Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Są wakacje. I gdy część Polaków korzysta z uroków nadmorskich kurortów, spokoju gospodarstw agroturystycznych czy górskiego mikroklimatu, inni zakasują rękawy i pracują.

Resort pracy kilka dni temu zebrał dane z urzędów pracy i obliczył, że w czerwcu zajęcia nie miało 10,4 proc. Polaków. To dokładnie 1,62 mln osób. Dużo? Na polskie warunki wcale nie, bo tak dobrze nie było od siedmiu lat. Na potwierdzenie rachub ministerstwa przez Główny Urząd Statystyczny musimy jeszcze trochę poczekać. Ale wszystko wskazuje na to, że przed końcem wakacji stopa bezrobocia będzie jednocyfrowa. W województwach pomorskim, wielkopolskim, małopolskim, mazowieckim, śląskim i dolnośląskim już taka jest.

Co roku czynnik sezonowy zmienia statystyki pokazujące skalę zjawiska, ale teraz zrobił to wyjątkowo wyraźnie. Tylko w porównaniu z majem grupa bezrobotnych skurczyła się o 78 tys. osób. Głównie dlatego, że w okresie letnim o pracę łatwiej niż kiedykolwiek. - Ciągle dostajemy oferty pracy w nadmorskich miejscowościach - potwierdza Katarzyna Kucmida, specjalistka ds. rekrutacji w Agencji Pracy Tymczasowej i Doradztwa Personalnego "Jobhouse" w Gdańsku. - Ze względu na charakter pracy tymczasowej oferty są skierowane głównie do uczniów, absolwentów oraz studentów. W związku z atrakcyjnymi stawkami godzinowymi oraz możliwością pogodzenia pracy z wypoczynkiem nad morzem cieszą się dużym zainteresowaniem młodych ludzi.

Najbardziej poszukiwani są m.in. barmani, kelnerzy, sprzedawcy na rozmaitych kramach i straganach, roznosiciele ulotek czy osoby do obsługi różnych zabawek, z których korzystają turyści i ich pociechy - ot choćby dmuchanych zjeżdżalni czy plastikowych ciuchci i helikopterów, w których najmłodsi turyści chcą odbyć symboliczną podróż.

Słowem, kto chce, popracuje. Dobrze wie o tym Karolina, 27-latka, która studiuje w Gdyni oceanografię. Spotykam ją w tawernie w porcie w mazurskich Piaskach, gdzie pracuje już trzeci rok. - Bar należy do mamy mojej koleżanki ze studiów, przyjechałam tu kiedyś na wakacje, stanęłam na chwilę za ladą i to polubiłam - opowiada. Przez trzy wakacyjne miesiące zarobi około 6 tys. zł na rękę. Jak sama przyznaje - nieźle, wystarczy na utrzymanie do końca roku na Wybrzeżu. W styczniu rozejrzy się za dorywczym zajęciem w Gdyni, a w lecie znów wróci do Piasków obsługiwać żeglarzy zawijających tu z pięknego jeziora Bełdany.

Mniej niż nasza rozmówczyni - 1,7 tys. zł - zarobi recepcjonistka w należącym niegdyś do Telekomunikacji Polskiej domu wypoczynkowym położonym obok portu w Piaskach. Dziś to zupełnie nowy hotel, którego nie powstydziliby się nasi zachodni sąsiedzi.

1,4 tys. zł na rękę dostanie pani Halina, która ten hotel sprząta. Na temat napiwków ma niewiele do powiedzenia, bo pensjonat po gruntownej odbudowie działa dopiero pierwszy sezon, a goście przyjechali tak naprawdę dopiero w lipcu, gdy nad Mazury nadciągnęła fala upałów.

Gorzej niż barmanka Karolina zarabia też pracownica tawerny w Węgorzewie - porcie nad Mamrami, znacznie mniej popularnym niż Piaski. Może liczyć na około 1,5 tys. zł. Pani sprzątająca tamtejszą tawernę, toalety i prysznice, z których korzystają żeglarze, zarobi nie więcej niż 1 tys. zł.

Wybrzeże daje zarobić

Ale to nie Mazury są wakacyjnym centrum Polski, ten tytuł od lat niezmiennie należy do Wybrzeża. Rokrocznie dziesiątki tysięcy turystów zalegają na plażach od Piasków i Krynicy Morskiej po Świnoujście. A z turystów da się całkiem nieźle wyżyć. Na przykład barman w Międzyzdrojach czy Świnoujściu zarobi 2 tys. zł na rękę. Ci, z którymi rozmawialiśmy, przyznają, że w dobrych lokalach drugą pensję można "wyciągnąć" z napiwków. Kucharze w tych miastach mogą liczyć nawet na 4 tys. zł, a w hotelach - na około 2,5 tys zł.

