Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
To dobra wiadomość dla klientów, zła dla branży, która zapewne będzie chciała wycisnąć dla siebie jak najwięcej, zanim przepisy nałożą jej kaganiec. Firmy zbombardują nas reklamami kuszącymi pożyczkami za zero, z dostawą gotówki w 15 minut.

Pamiętaj jednak, że pożyczyć jest łatwo, trudniej spłacić. Co powinieneś wiedzieć, zaciągając chwilówkę, i co zmieni się za pół roku?

Pułapka pierwsza: drogo

10 proc. odsetek w skali roku - zgodnie z prawem tyle maksymalnie może dzisiaj kosztować pożyczka w banku, SKOK-u czy firmie pożyczkowej. To czterokrotność stopy lombardowej ustalanej przez Narodowy Bank Polski. A ta wynosi dzisiaj 2,5 proc.

Niby niewiele. Ale to tylko pozory, że jest tanio. Przepisy ograniczają dzisiaj tylko koszt odsetek. Pozostałe koszty, a więc m.in. prowizja za udzielenie pożyczki, nie są limitowane. Większość firm pożyczkowych żyje wyłącznie z tego typu opłat. Cena chwilówki zależy zwykle od pożyczanej kwoty i okresu kredytowania. Maksymalna kwota pożyczki to z reguły 3 tys. zł, choć wiele firm za pierwszym razem pożycza mniej.

Na przykład w Vivusie pierwsza pożyczka nie może przekroczyć 1,6 tys. zł. Jeśli pożyczasz drugi raz, dostaniesz maksymalnie 2,6 tys. zł. Przy piątej pożyczce możesz wnioskować o 3,5 tys. zł.

Chwilówki to zwykle pożyczki udzielane maksymalnie na miesiąc, choć na rynku jest coraz więcej firm oferujących dłuższy okres spłaty. W niektórych minimalny okres to trzy miesiące.

W porównaniu z ofertą banków chwilówki są bardzo drogie, np. w Vivusie (jeśli korzystasz z oferty drugi raz) za pożyczenie 1 tys. zł na 30 dni zapłacisz 140 zł, w Viasms.pl - 213 zł, a w Kredito24 już 300 zł!

Za taką samą pożyczkę w banku możesz zapłacić w sumie 50-100 zł. Dlatego jeśli naprawdę potrzebujesz pieniędzy, lepiej idź po pożyczkę do banku.

Być może 150 czy 200 zł za pożyczkę nie robi wrażenia. Jeśli jednak spojrzymy na ich koszt przez pryzmat rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania, przekonamy się, jakie są drogie, np. w Viasms.pl RRSO pożyczki o wartości 1 tys. zł udzielonej na siedem dni (prowizja 96 zł) wynosi... 11 814 proc.

Problem w tym, że firmy pożyczkowe nie mają konkurencji, bo zwykle bank pożycza minimum na miesiąc, choć w ostatnim czasie coraz więcej banków próbuje wchodzić na rynek pożyczkowy. Banki udzielają de facto chwilówek, a więc na mniejsze kwoty i krótszy okres.

Niestety, nie oznacza to, że chwilówka w banku jest tańsza, np. Bank Pocztowy wprowadził niedawno do oferty pożyczkę (dostępna w placówkach pocztowych). Maksymalnie można pożyczyć 3 tys. zł i co najmniej na 30 dni. Ile kosztuje? 20 proc., a więc 200 zł za pożyczenie 1 tys. zł. W tym przypadku RRSO wynosi 792 proc. Jest więc drożej niż w niektórych firmach pożyczkowych.

Ale uwaga, będą zmiany!

Zgodnie z ustawą o nadzorze nad rynkiem finansowym od marca 2016 r. ceny pożyczek będą limitowane. Poza odsetkami (dzisiaj 10 proc. w skali roku) pożyczkodawca będzie mógł pobrać maksymalnie 25 proc. kwoty pożyczki plus 30 proc. kwoty pożyczki w skali roku.

To oznacza, że pożyczenie 1 tys. zł na 30 dni będzie kosztowało nie więcej niż blisko 280 zł. Jak to policzyliśmy? 25 proc. od 1 tys. zł to 250 zł, 30 proc. od 1 tys. zł w skali miesiąca - 25 zł. Razem 275 zł, ale do tego firma będzie mogła jeszcze naliczyć odsetki - 10 proc. rocznie, co daje 8 zł w skali miesiąca.

