Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
- Mobilki, jak tam ścieżka? - pytali polscy kierowcy innych kierowców. Dziś coraz rzadziej widać na samochodach anteny CB-radia. Zamiast nich na desce rozdzielczej leżą urządzenia do nawigacji i telefony z odpalonymi aplikacjami mobilnymi.

Ich zadaniem jest między innymi informowanie kierowców w czasie rzeczywistym o patrolach policji i fotoradarach, dzięki czemu zdejmują oni nogę z gazu i unikają mandatu. Aplikacje ostrzegają również przed wypadkami, utrudnieniami na drogach czy remontami. Zazwyczaj mają też wbudowane nawigację i mapy.

- Aplikacje mobilne dla kierowców są jak portale społecznościowe - mówi Tomasz Zalewski, programista z Płocka zakochany w jeździe samochodem, lubujący się w nowinkach technologicznych. Tłumaczy, że kierowca X, widząc policję z suszarką, wciska odpowiedni przycisk w aplikacji, by ostrzec innych kierowców. Wówczas system zapisuje bieżącą pozycję kierowcy oraz typ zgłoszenia i wysyła je do serwera firmy. Serwer przyjmuje zgłoszenie i wysyła je do wszystkich kierowców w okolicy. Dzięki temu inni prowadzący, gdy zbliżają się do punktu z suszarką, otrzymują ostrzeżenie. Jeśli patrol nadal tam jest, to kolejni kierowcy potwierdzają jego obecność, a jeśli już go nie ma, to odwołują alert. - Najlepszą apką jest właśnie ta, która ma najwięcej użytkowników, bo to oni są wykrywaczami różnych zdarzeń - mówi Zalewski.

Co ciekawe, wydawałoby się, że aplikacje ostrzegające przed patrolami przez samych mundurowych nie są kochane. Tymczasem policja przyznaje, że zadaniem suszarek jest głównie prewencja (a nie nabijanie kasy skarbu państwa). - Skoro ostrzeżony kierowca i tak zwalnia, to czemu mamy ich nie lubić - mówi jeden z policjantów. Zalety jednej z aplikacji o nazwie Yanosik dostrzegła nawet Komenda Główna Policji, która przymierza się do udziału we wspólnym projekcie mającym poprawić bezpieczeństwo na drogach.

Harnaś polskich dróg

Głównymi graczami w Polsce są Yanosik, francuski iCoyote i AutoRadar (młodszy brat AutoMapy).

Spośród nich najpopularniejszy w Polsce jest Yanosik. Jej twórca - poznańska firma Neptis SA - chwali się, że jednocześnie z tej aplikacji korzysta nawet 155 tys. polskich kierowców.

- Mamy 1,3 mln unikalnych użytkowników miesięcznie, a liczba pobrań aplikacji przekroczyła już 3 mln - nie bez dumy mówi Adam Tychmanowicz, jej twórca. - 10 lat temu polskie drogi były kiepskie i znikąd nie było informacji o tym, co się na nich dzieje - wspomina. Tychmanowicz dostrzegł tę lukę i z przyjaciółmi Dawidem Nowickim oraz Filipem Kolendą stworzyli Yanosika-R, urządzenie pełniące funkcję asystenta kierowcy, które wypuścili na rynek w 2009 r. - Początkowo z rozwiązania korzystało kilkuset kierowców w rejonie Poznania i Warszawy. Po roku liczba ta wzrosła nawet do kilku tysięcy, z których wielu jest z nami do dziś - opowiada.

Jednak prawdziwy boom nastąpił na przełomie 2010 i 2011 r. Era smartfonów otworzyła przed poznańską firmą nowe możliwości. Wtedy powstał Yanosik - aplikacja mobilna, którą wystarczy pobrać i zainstalować na telefonie. Apka jest darmowa. Między innymi to spowodowało, że liczba pobrań od grudnia 2012 r. do czerwcu 2015 r. skoczyła z 1,2 do 3,1 mln.

iCoyote kąsa Yanosika

Dwa lata temu na polski rynek wszedł francuski Coyote, który działa również w kilku innych krajach Europy, m.in. Hiszpanii, Włoszech, Niemczech czy krajach Beneluksu. - Wcześniej jeździłem, używając CB-radia, ale gdy urodziła mi się córka, musiałem z niego zrezygnować, by szumy nie budziły dziecka. Poza tym kierowcy lubią czasem użyć mocniejszych słów i nie chciałem, by dziecko tego słuchało - opowiada Marek Krygier, szef polskiego iCoyote'a, który sprowadził produkt do naszego kraju. Francuskie urządzenia przypominały mu CB-radio, tyle że bez anteny, za to z internetowym przesyłem danych.