Godzinowe stawki mają pracownicy różnych fast foodów - food trucków, czyli budek z zapiekankami i burgerami. Ich wynagrodzenie waha się od 8 do 15 zł za godzinę. 14 zł za godzinę zarobi kucharz w pensjonacie w Świnoujściu, ale nie płaci za mieszkanie i jedzenie.

Jak radzą sobie kelnerzy w tych popularnych latem mieścinach? W Międzyzdrojach i Kołobrzegu zarobki zaczynają się od 1,4 tys. zł, ale kelner w hotelowej restauracji może zarobić nawet 2,5 tys. zł. W często odwiedzanych przez turystów miejscach napiwki mogą sięgać nawet 200-300 zł dziennie. W świnoujskich lokalach kelnerzy i kelnerki zarabiają od 8 do 13 zł za godzinę. Wyższa stawka jest w kawiarniach i restauracjach, w których napiwki trafiają do "puszki", wspólnej kasy, i są później dzielone między wszystkich pracowników. Kelner z kilkuletnim doświadczeniem zarobi w Mielnie 12 zł za godzinę.

Na stawki nie powinni narzekać też sprzedawcy. Od stoisk z kawą, przez fast foody, po kramiki z pamiątkami, sprzedawców lodów, gofrów i tych na plażach - stawki zaczynają się od 5 zł za godzinę i sięgają nawet 20 zł. W Międzyzdrojach w lodziarni można "wyciągnąć" 10 zł netto, w kiosku z watą cukrową - 5 zł, w sklepie z ubraniami i pamiątkami - 17 zł. Wszystko na rękę. Sprzedawczyni w sklepie spożywczym może dostać 2 tys. zł netto i umowę o pracę.

W lodziarniach na świnoujskiej promenadzie standardowa stawka to 10 zł za godzinę. Ale przy produkcji i sprzedaży gofrów płacą nawet 15-20 zł za godzinę. Dlaczego? Ponieważ znacznie trudniej obsługiwać gofrownicę niż maszynę do lodów.

Sprzedawca kukurydzy (lub innych przekąsek) na plaży musi się zadowolić stawką godzinową 3-4 zł. Ale jest "na procencie". To znaczy otrzymuje 50 groszy od każdej sprzedanej porcji. W słoneczny weekend może więc zarobić nawet 200 zł dziennie. Na niezłe pensje nad morzem mogą liczyć muzycy prezentujący swój talent na ulicy.

W Międzyzdrojach podczas Festiwalu Gwiazd taki artysta zbierze "do kapelusza" nawet 500 zł. Ale są dni - zazwyczaj chłodne i deszczowe - w których zarobek jest dziesięciokrotnie niższy.

Recepcjoniści w hotelach, pensjonatach czy ośrodkach wypoczynkowych zarobią ok. 2 tys. zł na rękę.

Przyzwoite pensje w Gdańsku

Choć serce Trójmiasta bije w lecie w Sopocie, to na brak pracy nie mogą też narzekać gdańszczanie. W których branżach pracy sezonowej jest najwięcej? - W sezonie wakacyjnym najczęściej są to prace przy sprzedaży pamiątek, lodów, gofrów i waty cukrowej oraz przy obsłudze kelnerskiej i barmańskiej - mówi Kucmida. - Stawka godzinowa wynosi od 8 do 12 zł netto.

W gastronomii należy również pamiętać o tym, że wynagrodzenie zawiera też napiwki. Sprzedawca lodów i gofrów w Gdańsku ma pensję ok. 1,3 tys. zł netto. W Gdyni stawka na tym stanowisku wynosi 7,5 zł za godzinę na rękę.

Kelner w tym samym mieście zarobi nieco więcej - 10 zł. Za to w Sopocie może liczyć na zarobki rzędu 5 tys. zł miesięcznie. Oznacza to, że za godzinę zarobi ponad 30 zł na rękę, ale kwota, którą podajemy, zawiera już napiwki.

