Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Od połowy października w internecie - ale i w tradycyjnych mediach - reklamuje się spółka o kuszącej nazwie Polski Bank Informacji o Spadkach. Zajmuje się ona "odzyskiwaniem" pieniędzy dla spadkobierców z tzw. martwych kont. O co chodzi? Na mocy przekazanego przez klienta pełnomocnictwa PBIOS sprawdza informacje o kontach zmarłego we wszystkich instytucjach finansowych i ubezpieczeniowych w Polsce. Cena? Jedyne 199 zł za sprawdzenie konta zmarłego w bankach i 299 zł za przeszukanie kont funduszy inwestycyjnych oraz firm ubezpieczeniowych. Można też wziąć pakiet de luxe, czyli sprawdzić dane zmarłego krewnego we wszystkich instytucjach finansowych w Polsce za jedyne 459 zł. "Współpraca z PBIOS znacznie obniża koszty i skraca czas indywidualnego odzyskiwania pieniędzy" - kusi firma w komunikatach reklamowych.

Płać i płacz

Dlaczego usługa sprawdzania, czy nasz zmarły bliski miał jakieś lokaty, polisy ubezpieczeniowe albo udziały w funduszach inwestycyjnych, jest warta jakichkolwiek pieniędzy, a już zwłaszcza tak znaczących, jakie pobiera PBIOS? O ile ustalenie, czy spadkodawca pozostawił po sobie jakiś dług, np. niespłacony kredyt, nie jest konieczne - wcześniej czy później przypomni o sobie wierzyciel (np. bank lub parabank) - o tyle żadna instytucja finansowa z własnej woli nie zawiadamia spadkobierców o tym, że zmarły zdeponował pieniądze na rachunku czy lokacie, by spadkobiercy mogli je odebrać.

Czasem zdarza się, że na rachunku osobistym zmarłego jest jedna czy dwie "nieskonsumowane" emerytury i już robi się z nich zauważalna kwota. Zdaniem niektórych badaczy tego problemu w ten sposób na rachunkach zmarłych osób "marnuje się" co najmniej 15 mld zł.

700 banków i innych instytucji

Oczywiście: większość z nas po śmierci kogoś bliskiego przegląda jego papiery, umowy, polisy ubezpieczeniowe, korespondencję finansową. Na tej podstawie można odtworzyć majątek finansowy zmarłego i po ustaleniu prawa do spadku zgłosić się po pieniądze. Jeśli jednak spadkobierca nie wie, w którym banku zmarły trzymał pieniądze (ani nawet nie wie, czy jakiekolwiek depozyty posiadał), rozpoczyna się poszukiwanie igły w stogu siana. W Polsce działa blisko 700 banków, SKOK-ów, są domy maklerskie, towarzystwa funduszy inwestycyjnych, firmy ubezpieczeniowe. Tak naprawdę należałoby się zwrócić z pytaniem do każdej z tych firm, dołączając akt zgonu spadkodawcy i postanowienie sądu o nabyciu spadku. Zadanie żmudne, ale to tak naprawdę jedyny sposób, by poznać pełny obraz finansów zmarłego. Nie każdy ma ochotę bawić się w Sherlocka Holmesa i stąd owe bezpańskie 15 mld zł w bankach oraz usłużny PBIOS, który za drobną opłatą ułatwi poszukiwania.

Dzięki temu, że PBIOS zautomatyzował proces zapytań, jest w stanie szybko wystawić w imieniu klienta kilkaset wniosków o sprawdzenie osoby o danym imieniu, nazwisku i numerze PESEL w bazach danych. Tylko czy to musi kosztować prawie 460 zł? Na swojej stronie PBIOS pociesza, że samodzielne wysłanie pism do wszystkich instytucji, w których mogą się znajdować pieniądze zmarłego bliskiego, oznacza dla spadkobiercy koszt ok. 8 tys. zł przy założeniu, że każdy wniosek wysłany jest listem poleconym. W PBIOS jest więc ciut taniej. Jednak wydane pieniądze nie muszą się zwrócić. Gdyby okazało się, że żadnych rachunków zmarły nie posiadał, firma nie zwróci pieniędzy za sprawdzenie bankowych baz danych. Trudno też zrozumieć, dlaczego firma pobiera obok zryczałtowanej opłaty także prowizję, która może wynieść nawet 7 proc. wartości "odnalezionej" w banku czy u ubezpieczyciela kwoty (minimalna prowizja to 3 proc.).

Idą zmiany

Wysokość pobieranych przez PBIOS opłat może tłumaczyć to, że firma chce jak najbardziej napełnić kieszenie, nim eldorado na jej usługi się skończy (lub przynajmniej znacznie osłabnie). W połowie 2016 r. zacznie bowiem działać międzybankowy Centralny Rejestr Rachunków. Dzięki temu każdy uprawniony do spadku będzie mógł uzyskać w jednym miejscu informację o tym, w której instytucji bankowej jego bliski miał otwarte konto albo lokatę. Banki będą też zobowiązane - gdy dowiedzą się o śmierci klienta - zawiadomić osobę wskazaną przez tego klienta za życia (w tzw. zapisie na wypadek śmierci) i wypłacić jej pieniądze. Jest jedno "ale". Nawet po wejściu w życie ustawy centralny rejestr nie obejmie niebankowych instytucji finansowych, takich jak towarzystwa emerytalne, fundusze inwestycyjne, firmy ubezpieczeniowe. W ich przypadku nadal będzie trzeba szukać pieniędzy "po omacku" albo korzystać z drogich usług pośredników.

CENNIK USŁUG PBIOS

199 zł kosztuje sprawdzenie konta zmarłego

299 zł tyle trzeba zapłacić za przeszukanie kont funduszy i ubezpieczycieli

459 zł tyle kosztuje pakiet de luxe

Chcesz porozmawiać o artykule, poinformować nas o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra". W tym numerze:

Frankowe dożywocie. Zabezpieczenia kredytu łatwo nie przeniesiesz

Kupuj w sieci bezpiecznie

mBankowe kody niezgody

Walcz o kasę od Volkswagena

Reklamowała torebkę. Czekała trzy miesiące na... nową

Chciał zmienić dostawcę. Zapłacił podwójnie



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.