Gdy Coyote wchodził na polski rynek, Yanosik już święcił triumfy. Francuska firma zaangażowała do promocji urządzenia 1,5 tys. zawodowych kierowców i taksówkarzy, by pomogli zbudować system ostrzegania w Polsce i jednocześnie wypromować urządzenie. Był to układ barterowy: kierowcy dostali urządzenia w zamian za przekazywane informacje.

Obecnie w Polsce z urządzeń korzysta 1,2 mln, a na świecie - nawet 10 mln użytkowników. Co ciekawe, niektóre modele francuskich samochodów - Citroën, Peugeot czy Renault - wypuszczane są na rynek z fabrycznie wbudowanym systemem Coyote. Firma współpracuje też z Volvo i Toyotą.

Teraz promuje także aplikację mobilną na smartfony o nazwie iCoyote - dotąd pobrało ją w Polsce 100 tys. użytkowników.

Produktem, który ma szanse zdobyć popularność, jest aplikacja o nazwie AutoRadar. Stworzyła ją firma Aquart, właściciel popularnej w Polsce nawigacji AutoMapa. Istnieje ona od 13 lat i - jak mówią twórcy - jest niekwestionowanym liderem tego typu nawigacji.

Yanosik

Aplikacja Yanosik jest darmowa, bo firma zarabia m.in. na sprzedaży powierzchni reklamowej. Dlatego oprócz ostrzeżeń o suszareczce kierowcom wyświetlają się również informacje o stacjach paliw czy restauracjach. Twórca Adam Tychmanowicz mówi, że na reklamy się zgadza, bo aplikacja musi zarabiać, ale pilnuje, by były one osadzone w świecie motoryzacji albo użyteczne dla kierowców. Dlatego odmawiał np. znanym sieciom marketów, bo reklamy ich produktów w żaden sposób nie wiążą się z jazdą.

Wyjątkiem jest... firma sprzedająca okna. - Ta firma zaufała nam jako jedna z pierwszych. Kilka lat temu, prosząc o to zaufanie, obiecałem, że zawsze będzie miała u nas miejsce na reklamę, i słowa dotrzymuję - mówi właściciel Yanosika.

Powierzchnię reklamową zaczęli sprzedawać przed trzema laty, by mieć pieniądze na rozbudowę systemu, nad którym dziś pracuje 80 ludzi (wcześniej była to garstka osób).

Partnerami Yanosika są dziś Orlen, Orange czy Samsung, ale też autostrady: A1, A2 i A4. Yanosik ostrzega przed zatorami czy utrudnieniami na autostradach, a także wyświetla np. informacje o planowanych remontach.

Urządzenie Yanosik-R, klasyczna wersja terminalu Yanosik, kosztuje 299 zł. Dodatkowo trzeba zapłacić 99 zł za roczną transmisję danych. Droższe są urządzenia Yanosik GT (399 zł + 99 zł za transmisję) oraz Yanosik DVR (499 zł + 99 zł).

iCoyote

Aplikacja mobilna iCoyote jest darmowa, ale od jesieni się to zmieni. - Wersję podstawową wciąż będzie można pobrać za darmo, ale za opcję premium trzeba będzie zapłacić - zapowiada Marek Krygier, szef firmy. Apkę pobrało do tej pory 100 tys. kierowców.

Urządzenie z systemem Coyote jest płatne. Firma szczyci się tym, że nie wyświetla żadnych reklam. Zarabia na sprzedaży swoich urządzeń - asystentów kierowców - i abonamentach. Wersja urządzenia typu pocket kosztuje 290 zł za rok, wersja pełna zaś - 399 zł za rok.

Za abonament, w zależności od opcji, kierowcy płacą nawet 399 zł rocznie.

- Naszym zdaniem reklamy za bardzo rozpraszają kierowców. Poza tym wiele osób ich nie lubi i do nich kierujemy ofertę. Naszym atutem jest też opcja pokazująca, ilu kierowców korzystających z Coyote'a lub iCoyote'a jedzie przed nami tą samą drogą. To wpływa na poczucie bezpieczeństwa i ocenę rzetelności nadesłanych informacji - mówi Krygier.

