Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Podobna historia może zdarzyć się każdemu dłużnikowi, którego wierzyciel ociąga się z egzekucją. Czasem jest to "hodowanie długów", częściej dłużnik jest ofiarą bałaganu, niekompetencji i opieszałości.

My opowiemy historię byłego policjanta. Jego wierzycielem jest PZU, który oferuje specjalną polisę. Policjanci mogą się ubezpieczać od skutków zawieszenia dyscyplinarnego. Gdy funkcjonariusz jest podejrzewany o przestępstwo, zostaje dyscyplinarnie zawieszony. Wtedy otrzymuje jedynie połowę uposażenia. Gdy ma polisę, może zwrócić się do ubezpieczyciela o wypłatę tej drugiej połowy pensji albo o pieniądze na pomoc prawną. Ale jeśli ostatecznie okaże się, że policjant jest winny i zostanie skazany, trzeba wszystko oddać.

Od takiej polisy zaczyna się historia Jarosława Jarmołowicza, byłego policjanta z Legnicy. PZU wypłaciło 15 tys. zł. Teraz żąda ich zwrotu. Razem z odsetkami i opłatami komorniczymi do spłacenia jest ponad 30 tys. zł.

Skazany za niewinność?

W 2011 roku Jarmołowicz musiał odejść z policji, bo został skazany.

On i jego kolega twierdzą, że w 2008 r. zostali przez innych funkcjonariuszy wrobieni w branie łapówek, bo wiedzieli o powiązaniach miejscowej policji z gangsterami. A gdy kolega Jarmołowicza zaczął sprawę nagłaśniać, to nagle zatrzymany przez policję drobny złodziejaszek zaczął opowiadać w prokuraturze o korupcji - wskazując na Jarmołowicza i jego kolegę. - W pierwszym naszym wspólnym procesie zostaliśmy obaj skazani. Po półtora roku do odsiadki - mówi kolega Jarmołowicza. - Ale z powodu błędu formalnego sędziego moją sprawę trzeba było rozpatrywać ponownie i... zostałem prawomocnie uniewinniony. Sędzia orzekł, że łapówki w ogóle nie było - dodaje.

Happy end był połowiczny. - Mój wyrok skazujący jest prawomocny i pozostał niezmieniony. Polskie prawo nie przewiduje, by uniewinnienie współoskarżonego powodowało automatyczne oczyszczenie mnie z zarzutów - mówi Jarmołowicz.

Pozostaje mu walczyć o wznowienie procesu. Liczy na pomoc Rzecznika Praw Obywatelskich.

Przegapiona klauzula

Kiedy Biuro Spraw Wewnętrznych (policja w policji) zatrzymało Jarmołowicza, PZU zgodnie z umową wypłaciło pieniądze z ubezpieczenia. Trzy lata późnej został skazany. - Żyłem w ogromnym stresie: aresztowanie, sąd, a do tego wynajęte bandziory napadły na moją żonę. Koledze grożono śmiercią. Jesienią 2011 r. w panice sprzedaliśmy mieszkanie i uciekliśmy z Legnicy. Nie myślałem o polisie i klauzuli. A PZU nigdy nie skontaktowało się ze mną i nie zażądało zwrotu pieniędzy - opowiada

O sprawie przypomniał sobie dopiero 25 września tego roku, kiedy komornik zajął mu wynagrodzenie, konta i emeryturę. Wrocławski komornik prowadzi wobec byłego policjanta egzekucję na podstawie nakazu zapłaty wydanego 9 listopada 2011 r. przez legnicki sąd.

- Nie miałem o tym pojęcia. Nie mieszkam od czterech lat w Legnicy. Wymeldowałem się we wrześniu 2011 r. - wyjaśnia były policjant. - Nie dotarł do mnie żaden dokument ani z sądu, ani od ubezpieczyciela. Dlaczego mnie nie odszukał? To pytanie zadałam w PZU. Odpowiedź: szukali, ale nie mogli znaleźć.

