Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Trzeba zacząć od tego, że bankowy tytuł egzekucyjny (BTE) to specjalny dokument, którym mogą się posługiwać jedynie banki. Każdemu, kto przychodzi po kredyt, banki podsuwają do podpisu "oświadczenie o poddaniu się egzekucji". Nie podpiszesz oświadczenia, nie dostaniesz kredytu - od tej zasady nie ma wyjątków.

- Dzięki temu banki ustawiają się w uprzywilejowanej sytuacji - mówi Jarosław Świeczkowski, komornik, doktor nauk prawnych. - Uprzywilejowanie polega na tym, że na podstawie oświadczenia mogą wystawić tytuł egzekucyjny i rozpocząć windykację należności. Banki są sędziami we własnej sprawie. Same decydują, czy dług istnieje i jakiej jest wysokości. Klient nie ma nic do gadania.

W kwietniu tego roku Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepisy dopuszczające bankowy tytuł egzekucyjny są niekonstytucyjne. Dzięki nim banki są sędziami we własnej sprawie. Żadna inna instytucja finansowa nie ma takiego przywileju. Skoro inni wierzyciele muszą iść do sądu, by odzyskać dług, to dlaczego nie banki?

Jednocześnie Trybunał odroczył wejście wyroku w życie do 1 sierpnia 2016 r., by nie powodować "chaosu w bankowości".

Bankowcy przestrzegają, by klienci nie cieszyli się przedwcześnie. Ich zdaniem paradoksalnie wyrok TK jest niekorzystny dla kredytobiorców, bo podnosi koszty pożyczki. Aby dostać kredyt, będą musieli się udać do notariusza i zapłacić od kilkuset do kilku tysięcy złotych taksy za nadanie aktowi klauzuli wykonalności. Banki będą też żądać podpisania weksli oraz innych dokumentów, które ułatwią im ściągnięcie wierzytelności.

Co zrobią banki, gdy stracą ekspresowe narzędzie odzyskiwania długów? Prawdopodobnie zaczną sprzedawać przeterminowane należności firmom windykacyjnym.

Jak działa BTE?

Teraz wystarczy, by bank udał się do sądu po pieczątkę zwaną klauzulą wykonalności. Sąd przybija ją bez zbędnej zwłoki, zbadawszy wniosek jedynie pod względem formalnym (np. czy został podpisany przez upoważnioną przez bank osobę). Czy wpisana w BTE kwota długu nie jest za wysoka? Czy dokument nie został wystawiony przedwcześnie? To już sądu nie interesuje.

Klauzulę wykonalności sąd nadaje w ciągu trzech dni na posiedzeniu niejawnym bez wzywania czy choćby informowania dłużnika o sprawie. O toczącym się postępowaniu dłużnik dowiaduje się od komornika, gdy ten przyjdzie zajmować mu majątek. Jeśli bank się pomylił, to klient musi mu udowodnić pomyłkę. Cały ciężar dowodu został przerzucony na dłużnika. Może on złożyć tzw. powództwo przeciwegzekucyjne, ale dla wielu nieszczęśników to niewykonalne. Dlaczego?

Sytuacja finansowa dłużnika jest zła, a tu trzeba uiścić wpis sądowy w wysokości 5 proc. wartości przedmiotu sporu. (Bank płaci tylko 50 zł od wniosku o klauzulę). Trzeba też wynająć prawnika, bo napisanie powództwa wymaga fachowej wiedzy.

Skąd ktoś, kto ma zajęte konta i majątek, ma wziąć pieniądze, by opłacić pozew? Teoretycznie może się starać o zwolnienie od kosztów sądowych, ale przysługuje ono w wyjątkowych sytuacjach.

- To przypomina sytuację, gdy człowiek musi udowadniać, że nie jest wielbłądem - podsumowuje dr Jarosław Świeczkowski.

Kiedy sąd oddali wniosek o nadanie klauzuli wykonalności?

Sytuacje, gdy sąd odmawia nadania bankowemu tytułowi egzekucyjnemu klauzuli wykonalności, należą do rzadkości, ale się zdarzają.