Taki mechanizm sprawia, że pożyczki udzielane na dłuższy okres będą mogły być droższe, np. 1 tys. zł pożyczony na dwa miesiące będzie mógł kosztować już ok. 317 zł, ponieważ dwie składowe ceny (odsetki i 30-proc. limit) zależą od okresu kredytowania.

Pułapka druga: za darmo

Wiele firm chwilówkowych kusi pierwszą pożyczką "za darmo". Tak skonstruowana reklama może sugerować, że firma rozdaje pieniądze, a więc pożyczasz i nie musisz nic oddawać. Błąd. Chodzi tu tylko o to, że firma nie bierze żadnych opłat. Pożyczasz np. 500 zł i w określonym terminie musisz te 500 zł zwrócić.

To sprytny reklamowy chwyt. Tego typu oferty mogą bowiem spowodować, że weźmiesz pożyczkę, której - gdyby od razu była płatna - po prostu byś nie zaciągnął.

Po za tym takimi ofertami firmy pożyczkowe budują sobie bazy potencjalnych klientów. Podpisując umowę, będziesz musiał wyrazić zgodę na to, by firma mogła w przyszłości wysyłać ci kolejne oferty pożyczek (chodzi o zgodę na wykorzystywanie twoich danych do celów marketingowych). A to dla firm pożyczkowych bardzo cenne.

Firmy mogą zarobić na darmowej pożyczce, jeśli dasz się namówić na przesunięcie terminu spłaty. Prowizja za taką operację kosztuje nawet 200 zł (piszemy o tym w dalszej części).

Tutaj zmian nie będzie. Przepisy nie zabronią organizowania promocji typu "pierwsza pożyczka za darmo".

Pułapka trzecia: łatwo i szybko

Firmy chwilówkowe wygrywają z bankami nie tylko tym, że pożyczają na krócej, ale przede wszystkim szybciej. Większość internetowych firm obiecuje, że przeleje pieniądze na konto w ciągu kilkunastu minut. Nie muszą bowiem tak skrupulatnie jak banki prześwietlać klientów.

Mają swoje sposoby, by odsiać dłużników recydywistów, ale bardziej prawdopodobne jest, że ktoś, kto znajduje się na pograniczu zdolności kredytowej, dostanie chwilówkę niż pożyczkę w banku.

Niby powinieneś się cieszyć, że ktoś chce ci pożyczyć pieniądze. Na czym więc polega pułapka? Na tym, że jeśli jesteś niewypłacalny, nie powinieneś w ogóle dostać pożyczki. Poluzowane zasady badania zdolności kredytowej mogą cię wkręcić w pętlę długów.

Uwaga, będą zmiany!

Za rok wejdą w życie przepisy, które ułatwią firmom pożyczkowym sprawdzanie historii kredytowej klientów w bazie Biura Informacji Kredytowej. Co prawda już dzisiaj jest to możliwe i blisko 20 firm z tego korzysta. Za każdym razem klient musi jednak wyrazić zgodę na to, by firma pożyczkowa zajrzała do jego historii. Po zmianach ten dostęp będzie łatwiejszy, choć nadal dobrowolny.

Banki i SKOK-i mają obowiązek badania zdolności i wiarygodności kredytowej klientów. Osoba, która nie spłaca kredytów, w banku kolejnej pożyczki nie dostanie. Firmy pożyczkowe nadal będą mogły kredytować nierzetelnych klientów.

Pułapka czwarta: rolowanie

Nic jednak tak nie wpędza w pętlę długów jak rolowanie pożyczek. Firmy chwilówkowe nie pogniewają się na ciebie, jeśli nie spłacisz pożyczki w wyznaczonym terminie. Wszystkie bowiem bardzo chętnie oferują możliwość przedłużenia terminu spłaty. Dzień czy dwa przed datą spłaty możesz dostać propozycję jej przesunięcia o tydzień czy miesiąc. Z pozoru wspaniałomyślny gest. Tyle tylko, że za to przedłużenie, w żargonie finansowym nazywanym rolowaniem, zapłacisz dodatkową prowizję.

