Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Czasem człowiekowi powinie się noga i wpadnie w finansowe tarapaty. Nie starcza pieniędzy na raty kredytów, banki zaczynają się niepokoić, a w końcu na horyzoncie zaczyna majaczyć komornik. Co robić? Oczywiście najlepiej zawczasu - jeszcze zanim sytuacja stanie się podbramkowa - samemu udać się do banków z propozycją restrukturyzacji zadłużenia. A pisząc po ludzku: z nowym planem spłat, dostosowanym do nowej sytuacji, gdy dochody są mniejsze. Tak właśnie zrobił pan Piotr, który pomaga w wyjściu z długów swojej mamie. W 2009 r. zaciągnęła w banku Santander Consumer kredyt na zakup mieszkania w Krakowie. Kredyt był niemały, ponad 290 tys. zł. Ponieważ okres kredytowania został ustalony na zaledwie 7 lat, mama czytelnika miała dość wysoką ratę - 3300 zł. Niestety, w czwartym roku spłaty sytuacja finansowa kredytobiorczyni diametralnie się pogorszyła i zaczęły się problemy z regulowaniem rat. Dziś sytuacja jest taka, że od roku kredyt w ogóle nie jest spłacany. Mama czytelnika jest winna bankowi jeszcze 92 tys. zł.

Pan Piotr już jakiś czas temu wszczął akcję ratunkową. Chciał uzgodnić z bankiem plan restrukturyzacji. Sęk w tym, że druga strona nie kwapiła się do rozmów. Pracownicy banku odsyłali do firm windykacyjnych. Pan Piotr proponował zmniejszenie rat kredytu z 3300 zł do 2000 zł i wydłużenie okresu spłaty. W banku niestety czytelnik nie znalazł zrozumienia. Dowiedział się, że ma spłacić od razu większą kwotę. I dopiero wtedy reszta kredytu zostanie rozłożona na raty zgodnie z jego prośbą. Bankowcy zapowiedzieli, że to jedyna oferta i lepszej na pewno już nie będzie.

"Gdybyśmy mieli pieniądze, stać by nas było, żeby spłacać terminowo raty. Bardzo proszę o poradę gdzie szukać pomocy" - napisał pan Piotr. A ja napisałem do banku prośbę o odpowiedź na pytanie, co da się jeszcze zrobić w tej sytuacji. Klientka straciła jedno ze źródeł dochodów, a z drugiej strony nie uchyla się od chęci spłacenia długu, prosi jedynie o zmniejszenie rat i wydłużenie okresu kredytowania. W banku obiecali, że przyjrzą się sprawie i już po kilkunastu dniach otrzymałem kolejny list od pana Piotra.

"Trudno mi opisać radość, iż zainteresowały Pana moje kłopoty. Trzy dni temu bank przysłał pismo, iż zgadza się na obniżkę rat . To zaskakujące, gdyż tydzień wcześniej dostaliśmy kolejną decyzję odmowną na naszą prośbę". Cieszę się, że udało się przeskoczyć przez przeszkodę i bardzo dziękuję bankowi. O podobną dozę zrozumienia proszę inne banki - wasi klienci chcą oddać pieniądze, które pożyczyli, czasem wystarczy okazać im odrobinę życzliwości.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz






Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

 Polski kierowca za granicą. Za co dostajemy mandaty?

SMS-y premium rate, czyli bardzo drogie wiadomości

Obnażamy triki sprzedawców telefonów

Emerytka bez niby-długu. Windykacja zostanie wstrzymana

Polski bitcoin z Carrefoura?

Prezydencki sposób na franka. Kredyty przewalutowane po kursie z dnia udzielenia?




Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.