Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Opisywałem już takie przypadki: klient przestał płacić raty kredytu, bank wypowiadał umowę, zajmował nieruchomość, pozostałą część kredytu (przekraczającą wartość nieruchomości) pobierał od firmy ubezpieczeniowej, a ta przychodziła do klienta, żeby oddał jej kasę. Modelowy przykład czegoś, za co klient płaci, a co nie daje mu żadnych praw.

Wydaje się, że banki nawet nie wpadły na to, że ubezpieczenie niskiego wkładu może być ocenione jako kant, bo gdyby wpadły, to w ogóle by czegoś takiego nie oferowały klientom, tylko zastąpiły składkę ubezpieczeniową czymkolwiek innym - ot, choćby prowizją za podwyższone ryzyko. A co bank by sobie z taką prowizją później robił, to już jest jego sprawa - mógłby za nią kupić polisę, w której ubezpieczyłby się od ryzyka niespłacenia jakiejś części kredytów. Znam banki, które tak właśnie rozwiązały problem niskiego wkładu własnego u swoich klientów.

Najśmieszniej jest wtedy, gdy bank i klient nie mogą się nawet porozumieć, czym jest to, za co klient płaci z powodu posiadania niskiego wkładu własnego. W tak idiotycznej sytuacji znalazł się mój czytelnik, pan Przemysław.

Klient "ryzykuje" nawet jak o tym nie wie

Ma on kredyt hipoteczny w Banku Pekao, obciążony dodatkową kwotą za niski wkład własny. Na fali wpisania ubezpieczenia niskiego wkładu na listę klauzul niedozwolonych przez UOKiK pan Przemysław napisał do banku prośbę, żeby oddał mu nienależnie pobraną kwotę. Nie jest pieniaczem, więc alternatywnie poprosił bank o cesję praw z umowy ubezpieczenia na niego. Wówczas sprawa byłaby czysta - klient nie opłacałby umowy, której nie jest stroną, a co więcej, nie jest jej beneficjentem, a wręcz obrywać może odpowiedzialnością regresową. Bank odrzucił tę prośbę, tłumacząc, że to, co płaci klient, nie jest żadną składką, tylko "kosztem podwyższonego ryzyka". Bank powołał się przy tym na jeden z paragrafów umowy kredytowej, który tak właśnie interpretuje obciążenie ponoszone przez klienta: jako "opłatę za podwyższone ryzyko banku z tytułu brakującego wkładu własnego - 3100 zł". I na tym właściwie sprawa powinna się kończyć - klient opłaca prowizję lub opłatę za podwyższone ryzyko, mylnie interpretując ją jako składkę ubezpieczeniową. Kłopot w tym, iż są przesłanki świadczące o tym, że... to jednak jest ubezpieczenie. W tej samej umowie kredytowej pojawia się zapis, że kredyt zostanie wypłacony po spełnieniu kilku warunków, wśród których jest... "ubezpieczenie niskiego wkładu własnego w Allianz TU w kwocie 44 099 zł". W kolejnym paragrafie umowy wypłatę pierwszej transzy kredytu uzależnia się od "uiszczenia przez kredytobiorcę opłaty składki ubezpieczeniowej związanej z ubezpieczeniem niskiego wkładu własnego w wysokości 3096 zł".

Bank nie gra fair

Dziwne, prawda? Co jeszcze ciekawsze, jestem w posiadaniu kopii zapisów umowy generalnej, którą bank zawarł z towarzystwem ubezpieczeniowym Allianz, której przedmiotem są kredyty klientów, a nie ryzyko banku wynikające z niskiego wkładu własnego w niektórych kredytach. Wynika z tego, że bank w prosty sposób przenosi na klienta składkę ubezpieczeniową, która wiąże się z ubezpieczeniem tego konkretnego kredytu w firmie Allianz.

Wmawianie klientowi, że nie płaci żadnego ubezpieczenia, tylko opłatę za ryzyko, wydaje się posunięciem dość... hmm... ekstrawaganckim. Mam nadzieję, że po opisaniu tej sprawy w Banku Pekao szybko się z panem Przemysławem - oraz innymi klientami będącymi w identycznej sytuacji - dogadają. Bo gdyby sprawa trafiła do sądu, a klient wygrałby ją w pięć minut, wstyd dla banku byłby duży. Będę przyglądał się tej sprawie i ją relacjonował.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz








Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra". W tym numerze:

Banki grają w listy

Sieci komórkowe kuszą bonusami

Tabletki na szczęśliwość. Jak przepłacamy za reklamę

Bank podnosi prowizję? Nie musisz oddawać laptopa

Niegodziwe jak ubezpieczenie




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.