Przykład. Jeśli pożyczyłeś 1 tys. zł, za miesiąc będziesz musiał razem z prowizją oddać np. 1.2 tys. zł. Jeśli przedłużysz datę spłaty o 30 dni, będziesz musiał oddać 1,2 tys. zł plus prowizję za przedłużenie (tę opłatę trzeba zwykle przelać na konto firmy).

Na przykład w Kredito24 przedłużenie spłaty pożyczki o 30 dni kosztuje 32 proc. pożyczonej kwoty, czyli w tym przypadku 320 zł. Po dwóch miesiącach koszt pożyczki może się podwoić (prowizja za udzielenie plus prowizja za przedłużenie pożyczki). Ale również wtedy nie musisz spłacać pożyczki. Wystarczy zapłacić kolejną prowizję za przedłużenie i na kolejny miesiąc problem z głowy. I tak w nieskończoność.

W efekcie: pożyczyłeś 1 tys. zł, dług zostaje ten sam, a lawinowo rosną koszty obsługi.

Będą zmiany

Firmy pożyczkowe twierdzą, że niewiele zarabiają na rolowaniu. Innego zdania był ustawodawca, który wprowadził przepisy, które co prawda nie wyeliminują tego procederu, ale sprawią, że stanie się mniej opłacalny. Od marca będzie tak, że wspomniany limit kosztów (25 plus 30 proc. w skali roku) będzie liczony od kwoty pierwszej pożyczki, ale będzie obejmował wszystkie kolejne pożyczki udzielone jednemu klientowi w ciągu 120 dni. Dopiero po tym czasie licznik się wyzeruje.

Jeśli przy pierwszej udzielonej pożyczce firma chwilówkowa wykorzysta cały lub większość kosztowego limitu, to przedłużając termin spłaty, będzie musiała wziąć za to niższą prowizję. To ma zniechęcić firmy do namawiania klientów, by przesuwali termin spłaty.

Niestety, ustawa ma dziury, bo ogranicza tylko liczbę pożyczek udzielanych lub przedłużanych przez daną firmę. Firmy pożyczkowe będą mogły ominąć to ograniczenie, tworząc sieć spółek córek. Może być np. tak: 1 kwietnia musisz spłacić pożyczkę, ale nie masz pieniędzy. Firma pożyczkowa ci jej nie przedłuży, bo zgodnie z przepisami nie będzie już mogła pobrać dodatkowej prowizji. Nic więc na tym nie zarobi. Ale zaproponuje ci nową pożyczkę, w innej powiązanej firmie. Formalnie będzie to pożyczka na spłatę poprzedniej, ale za tę nową będziesz musiał zapłacić kolejną prowizję. Finansowo wyjdzie, jakbyś pożyczkę zrolował. Bez żadnych limitów i ograniczeń.

Pułapka piąta: kara za spóźnienie

Jeśli nie spłacasz pożyczki, musisz liczyć się z tym, że ostatecznie sprawą zajmie się komornik - by odzyskać dług, wejdzie np. na twoje konto. To jednak ostateczność. Firmy pożyczkowe zwykle sprzedają długi firmom windykacyjnym, które swoimi sposobami próbują odzyskać pieniądze.

Wcześniej jednak pożyczkodawcy na własną rękę próbują zmusić cię do zwrotu pożyczki. Straszakiem i motywacją do terminowej spłaty mogą być wysokie opłaty za telefony i SMS-y z ponagleniami. Jakiś czas temu koszty windykacyjne stosowane przez firmy pożyczkowe prześwietlał Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów i Federacja Konsumentów. Wniosek z tych badań? Opłaty windykacyjne to dla niektórych firm też dodatkowa maszynka do robienia pieniędzy.

Za pisemne wezwanie do zapłaty pewna firma żądała 55 zł, a za pośrednictwem SMS-a - nawet 15 zł. Inna brała 35 zł za wezwanie telefoniczne - wynika z raportu Federacji Konsumentów. Inną praktyką jest uzależnienie wysokości opłat windykacyjnych od okresu, który minął od terminu spłaty pożyczki. Im później, tym opłaty za dokładnie te same czynności windykacyjne robiły się wyższe.