Jak udało się nam ustalić, na takie same zarobki może liczyć kelner na gdańskiej Starówce. - Największe napiwki zostawiają obcokrajowcy, Polacy zwykle nie wychodzą poza "regulaminowe" 10 proc., są też i tacy, którzy nie zostawiają nic - opowiada nam Magda, kelnerka w kawiarni w centrum Gdańska. Przyznaje, że sama na napiwkach dorobiła 1,5 tys. zł dodatkowej pensji.

Kelner w Jastarni i na Helu może zarobić 6 zł za godzinę, ale do tego trzeba dodać napiwki. W Ustce zarobi - średnio - około 10 zł na rękę za godzinę, podobnie w Łebie. Podobnie wyglądają pensje kucharzy. W Ustce przedstawiciele tego zawodu mogą liczyć na 2,5 tys. zł za miesiąc pracy, czyli około 15 zł za godzinę. W bardziej popularnej Łebie wynagrodzenie waha się od 2 do 4 tys. zł (od 12,5 do 25 zł), w Jastarni - około 3 tys. zł (około 18 zł). Wszystko na rękę.

Na przyzwoite zarobki mogą też liczyć osoby niepracujące w gastronomii. "Godzinówkę" wynoszącą 10 zł otrzyma recepcjonistka w Sopocie lub w Łebie. Na około 18 zł może liczyć promotor, czyli osoba "naganiająca" turystów do klubów czy restauracji w Gdańsku i Sopocie. Handlarz obnośny na plaży we Władysławowie średnio zarobi około 100 zł dziennie. Sprzedawca na stoisku z fast foodem w Ustce może liczyć na 10 zł netto za godzinę. Jego kolega z Jastarni - na około 13 zł.

Za roznoszenie ulotek w Gdańsku dziennie uda się "wyciągnąć" nawet 80 zł netto. Sprzedając pamiątki w centrum Sopotu - około 1,7 tys. zł miesięcznie, czyli nieco ponad 10 zł miesięcznie. Sprzedawca pamiątek, który pracuje w Jastarni 10 godzin dziennie, zarobi 2 tys. zł, a więc 12,5 zł. Na Głównym Mieście w Gdańsku na stoisku z pamiątkami górna granica to 11 zł za godzinę. O złotówkę, dwie gorzej zarobią osoby na takim samym stoisku we Władysławowie. Sprzedawcy okularów też otrzymują około 11 zł za godzinę swojej pracy. Niektórzy pracodawcy oferują im także premię od sprzedaży w wysokości 10-20 zł dziennie. 100-150 zł dziennie - to wynagrodzenie sprzedawcy balonów (praca w parach, w przebraniu maskotki) w centrum Gdańska. Wszystkie kwoty na rękę.

Jako ciekawostkę warto dodać, że uliczni artyści śpiewający na gdańskich ulicach zarobią znacznie mniej niż w Międzyzdrojach - około 100 zł dziennie.

Podhale też daje zarobić

Górale obsługujący turystów też nie mają powodów do narzekania. Chłopak piekący kurczaki na grillu na Krupówkach w Zakopanem zarobi 10 zł za godzinę. Ale - jak sam mówi - dłużej niż 6 godzin trudno wytrzymać.

Podobną pensję otrzymają osoby przebrane za ruchomą reklamę lub rozdające ulotki.

Identyczne stawki są w Bukowinie i w Białce Tatrzańskiej.

Szef kuchni w pensjonacie w Białce może liczyć na 130 zł dniówki na rękę.

30-40 zł mniej dostanie kucharz, a sprzątaczka zarobi około 40-50 zł za dzień pracy, ale rzadko trwa on dłużej niż 5 godzin.

Średnie stawki dla recepcjonistów w hotelach czy pensjonatach to około 1850 zł (nieco ponad 11 zł). Trochę więcej - 2 tys. zł - zarobi pielęgniarka na koloniach w Białym Dunajcu. Otrzyma też darmowe zakwaterowanie i wyżywienie.

Sprzedawcy na straganach, często ich właściciele, niechętnie mówią o tym, ile mogą zarobić w okresie wakacyjnym. Niektórzy, np. handlujący lokalnymi pamiątkami i oscypkami, twierdzą, że dniówka to nawet 500 zł. Inni przekonują, że zarobek rzędu 150 zł oznacza dobry dzień.

Zazdrośnie informacji o swoich zarobkach strzegą fiakrzy i rysownicy. Chętniej natomiast mówią o nich barmani. Średnia stawka na Podhalu to około 12 zł za godzinę, ale pracuje się w dzień i w nocy.