W marcu 2014 r. Sąd Rejonowy Szczecin-Centrum oddalił wniosek banku o nadanie klauzuli wykonalności bankowemu tytułowi egzekucyjnemu, ponieważ nie spełniał on wymogów formalnych. Bank nie wykazał bowiem, że doszło do rozwiązania umowy kredytowej ani tym bardziej, że od tego momentu nie minęło 18 miesięcy (dłużnik podpisał oświadczenie o poddaniu się egzekucji i upoważnił bank, by w przypadku zaprzestania spłat długu wystąpił z wnioskiem do sądu o klauzulę wykonalności przed upływem 18 miesięcy od daty rozwiązania umowy).

Zanim sąd odrzucił wniosek banku, przypomniał, że bankowy tytuł egzekucyjny jest tak daleko idącym ułatwieniem dochodzenia roszczeń, że stanowi potencjalne zagrożenie dla interesów dłużnika. Od instytucji bankowych należy więc się domagać szczególnej staranności.

Bank nie zgodził się z orzeczeniem sądu rejonowego i złożył apelację. Sąd okręgowy jednak zdania nie zmienił i oddalił zażalenie.

Ten sam Sąd Rejonowy Szczecin--Centrum w lutym 2014 r. oddalił wniosek banku o nadanie klauzuli wykonalności tytułowi egzekucyjnemu przeciwko dłużnikowi, który nie spłacił zadłużenia z karty kredytowej. Dłużnik podpisał oświadczenie, że bank ma prawo nie później niż 12 miesięcy od daty niespłacenia zobowiązania wystąpić do sądu o nadanie BTE klauzuli wykonalności. Chodzi o to, że zdaniem sądu bank spóźnił się z wnioskiem dwa miesiące, a wystawiony przez niego tytuł egzekucyjny nie spełniał wymogów prawa bankowego.

Bank odwołał się do sądu okręgowego. Jednak i tym razem sąd odmówił, uzasadniając, że postępowanie o nadanie BTE klauzuli wykonalności ma charakter uproszczony i formalny, a sąd nie bada kwestii merytorycznych. Skoro bank nie wykazał, że dotrzymał 12-miesięcznego terminu, nie może żądać nadania klauzuli wykonalności.

Tak jest obecnie. Ale przypomnijmy, że w sierpniu 2016 roku bankowy tytuł egzekucyjny zniknie.

Co może windykator, a czego mu nie wolno?

Windykatorzy to nie mafiosi, muszą działać w granicach prawa. Nie wolno im nas nachodzić w domu, miejscu pracy, straszyć, grozić ani obrażać. Nie wolno im zajmować jakiegokolwiek mienia, choćby to był rower oparty o płot, ani rozpowiadać, że jesteśmy dłużnikiem, w nadziei, że ze wstydu przed sąsiadami spłacimy zadłużenie. Nie musimy ujawniać windykatorowi, jaki jest nasz majątek ani w którym banku mamy rachunek. Na takie działania musi być wyrok sądu.

Pisma wzywające nas do zapłaty kosztów sądowych i egzekucyjnych są bezprawne, bo nie sposób określić tych opłat na etapie przedsądowej windykacji długu. O wysokości kosztów sądowych decyduje sąd, a o kosztach egzekucyjnych - komornik. Gdy dojdzie do procesu, sąd może całkowicie lub choćby częściowo zwolnić dłużnika z kosztów, a w optymistycznym wariancie zapłaci je wierzyciel, kiedy dłużnik z nim wygra.

Między bajki można też włożyć groźby zawiadomienia policji lub prokuratury o podejrzeniu popełnienia przez nas przestępstwa niespłacania długów. Spory między dłużnikiem a wierzycielem (lub w jego zastępstwie z firmą windykacyjną) mają charakter cywilnoprawny i podlegają prawu oraz sądom cywilnym, nie karnym. Sugerowanie, że jesteśmy przestępcą i grozi nam odpowiedzialność karna, jest niedopuszczalne.

Nadużyciem jest też wysyłanie "informacji o wszczęciu procedury egzekucyjnej" razem z projektem (niepodpisanym) pozwu do sądu. Takie pismo nie ma mocy prawnej. To zwykłe straszenie. Dopiero wtedy, gdy firma windykacyjna naprawdę złoży pozew do sądu i rozpocznie procedurę egzekucyjną, dostaniemy listem poleconym powiadomienie z sądu lub od komornika.

