Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Przykładem wzorcowego realizowania takiej właśnie strategii jest ostatnia reklama kredytu konsolidacyjnego w Getin Banku. Pojawia się w niej znana już para, która na przykładzie kartonów symbolizujących kredyty pokazuje, jak można z większych rat kilku kredytów zrobić jedną, mniejszą. Na koniec pojawia się obietnica, że kto przyjdzie do oddziału Getin Banku, ma gwarantowany spadek raty o 5 proc. Czyż to nie słodkie? Mogliby obiecać spadek raty o połowę albo o jedną trzecią. Ale nie, obiecują nędzne 5 proc., czyli spadek o wartość zauważalną, ale wyglądającą na coś uczciwego.

Dobrze zrobiona, uczciwa konsolidacja kredytów powinna przynieść znacznie większe korzyści niż owe 5 proc. spadku raty, bo polega na zamianie droższego długu na tańszy. Pięć droższych kredytów zamienia się na jeden tańszy (bo większy) i rata spada. Sęk w tym, że dziś bankowcy uprawiają niby-konsolidację polegającą na zamianie drogiego kredytu na tak samo drogi kredyt, rozłożony jedynie na dłuższy okres spłaty. Jest też opcja de luxe, czyli zamiana drogiego kredytu na jeszcze droższy i z bardzo dużym rozciągnięciem okresu spłaty.

Nie przymierzałem się do skorzystania z Getinowej promocji, choćby tylko w celu jej przetestowania, więc nie odpowiem na pytanie, która z wyżej wymienionych opcji tutaj jest "grana", ale raczej nie jest to opcja pierwsza - jedyna korzystna dla klienta. Bank bez ogródek podaje, że pobiera prowizję (w przykładzie reprezentatywnym wynosi ona ponad 10 proc.!), zaś pomniejszenie o 5 proc. comiesięcznych rat - cytuję za regulaminem - "może się wiązać z wydłużeniem okresu kredytowania" oraz z wypłaceniem dodatkowej gotówki do ręki, maksymalnie 2 tys. zł.

Nowy kredy niekoniecznie "tańszy"

Obietnica Getin Banku wygląda więc następująco: skonsolidujemy, drogi kliencie, twoje dotychczasowe zadłużenie i nawet minimalnie zmniejszymy twoje raty, ale wcale nie oznacza to, że zamiast drogiego kredytu będziesz miał tańszy. I wcale nie oznacza to, że twoje zadłużenie w magiczny sposób spadnie. Przeciwnie: zwiększymy twój dług, żebyś miał trochę gotówki na drobne wydatki, a następnie rozłożymy je na dłuższy okres spłaty. Dzięki temu od tego powiększonego zadłużenia zapłacisz jeszcze więcej odsetek, ale się tym nie przejmuj, bo nie zapłacisz ich od razu.

Uważam, że taka konsolidacja to pułapka. Dlaczego? Bo oprocentowanie długu nie spada (bo zmienić się nie może, skoro maksymalna stawka nakładana przez ustawę antylichwiarską to 10 proc. w skali roku), dokładana jest do niego kolejna prowizja i ewentualnie ubezpieczenie, a to wszystko rozkładane jest na dłuższe raty.

Mam do Was prośbę: korzystajcie tylko z takich ofert konsolidowania kredytów, w których przy porównywalnym okresie kredytowania następuje spadek oprocentowania długu, zaś zaoszczędzona dzięki niemu kwota (w całym okresie kredytowania) jest wyższa od prowizji i ewentualnych dodatkowych kosztów, które chce naliczyć bank konsolidujący.

Dopiero mając na oku taką konsolidację, rozważajcie ewentualność rozpisania spłat na dłuższe raty, by domowy budżet to wszystko "uciągnął".

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Polecamy cykl wideo "Samcik prześwietla". Poznaj gospodarcze ciekawostki, fakty, mity i pułapki. Dowiedz się, jak zarabiać, inwestować i mądrze wydawać pieniądze.





Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

Abonament medyczny dla dzieci. Za co płacimy?

Jak kupić auto? Na kredyt czy w balonie?

Jak naciągają i oszukują seniorów

Trudne wypowiedzenie umowy z NC+




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.