Autoradar

AutoRadar jest darmowy. - Nie zarabiamy na tej aplikacji. Zyski przynosi nam AutoMapa - opowiada rzecznik Janusz M. Kamiński.

Zapowiada, że AutoRadar, który jest dziś aplikacją niezależną od starszej siostry, niebawem zostanie wbudowany w AutoMapę. Licencja na ten program w zależności od opcji będzie kosztowała od 2,99 euro do 44,99 euro rocznie. Firma zapewnia jednak, że AutoRadar wciąż będzie dostępny jako osobna darmowa aplikacja.

Yanosik vs. iCoyote - Sprawdziliśmy na trasie Opole - Warszawa

Instalacja aplikacji

Zainstalowanie obu aplikacji zajmuje dwie minuty. Ale uwaga, iCoyote ma ustawienia francuskie, z których można zrezygnować (dowiedziałam się tego dopiero w sieci). Niestety po zatwierdzeniu francuskiej opcji już nie można zmienić ustawień. Aplikacja jest na tyle czytelna, że nawet gdyby wybrać islandzki, łatwo byłoby zrozumieć ostrzeżenia. Yanosik ma ustawienia polskie, więc problem nie występuje.

Interfejs i reklamy

Obie aplikacje są bardzo intuicyjne, co jest ich dużą zaletą. iCoyote ma ładniejszy interfejs: zielone symbole na czarnym tle, wygląda to dyskretnie i elegancko.

Yanosik ma wyraźne, białe symbole na czarnym tle, ale poprzetykany jest reklamami. Niestety, umieszczone są one na ekranie na wysokości jednej trzeciej od górnego krańca. Psycholodzy nazywają ją "optycznym punktem centralnym", na który spoglądamy najczęściej, oglądając np. ulotkę czy stronę gazety. Reklamy stają się znacznie mniejsze, gdy wybierzemy w Yanosiku opcję nawigacji, ale i tak nie dają o sobie zapomnieć, co jest dość irytujące.

Użyteczność

Z zainstalowanym Yanosikiem na drodze S8, gdy zamarzyłam o toalecie, z wdzięcznością odczytałam informację, że za 900 m znajduje się restauracja McDonald's. Wyświetliła się ona szybciej, niż ukazało się ogromne, podświetlane "M".

Warto pamiętać, by wziąć w podróż ładowarkę samochodową do smartfona, na którym mamy zainstalowaną aplikację. Zarówno Yanosik, jak i iCoyote zżerają baterie na potęgę, więc wyjazd z apką na dłuższą trasę bez ładowarki jest kiepskim pomysłem.

Informacja o fotoradarach

Przed znanymi stałymi fotoradarami (np. przed Częstochową) ostrzegały obie aplikacje. iCoyote sygnalizował fotoradar ok. 30 km przed jego lokalizacją. Okazało się jednak, że Yanosik ostrzegał później, za to dokładniej - w tym samym czasie precyzyjnie określił odległość na 4,6 km, podczas gdy w iCoyocie ikona ostrzegawcza wędrowała na skali między 10 a 0 km.

Ale blisko punktu kontroli obie aplikacje się uaktywniły. Zielony, stonowany interfejs cojote'a 300 m przed fotoradarem dosłownie zalał się czerwienią, mrugając przy tym i ostrzegając głosowo. Nawet nieboszczyka by ostrzegł.

Yanosik był bardziej dyskretny, choć równie zauważalny. W obu aplikacjach przyciski "potwierdź" lub "odwołaj alert" były w zasięgu jednego kliknięcia.

Ostrzeżenia o zagrożeniach na drodze

Najważniejszą funkcją obu apek jest ostrzeganie przed niebezpiecznymi dla kierowcy zdarzeniami na drodze. Po moim teście i przejechaniu 300 km trasy Opole - Warszawa okazuje się, że Yanosik ostrzegał kilka razy częściej, choć czasem były to ostrzeżenia na wyrost albo się nie potwierdzały. Na przykład zamiast poważnego wypadku w okolicach Ursynowa ujrzałam tylko samochód zaparkowany na światłach awaryjnych.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

Jak zamknąć rachunek bankowy, który nie istnieje?

Zamiast pożyczania. Wypożyczanie, czyli jak banki walczą z ustawą antylichwiarską

Sądy walczą z polisami strukturyzowanymi

Na co zwrócić uwagę, gdy płacimy kartą na wakacjach?

Jedziesz za granicę? Zobacz jak nie stracić milionów na internecie




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.