! Proszę zobaczyć jak wygląda kopia nadania. Widzę, że ma Pan zszarpane nerwy. Swojej frustracji nie musi Pan przelewać na nas, proszę udać się do lekarza - na pewno pomoże".

Jak zakończyła się sprawa?

Czytelnik napisał ze skargą do Allegro. "Od sprzedającego otrzymaliśmy informację, że reklamacja została odrzucona. Bezpieczeństwo transakcji i satysfakcja użytkowników są dla nas priorytetem. Niestety, ale zdarzają się sytuacje jak ta, gdy nie możemy się opowiadać jednoznacznie po jednej ze stron. Serwis Allegro nie posiada bowiem kompetencji sądu" - odpisano mu.

Pan Zbigniew poczytał sobie w końcu komentarze na profilu sprzedawcy.

Sklep na 14324 transakcje ma 302 oceny negatywne.

Przykład? Niezadowolony klient: "Domek szedł kurierem 12 dni, lalka warta jest ok. 10 zł".

Sklep: "Domek nie idzie, lecz jedzie. Oczywiście to nasza wina że gdzieś w kraju jedna paczka utknęła - to jest najprostsze wyjście dla tych nie myślących - obwinić sprzedawcę najlepiej za wojnę na Ukrainie również".

Sprzedawca bezkarny

Oczywiście można się zastanawiać, czy ponad 300 negatywnych komentarzy to dużo czy mało. Naszym zdaniem dużo. Zwłaszcza że na Allegro są sprzedawcy, którzy na 751 tys. transakcji mają zaledwie 13 negatywnych komentarzy. Wszystkie przy tym zostały unieważnione, czyli sprzedawca dogadał się z kupującym. Jak widać można, jeśli ktoś chce.

Szczególnie bolesna w tym przypadku jest bezkarność sprzedawcy. W sytuacji, gdy Allegro umywa ręce - kupujący ze swoim bublem zostaje sam.

Pan Zbigniew jeszcze raz odesłał zabawkę. Oczywiście, to był też jego błąd.

Wnioski? Zanim kupicie coś przez internet, nie odpuszczajcie zrobienia "wywiadu środowiskowego", bo takie zaniedbanie może drogo kosztować. Wczoraj sklep poprosił pana Zbigniewa o numer rachunku bankowego, aby mu jednak oddać pieniądze. Czy tak się stanie? Zobaczymy. "Pieniądze Ekstra" będą dalej monitorować sprawę.




Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

 Oszustwa w sieci. Poznaj najczęstsze triki.

 Chcesz zamienić mieszkanie kupione za kredyt we frankach? Przygotuj kilka tysięcy złotych

 Co dla klientów zmieni likwidacja Bankowego Tytułu Egzekucyjnego?

Doradcy finansowi wyginą. Czas na profesjonalnych negocjatorów

Ktoś zarejestrował firmę na ich adres. Prawo chroni ich tylko teoretycznie




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.