Na forach internetowych aż kipi od przykładów. "Za każde spóźnienie słono trzeba zapłacić, oprócz odsetek co tydzień dodatkowe 50 zł, nawet już po spłacie pożyczki. Okazuje się, że w międzyczasie, po tym jak pożyczka została spłacona, wysłano monit, który dotarł później, i uważałam, że jest niesłuszny. Mimo braku odzewu doliczono następny monit do poprzedniego" - ostrzega internautka przed pewną firmą pożyczkową.

Klientka innej firmy: "Bandycka firma, która w ciągu jednego dnia dodaje sobie kilkakrotnie odsetki za zwłokę, mimo iż zostało wpłacone przedłużenie".

Co się zmieni?

Ustawa ma zrobić porządek z kosztami windykacyjnymi. Od marca odsetki za opóźnienie, opłaty za monity, listy z wezwaniami do zapłaty, e-maile, SMS-y nie będą mogły przekroczyć sześciokrotności stopy lombardowej NBP. Dzisiaj byłoby to 15 proc. liczone w skali roku od pożyczonej kwoty.

Z jednej strony to dobra wiadomość dla klientów, ale jest ryzyko, że firmom chwilówkowym przestanie się opłacać prowadzenie działań windykacyjnych we własnym zakresie. Dlaczego? Bo limit kosztów będzie zależał od kwoty pożyczki. Firma, która pożyczyła np. 5 tys. zł, będzie mogła miesięcznie naliczyć ok. 63 zł opłat windykacyjnych, a ta, która udzieliła 500 zł pożyczki, już tylko 6 zł, choć zwykle są to te same czynności. Firmy mogą więc już nie dzwonić i nie wysyłać ponagleń, a od razu skierują sprawę na drogę postępowania sądowego i egzekucyjnego.

Pułapka szósta: problem z odstąpieniem

Jeśli zaciągnąłeś pożyczkę w banku, SKOK-u czy firmie pożyczkowej, ale uznałeś, że jest za droga, możesz z niej zrezygnować. Masz 14 dni na odstąpienie od umowy bez podania przyczyny. Pamiętaj jednak, że bank lub firma pożyczkowa mają prawo pobrać odsetki za okres, w którym pieniądze były w twoim posiadaniu. Jeśli zrezygnowałeś z pożyczki po pięciu dniach, to za te pięć dni musisz zapłacić. Pożyczkodawca nie może natomiast zatrzymać prowizji za udzielenie kredytu.

Nieuczciwe firmy mogą utrudniać skorzystanie z tego prawa. Jeden z internautów ostrzega przed jedną z firm: "Wpadli na pomysł, żeby nie przyjmować odstąpień od umowy. Odpisują, że wprawdzie doszło do nich pismo o odstąpieniu, ale numer pożyczki był źle wpisany. To bzdury, wszystko dobrze wypełniłam. To oszuści, nie dajcie się nabrać".

Czy coś się zmieni? Nic, prawo do odstąpienia od umowy już reguluje ustawa o kredycie konsumenckim. Jeśli firma pożyczkowa robi problem, łamie prawo.

Wchodzące w marcu nowe przepisy lepiej będą chronić klientów firm pożyczkowych, ale nie zapobiegną wszystkim patologiom. Spod limitu kosztów wyłączono np. kredyty w koncie osobistym oraz karty kredytowe. Co prawda, tych produktów udzielają banki, ale zdobycie licencji na prowadzenie działalności bankowej w Unii Europejskiej, a następnie oferowanie usług w innych krajach członkowskich nie jest dzisiaj trudne. Może być więc tak, że w Polsce pojawią się nowe banki, które będą oferować chwilówki właśnie w formie kart lub kredytów w kontach.

Inną wadą jest to, że ustawa nie przewiduje wprowadzenia rejestru firm pożyczkowych, a więc nadal nie trzeba mieć licencji na prowadzenie działalności pożyczkowej. Dzięki niemu można by lepiej poznać branżę i piętnować te, które grają nie fair.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

 Gdzie polacy lubią kupować? Ranking najlepszych sklepów 

Co poza lokatą? Samcik rozprawia się z mitami o oszczędzaniu

Ubezpieczyciel "hodował dług' przez cztery lata. Teraz żąda odsetek 

Ktoś podrobił jego podpis na umowach. Trafił na czarną listę

Frankowicze jak turyści, czyli kto powinien wziąć za nich odpowiedzialność?




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.