Kierowcy dowożący jedzenie na telefon otrzymują 5-8 zł od swojego pracodawcy, ale mają obiad za darmo i napiwki. Podane kwoty to zarobek na rękę.

W Krakowie - nie lepiej niż w kurorcie

W Krakowie ofert nie brakuje, samo województwo może się pochwalić jedną z najniższych stóp bezrobocia w całej Polsce. O dziwo, zarobki nie są lepsze niż w górskich kurortach. Pracownik sieci lodziarni w niewielkiej galerii handlowej za każdą godzinę pracy otrzyma 10 zł. To też maksymalna stawka barmana w Krakowie, ale dochodzą napiwki. Nieco gorzej, bo 8 zł, zarobi osoba nalewająca piwo w tzw. ogródkach, ma też mniej okazji na otrzymanie napiwku. Te zresztą zbierane są do wspólnej skarbonki i dzielone między wszystkich pracujących przy nalewaku.

Zbliżone wynagrodzenie otrzyma sprzedawca na stoisku z goframi.

Nie lepiej wyglądają zarobki "naganiaczy". Promotor - bo to ładniejsza nazwa - klubu w okolicach Rynku Głównego zarobi tyle co barman, mniej (8 zł) "wyciągnie" osoba reklamująca księgarnię obok Rynku Głównego. Promotorzy rejsów statkiem po Wiśle otrzymają od 8 do 12 zł. Co ciekawe, znacznie więcej, bo nawet 20 zł, zarobią osoby zapraszające na koncerty muzyki klezmerskiej i klasycznej. To zajęcie dla dwóch zmieniających się co 30 minut osób. Jedna rozdaje ulotki, druga sprzedaje bilety w kasie, łącznie 5,5 godziny dziennie, a wynagrodzenie jest uzależnione od wyników sprzedaży.

Na brak ofert nie powinni też narzekać lektorzy języków obcych, ale - przyznajmy uczciwie - zarobki nie są szałowe. Lektor na trzytygodniowym obozie języka angielskiego zarobi 1,65 tys. zł na rękę. Noclegi i wyżywienie ma w cenie, a wyższą stawkę może wynegocjować, gdy ma doświadczenie w pracy z dziećmi.

Znając język, można też pomóc zagranicznym klientom odwiedzającym Kraków w celach biznesowych. Osoby odpowiedzialne za organizację transferów z lotniska lub apartamentu do wybranych miejsc zarobią 2 tys. zł na rękę. Ale muszą mieć swój zadbany samochód (otrzymują zwrot kosztów paliwa), praca trwa na ogół od lipca do września i wymaga dużej elastyczności, a czasami wstawania w środku nocy.

Okazją do dorobienia są cykliczne imprezy, które odbywają się w Krakowie - Tour de Pologne, Business Run czy mecze koszykarek tamtejszej Wisły. Osoby obsługujące gości w strefach VIP czy sprawdzające bilety wstępu mogą liczyć na 10-20 zł za godzinę swojej pracy. Także tu podaliśmy kwoty netto.

Po wypłatę nad Solinę

Z gór wysokich przenieśmy się w te niższe - Bieszczady. Kelnerzy popracują do końca października i mogą liczyć na stawkę godzinową - 15 zł na rękę. Nie tylko nie płacą za mieszkanie, ale w dniu pracy mają też darmowe wyżywienie.

Mniej zarobi kucharz i recepcjonista w jednym z hoteli nad Soliną - około 10 zł (13 zł za dyżur w nocy). Żyjący głównie z turystów właściciel wypożyczalni rowerów może liczyć na 1 tys. zł, a jego kolega posiadający dmuchaną zjeżdżalnię "wyciągnie" ok. 1,5 tys. zł za miesiąc.

Co ciekawe, zbieracze runa leśnego i jagód mogą liczyć nawet na 2 tys.zł, co plasuje ich dosyć wysoko na naszej sezonowej liście płac.

Nieco gorzej wyglądają stawki w Rzeszowie. Barman może zarobić 10 zł za godzinę, kucharz - do 12 zł brutto, kelnerzy i recepcjoniści zaś - około 9 zł.

Zarobki pracownika stoiska z okularami przeciwsłonecznymi w galerii handlowej są zbliżone. Jeśli jednak sprzeda wyjątkowo dużo okularów, może liczyć na dodatkową prowizję.

Przyzwoitą pensję mają w sezonie właściciele klubów - w zależności od tego, czy klub ma ogródek, pensja jego właściciela waha się od 5 do nawet 10 tys. złotych.

