Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Przez lata handlowcy, banki oraz organizacje płatnicze tkwiły w sytuacji patowej, nie mogąc się dogadać w sprawie obniżki prowizji (tzw. stawki interchange), którą musi uregulować sklep, gdy klient płaci za zakupy kartą. Strony przerzucały się argumentami, przekonując, że wzmoże to rozwój obrotu bezgotówkowego i ograniczy szarą strefę (to handlowcy) albo nie wzmoże (to banki i organizacje). Aż w końcu przyszli politycy z siekierą i sami ostro obcięli opłaty.

Jeszcze w czerwcu ubiegłego roku prowizja za płatność kartą wynosiła 1,2-1,3 proc.

- Obecnie koszty zostały zredukowane do poziomu absolutnie akceptowalnego przez małego detalistę. Oferty agentów rozliczeniowych dostarczających terminale do sklepów to 0,5-0,6 proc. od wartości transakcji plus dzierżawa terminalu - od 30 zł netto miesięcznie - mówi Robert Łaniewski z Fundacji Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego.

Po cięciu prowizji nie ulega już wątpliwości, że sklepy bardziej lubią karty płatnicze. Kilka tygodni temu pisaliśmy w "Wyborczej", że liczba urządzeń do akceptacji kart płatniczych rośnie tak jak nigdy dotąd - w 2014 r. o ponad 20 proc.

Od połowy ubiegłego roku zapłacić kartą można nawet w największej sieci sklepów w kraju, czyli Biedronce. Terminale instalują - co do niedawna wydawało się niemożliwe - małe sklepiki spożywcze należące do drobnych przedsiębiorców.

Limity obowiązują nadal...

Jest tylko jedno "ale". Jak wynika z badania, które przeprowadził instytut ABR SESTA, aż w 73 proc. tych małych niezrzeszonych sklepów spożywczych nadal obowiązuje limit płacenia kartą. W 12 proc. placówek został ustawiony na 5 zł, w 31 proc. klienci mogą zapłacić kartą jedynie w przypadku zrobienia zakupów za kwotę 10 zł lub więcej.

Jakie limity płatności kartą mają małe sklepy?

Pomysłowe sklepy potrafią ściągać prowizję nawet od samych klientów! Jeden z czytelników "Pieniędzy Ekstra" pan Marcin podesłał nam paragon fiskalny z zakupów w warszawskim sklepie, na którym jak byk stało: piwo sztuk dwie - 6 zł, papierosy - 15 zł, wódka 0,5 l - 29,99 zł (jak na razie wszystko jest w porządku poza nieco niehigienicznym trybem życia) i pozycja ostatnia "prowizja za sprzedaż kartą kredytową" - 50 gr... Razem - 51,49 zł.

Teoretycznie dla właściciela sklepu nie ma znaczenia, czy klient będzie płacił kartą od złotówki czy od 10 zł. Za zakup produktu za 2 zł sprzedawca musi zapłacić mniej niż 1 gr prowizji, a opłata za dzierżawę terminalu jest stała.

- Wprowadzając limit, sprzedawcy często nie mają wiedzy na temat wielkości opłaty, jaką muszą ponieść za tego rodzaju transakcje, ze względu na fakt, że była ona kilkakrotnie obniżana. Z drugiej strony, konsumenci również nie są świadomi, że podobne praktyki są niezgodne z zapisami zawartymi w umowach z dostarczycielami terminali - wyjaśnia Marcin Dobek z ABR SESTA.

...choć agenci rozliczeniowi mówią nie

Obowiązujące limity kwotowe to wewnętrzne ustalenia właścicieli sklepów. Klienci mogą się czuć przymuszani do zakupu większej liczby produktów w danej placówce.

Co może zrobić klient? Może zgłosić do banku, że w punkcie usługowym wymagany jest limit. W takim przypadku bank przekazuje sprawę do agenta rozliczeniowego, który kontaktuje się z właścicielem sklepu.

- To na jego barkach leży ciężar wywiązania się umów licencyjnych zawartych z organizacjami płatniczymi Visa oraz z MasterCard. W skrajnym przypadku na agenta może być nałożona dotkliwa kara finansowa oraz utrata licencji. To się w Polsce jeszcze nie zdarzyło. Były natomiast sytuacje, w których to agent rozliczeniowy wypowiadał umowę współpracy z detalistą - twierdzi Łaniewski.

Praktyka wygląda nieco mniej kolorowo. Nasz czytelnik pan Rafał kilka dni temu kupował w osiedlowym sklepie popularny energetyk. - Pani stwierdziła, że nie przyjmie płatności kartą, chyba że coś dobiorę, i tym sposobem na siłę musiałem wziąć drugi napój. Jak powiedziałem, że jej bank zabrania tego typu praktyk, to dowiedziałem się, że jak mi nie pasuje to mogę iść gdzieś indziej. Limit był oznaczony na 10 zł - relacjonuje ponuro czytelnik.

Sklepikarz za takie przewinienie dostaje upomnienie od agenta rozliczeniowego. Jeśli skargi się powtarzają - kolejne. I kolejne . I na tym zazwyczaj się kończy. - Narzucanie limitów płacenia kartą nie jest wykroczeniem, nie ma uregulowań prawnych, które by tego zabraniały, nie ma też planów wprowadzenia takich unormowań. Napisy "Płatność kartą od 10 zł" dziwią. Biorąc pod uwagę fakt, że od lipca 2014 r. znacznie zmalały stawki interchange, są nieuzasadnione. Sklepy sieciowe raczej znoszą takie obostrzenia, mogą one jednak pozostawać w mniejszych sklepach niezrzeszonych. Nie są to dobre praktyki, ale nie naruszają jakkolwiek obowiązującego prawa - mówi Joanna Chilicka z Polskiej Izby Handlu.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

 Jak tanio polecieć na wakacje?

Jak bezpiecznie kupować w sieci?

Czy umowę da się napisać po ludzku?

Grecja w portfelu? 5 rad, by tego uniknąć




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.