Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Najpierw pojawiły się oferty nisko oprocentowanych kredytów "z wkładkami" w postaci kosztów ubocznych. Potem rynek zasypały "kredyty zero procent", w których dochód banku jest schowany w naliczanej z góry iluśtamprocentowej prowizji. Ostatnio bankowcy zaczęli szukać pomysłów bardziej fair dla klientów.

I słusznie, bo skazywanie klienta na porównywanie kredytu z oprocentowaniem 5 proc. i prowizją 20 proc. z kredytem oprocentowanym na 6 proc. i składką ubezpieczeniową w wysokości 0,24 proc. miesięcznie jest dość perwersyjne. Zwłaszcza że drogę do przejrzystości pokazały już firmy pożyczkowe, które bez ogródek prezentują klientowi na liczbach, ile można dostać i ile trzeba oddać. Prosto, klarownie i drogo, ale sądząc po liczbie działających firm pożyczkowych, klientom ta drożyzna nie przeszkadza.

Bankowcy odpowiadają na zarzuty o mącenie i chachmęcenie na trzy sposoby. Pierwszy pomysł to pożyczki bardziej elastyczne. W ING wykombinowali, żeby każdy klient brał na starcie pożyczkę na 96 miesięcy (z ratą 16 zł od każdego pożyczonego tysiąca) i ewentualnie nadpłacał, skracając okres kredytowania.

W Banku Pocztowym wymyślili z kolei pożyczkę, którą bierze się na kilka miesięcy (klient sam decyduje na ile, maksymalnie na dziewięć), a opłata wynosi zawsze tyle samo - 20 proc. od pożyczanej kwoty. Drogo jak diabli, ale przynajmniej klient ma pole manewru, jeśli chodzi o spłatę (szczerze pisząc - najbardziej opłaca mu się spłacić jak najpóźniej). Drugi pomysł na odzyskanie zaufania klientów to pożyczka, której cena określona jest kwotowo, bez mącenia, liczenia procentów i innych manewrów.

Zamiast oprocentowania - opłata za wypożyczenie

Taki produkt wprowadził ostatnio Eurobank. Rzeczywiście, z punktu widzenia przejrzystości nie ma się do czego przyczepić. Rzecz nazywa się "Wypożyczka" i zamiast oprocentowania, prowizji, ubezpieczeń, opłat przygotowawczych ma tylko jedną opłatę - za wypożyczenie. Nie jest ona niska - np. przy kredycie 3500 zł na rok wynosi 350 zł, przy kwocie 5000 zł zaś trzeba zapłacić 500 zł za "wypożyczenie" gotówki.

Nie mogę złego słowa powiedzieć o samym pomyśle takiego komunikowania ceny pożyczki, chociaż od razu muszę zauważyć, że mamy tu dość niebezpieczne złudzenie optyczne - zapłacenie z góry 500 zł za pożyczkę 5000 zł wcale nie jest równoznaczne z sytuacją, w której mamy pożyczkę na 10 proc., bo tu cenę płacimy z góry, podczas gdy odsetki bank liczy od stale zmniejszającego się kapitału. Ergo: może się wydawać, że jest to tańsza pożyczka od tradycyjnej z podobnym oprocentowaniem, a w rzeczywistości jest droższa. Ale przynajmniej od razu wiemy, ile to kosztuje.

Gdybym miał się czepiać "Wypożyczki", to zwróciłbym uwagę jeszcze na to, że trzeba wziąć z półki już gotowy pakiet roczny występujący w jedynie trzech wariantach kwotowych (3500 zł, 5000 zł i 10 000 zł). Tylko w najniższym wariancie nie trzeba dokumentować dochodu, ale w każdym można wybrać dzień spłaty raty i zamówić powiadomienia SMS-owe, że ów dzień się zbliża.

Trochę podobny charakter ma chwilówka reklamowana ostatnio przez PKO BP. Kto ma "Konto za zero", czyli najpopularniejszy ROR w ofercie banku, i nie korzysta z kredytu odnawialnego, może zdebetować swoje konto do kwoty 1000 zł. Jeśli odda kasę w ciągu miesiąca, zapłaci tylko 5 zł opłaty za "wypożyczenie". Podobnie jak w Eurobanku mamy tu ryczałtową opłatę określoną kwotowo.

Darmowy kredyt dla stałych klientów?

Trzeci pomysł na poprawianie wizerunku w oczach klientów pożyczkowych to oferowanie stałym klientom darmowego kredytu. Przy niskich stopach straty dla banku są niewielkie, a wdzięczność klienta - dozgonna. To coś jakby odpowiednik "pierwszej pożyczki gratis" w firmach pożyczkowych. Tyle że u pozabankowych pożyczkodawców jest to pomysł na przyciągnięcie nowych, a w bankach - raczej nagroda dla stałych, lojalnych klientów.

Tak działa np. pożyczka ratalna na wakacje w Raiffeisen Polbanku. Pożycza się tam kwotę X i tyle samo oddaje. Nieco podobną akcję prowadzi SKOK Stefczyka, który oferuje 1000 zł bez żadnego oprocentowania. Niestety, tylko na trzy miesiące i pod warunkiem założenia konta osobistego w SKOK-u, przelania na nie pieniędzy i opłacenia składki na drugie konto IKS.

Po bliższym przyjrzeniu się tej ofercie trudno ją uznać za zwalającą z nóg, ale potwierdza ona przynajmniej, że nie tylko w bankach, ale też w SKOK-ach główkują, jak wykorzystać erę niskich stóp procentowych do przyciągania klientów z jednej strony i poprawiania sobie wizerunku z drugiej.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

 Aplikacje ostrzegające przed fotoradarami. Sprawdzamy jak działają

Jak zamknąć rachunek bankowy, który nie istnieje?

Sądy walczą z polisami strukturyzowanymi

Na co zwrócić uwagę, gdy płacimy kartą na wakacjach?

Jedziesz za granicę? Zobacz jak nie stracić milionów na internecie




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.