Gdy dostaniemy od firmy windykacyjnej pismo, np. takiej treści: "Wzywamy do podania numeru rachunku bankowego, co przyspieszy egzekucję i pozwoli zakończyć sprawę", a nie będzie tam dołączonego prawomocnego wyroku sądu i informacji o wszczętym przez komornika postępowaniu egzekucyjnym - nie musimy na nie reagować. Firmie wolno takie pisma rozsyłać, ale nie wolno jej stwarzać pozorów, że jesteśmy do czegoś zobowiązani. Jedynym prawnie dopuszczalnym sposobem, aby firma dowiedziała się, jaki posiadamy majątek, jest wystąpienie z pozwem do sądu.

To tyle o tym, czego windykatorowi nie wolno robić. Ale póki nie zaczniemy spłacać długu, będziemy go mieć na karku.

Co zrobić, gdy dostaniemy wezwanie do zapłaty?

Ustalić, czy firma, która je przysłała, rzeczywiście reprezentuje wierzyciela albo odkupiła od niego nasz dług. W tym celu powinniśmy zażądać kopii umowy między wierzycielem a windykatorem.

Następnie zastanówmy się, czy dług, którego spłaty domaga się windykator, nie jest roszczeniem przedawnionym. Bieg przedawnienia rozpoczyna się w dniu, w którym roszczenie stało się wymagalne, czyli od terminu zapłaty raty kredytu lub wezwania do zapłaty przez wierzyciela. Termin przedawnienia wynosi 10 lat, a dla roszczeń szczególnych (np. alimentacyjnych) oraz związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej - 3 lata.

Jeśli nasz dług się przedawnił (albo go szczęśliwie spłaciliśmy), a mimo to dostajemy kolejne wezwania od windykatora, możemy je zlekceważyć. Co innego pismo z sądu - powinniśmy na nie odpowiedzieć, przedstawiając dowody spłaty długu lub zgłaszając zarzut przedawnienia. Przed sądem obowiązują terminy i lepiej ich nie przekraczać.

Co może komornik i ile może nam zabrać?

Komornikowi wolno znacznie więcej niż windykatorowi. Może zajmować konta bankowe dłużnika, jego ruchomości i nieruchomości.

W pierwszej kolejności komornik będzie chciał zająć wynagrodzenie za pracę. O tym mówi art. 87 paragraf 3 kodeksu pracy: + w razie egzekucji świadczeń alimentacyjnych - do wysokości trzech piątych wynagrodzenia, + w razie egzekucji innych należności lub potrącania zaliczek pieniężnych - do wysokości połowy wynagrodzenia.

Uwaga! Wolna od potrąceń jest kwota wynagrodzenia za pracę w wysokości minimalnej płacy na rękę (obecnie ok. 1285 zł).

Jest też drugie zwolnienie. Przewiduje ono, że zajęciu nie podlega kwota odpowiadająca trzykrotności średniego wynagrodzenia w gospodarce krajowej (obecnie ok. 12 tys. zł), zgromadzona na rachunku bankowym.

Jeżeli jednak dłużnik kwotę wolną wykorzysta, to wszystko, co wpłynie na jego konto ponad ten limit, może być zajęte przez komornika.

Jeśli dłużnik jest emerytem lub rencistą, komornik może zająć do 25 proc. jego świadczenia brutto. Egzekucji nie podlega połowa najniższej emerytury (ok. 440 zł).

Jeśli komornik zobaczy, że dłużnik nie ma z czego spłacać długów, umorzy postępowanie. To nie oznacza jednak końca kłopotów. Postępowanie może zostać wszczęte na nowo, jeśli sytuacja majątkowa dłużnika się polepszy (znajdzie pracę, dostanie spadek itp.).

Dłużnik jest obciążany dodatkowo kosztami postępowania egzekucyjnego, czyli wynagrodzeniem komornika. To 15 proc. wartości dochodzonego świadczenia, a w przypadku egzekucji z rachunku bankowego lub wynagrodzenia za pracę - 8 proc.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz






Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

 Jak bankructwo Grecji wpłynie na portfele Polaków?

Nie miała długu, sąd zakończył postępowanie. Kancelaria windykacyjna nęka ją do dziś

Najczęstsze problemy ze sprzętem elektronicznym... Oczami serwisanta

Prześwietlamy oferty: Wonga daje zniżki za wiedzę?




Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.