Podlasie

Tu w lecie można dorobić przy zbiorze truskawek. Niestety podlaskie zagłębie truskawkowe w gminie Korycin od lat boryka się z problemem braku chętnych do napełniania łubianek. Nie jest tajemnicą, że plantatorzy posiłkują się pracownikami zza wschodniej granicy. Za pełen koszyk można otrzymać 1,5 zł, choć zdarzały się też oferty za 1 zł. Za darmo jest za to nocleg i wyżywienie.

Na drugim biegunie, jeśli chodzi o sezonowe zarobki, są z kolei kelnerzy. Zapotrzebowanie na nich rośnie, bo klientami wypełniają się ogródki przy pubach i restauracjach. Stawka podstawowa to 6-8 zł za godzinę, ale drugie tyle można wyciągnąć z napiwków.

Pani Agnieszka, która od maja pracuje w jednym z lokali przy Rynku Kościuszki, jako kelnerka na umowę-zlecenie za pierwszy miesiąc zarobiła 2 tys. zł wraz z napiwkami. Ale nie pracowała szczególnie dużo - po 6 godzin przez 5 dni w tygodniu, też w weekendy. - Praca jest często ciężka, trzeba się trochę nabiegać, ale dla mnie jako studentki to są duże pieniądze - przyznaje. W przeliczeniu na godzinę zarabiała 17 zł na rękę. W restauracji w hotelu w Supraślu kelnerzy zarobią 10 zł za 60 minut pracy. W wakacje można się załapać także na innych stanowiskach w gastronomii, choćby jako pomoc kuchenna. Oznacza to zarobki na poziomie 7-8 zł za godzinę.

Inne zajęcia sezonowe? Roznoszenie ulotek - średnio 9 zł, rozkładanie towaru w hipermarkecie - niecałe 10 zł, praca hostessy - średnio 12 zł. Czasami zdarzają się jednak premie uznaniowe uzależnione od wysokości sprzedaży. Podaliśmy kwoty netto.

Dolny Śląsk

W wakacje ożywają puby, restauracje, hotele i pensjonaty w stolicy Dolnego Śląska - Wrocławiu. Dobrze wie o tym Ebru, studentka prawa na Uniwersytecie Wrocławskim. Sprzedaje lody w lodziarni Słodkie Mleko przy ul. Oławskiej. O pracy na lipiec, sierpień i wrzesień zaczęła myśleć już w marcu. Wtedy jest najwięcej ofert. - Zaniosłam swoje CV do właściciela lodziarnio-kawiarni Bola Dosse i przeszłam etap kwalifikacji - mówi Ebru, która do Wrocławia przyjechała z Leszna w województwie wielkopolskim. Właśnie się dowiedziała, że może zostać dłużej niż tylko na sezon. - Będę mieć na utrzymanie. Wyjścia do klubów, obiady, czynsz za mieszkanie są kosztowne we Wrocławiu - wylicza przyszła prawniczka.

Pracodawcy, u których wraz z temperaturą rośnie zapotrzebowanie na nowych pracowników, chętnie korzystają z usług zatrudnienia personelu za pośrednictwem agencji. Wysokość wynagrodzenia jest ściśle skorelowana z branżą. W przypadku kelnerki czy hostessy zarobki są wyższe w okresie wakacyjnym niż w innych miesiącach - mówi Paulina Dutkowiak, biznes menedżerka Job Impulse Polska oddziału we Wrocławiu.

Dodaje, że firma zauważa bardzo duże zapotrzebowanie ze strony klientów na magazynierów, pracowników sklepów i specjalistów ds. obsługi klienta. Przykładowe zarobki? Pracownik magazynowy w Amazonie otrzyma 12,5 zł za godzinę. 55 zł za dzień zarobi hostessa, która przemieszcza się po wyznaczonych ulicach Wrocławia z tablicami reklamowymi o wymiarach około 150 na 90 cm.

Kelnerzy i kelnerki mogą liczyć na przynajmniej 12 zł za godzinę, a do tego - na napiwki. Jak udało się nam ustalić, nierzadko przekraczają one 100 zł dziennie, a rekordziści mogą się pochwalić dodatkowymi 300 zł dziennie.

----------

*O ile nie jest opisane inaczej, podajemy kwoty netto, czyli na rękę. Przeliczając stawkę miesięczną, przyjmujemy, że nasi rozmówcy pracowali 160 godzin

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.