Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Bohaterem scenariusza z dreszczykiem może stać się każdy, kto wynajmuje mieszkanie od kogoś, kto ma wysokie długi albo kto pożyczył coś, np. pieniądze albo samochód, znajomemu, którego ściga komornik. Wyobraźmy sobie taką sytuację: do drzwi puka komornik i informuje, że zostało wszczęte postępowanie egzekucyjne wobec dłużnika, czyli właściciela mieszkania, i on - komornik - zajmie znajdujące się w lokalu przedmioty. W tej sytuacji każdy trzeźwo myślący najemca będzie próbował wytłumaczyć, że zaszła pomyłka, bo dłużnik na stałe nie przebywa w tym mieszkaniu i nie trzyma w nim swoich rzeczy. Komornik jednak zareaguje tylko wyrecytowaniem przepisów, z których wynika, że ma prawo wynieść np. telewizor.

W tej sytuacji komornik nie złamie prawa. W toku czynności terenowych komornik może zająć ruchomości (sprzęt elektroniczny, biżuterię, meble) w lokalu, który został przez wierzyciela wskazany jako miejsce zamieszkania dłużnika. Może też uznać, że wszystko, co znajduje się w mieszkaniu należącym oficjalnie do dłużnika, jest jego własnością. Najemca, który trzyma w mieszkaniu swoje rzeczy, może się oczywiście domagać umieszczenia przez komornika w protokole adnotacji, że zajęte przedmioty nie należą do dłużnika. I tylko tyle.

Dobry zwyczaj: nie pożyczaj

Przed kilkunastoma miesiącami rodzina z Mazowsza została poproszona przez kolegę o pożyczenie samochodu. Kolega nie ukrywał, że ma długi i chce jechać do kancelarii komorniczej, by ustalić zasady spłaty. Dojechał do niej pożyczonym autem, ale wrócił już pieszo, bo komornik zajął stojący na parkingu samochód. Jeszcze tego samego dnia właściciele pojawili się w kancelarii z umową kupna samochodu, lecz komornik nie oddał auta. Działał zgodnie z prawem: zajął rzecz, która znajdowała się w posiadaniu dłużnika, a więc mógł uznać, że pojazd jest jego własnością. Próba udowodnienia na tym etapie, że rzecz należy do innej osoby, jest w zasadzie skazana na niepowodzenie - nawet jeżeli z dokumentów jednoznacznie wynika, że dłużnik nie jest właścicielem zajętych rzeczy.

Czy osoba, której majątek został zajęty tylko dlatego, że znalazł się na chwilę w rękach dłużnika, musi się pogodzić z jego utratą? Oczywiście nie. Ale jego odzyskanie może wymagać trochę zachodu. W ciągu miesiąca trzeba wnieść do sądu, w którego okręgu prowadzona jest egzekucja, powództwo przeciwegzekucyjne. To rodzaj odwołania przysługującego osobie, która nie jest dłużnikiem, a której prawa zostały naruszone w związku z prowadzoną egzekucją.

Część pechowców, chcąc jak najszybciej wyjaśnić sprawę, wnosi skargę na czynności komornika - a to błąd. Jeśli w terminie nie złożymy powództwa przeciwegzekucyjnego, możemy pożegnać się z telewizorem, samochodem czy książkami. Pozostanie co najwyżej prosić wierzyciela, by ten zwolnił rzecz spod egzekucji.

Komornik puka tylko raz

W powództwie zainteresowany musi przedstawić dowody, że jest właścicielem zajętej przez komornika rzeczy. Samo oświadczenie to za mało - właściciel powinien załączyć jakiś dowód, np. umowę kupna, rachunek czy choćby wyciąg z konta karty płatniczej potwierdzający zakup. O ile zakup laptopa czy telewizora stosunkowo łatwo udowodnić (do każdego sprzętu dołączana jest karta gwarancyjna, do której sprzedawcy z reguły dołączają paragon), o tyle mało kto trzyma w domu rachunki za zakup drobnego AGD, książek czy biżuterii. W takiej sytuacji warto wskazać świadków, którzy potwierdzą zakup danej rzeczy przez wnioskodawcę. Świadkowie muszą być gotowi do stawienia się w sądzie.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra". W tym numerze:

Walka banku z klientem. Stawką bóg, honor, ojczyzna i... 5 zł

Pułapka, czyli garnki zabezpieczone wekslem

Z bankiem tankuj taniej

Masz szczęście? Bank pozwoli tobie zarobić!

Dopłać, a dostaniesz wyższy procent

Paczuszka z niespodzianką

Ubezpieczyciel pomoże w razie potrzeby? To nie takie oczywiste [Listy czytelników]




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.