- Zapytania do ewidencji adresowej MSWiA wysłaliśmy 17 kwietnia 2013 r. i 6 lipca 2015 r.- wyjaśnia Agnieszka Rosa z biura prasowego PZU. - W lipcu 2013 r. dostaliśmy odpowiedź, że dłużnik nie jest zameldowany na terenie Polski.

- To oznacza, że PZU przed skierowaniem pozwu o nakaz zapłaty nie ustalało, gdzie Jarmołowicz mieszka? - dziwi się Martyna Kupiecka, radca prawny, pełnomocniczka byłego policjanta. - Przecież wysyłali mu, jak twierdzą, na legnicki adres wezwanie do zapłaty, które musiało wrócić z adnotacją "adresat nieznany".

- Jestem zameldowany w Warszawie od 2014 r. i się nie ukrywam. Mój adres mają banki, prokuratura i ZUS - wyjaśnia Jarmołowicz.

PZU odpowiada, że nie mają uprawnień do przeszukiwania danych dotyczących miejsca zatrudnienia dłużnika przez ZUS czy ZER MSW.

- Wysłali pozew z nieaktualnym adresem. Czyżby chodziło jedynie o to, by sąd wydał nakaz zapłaty, a nie jest ważne, czy dłużnik o nim się dowie czy nie? Gdyby wiedział, mógłby go kwestionować w sądzie - komentuje prawniczka.

Dwa razy po dwa lata

Nakaz zapłaty sąd wydał w listopadzie 2011 r. Klauzulę wykonalności - trzy miesiące później, 4 stycznia 2012 r. Ale PZU odebrał ją z sądu dopiero rok później, w lutym 2013 r. Dlaczego?

PZU wyjaśnia: "ze względu na trwający w sądzie proces uprawomocnienia się nadanej klauzuli". - Bzdury. Z akt sądowych wynika, że PZU wniosek o nadanie klauzuli wykonalności skierowało do sądu dopiero... 22 stycznia 2013 r. I był to... drugi, już niepotrzebny wniosek.

- Przypuszczam, że pierwotna klauzula została nadana w styczniu 2012 r. przez sąd z urzędu. I tak sobie gotowa leżała i czekała na wierzyciela - domyśla się prawniczka.

- Wygląda na to, że w PZU nad tym postępowaniem windykacyjnym nikt nie panował - mówi Jarmołowicz. - Od nadania klauzuli wykonalności do skierowania mojej sprawy do komornika minęły 54 miesiące! PZU hodował odsetki - wzdycha Jarmołowicz.

- Nie zgadzamy się ze stwierdzeniem, że PZU SA zaniechało prowadzenia czynności windykacyjnych w celu podwyższenia kwoty należnych odsetek - oburza się Agnieszka Rosa z biura prasowego PZU. - Postępowanie prowadzone było od 2011 r. w sposób ciągły i aktywny. Do dłużnika kierowano wezwania do zapłaty, skierowano sprawę do postępowania sądowego, podejmowano próby ustalenia adresu zameldowania dłużnika oraz nawiązania z nim osobistego kontaktu. Nie możemy zająć stanowiska co do braku wiedzy dłużnika o wydanym wyroku: wyrok wydany został, uprawomocnił się i obowiązuje zgodnie z procedurami kodeksu postępowania cywilnego.

- Wbrew twierdzeniom ubezpieczyciela to nakaz, a nie wyrok, i wcale się nie uprawomocnił, bo go prawidłowo nie doręczono panu Jarmołowiczowi - oburza się jego prawniczka. - Z tą sprawą poszliśmy już do sądu. Złożyliśmy wniosek o przywrócenie terminu do odwołania się od nakazu zapłaty. Trzeba zbadać, czy dług się nie przedawnił.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

 Gdzie polacy lubią kupować? Ranking najlepszych sklepów 

Co poza lokatą? Samcik rozprawia się z mitami o oszczędzaniu

Ostatnie takie święta dla firm pożyczkowych? Od marca nowe przepisy 

Ktoś podrobił jego podpis na umowach. Trafił na czarną listę

Frankowicze jak turyści, czyli kto powinien wziąć za nich odpowiedzialność?




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.