Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Pan Andrzej jest 76-letnim emerytem. W zeszłym roku postanowił w Saturnie kupić drukarkę. Wybrał taką, która kosztowała 329 złotych.

- Skusiła mnie promocja sprzedaży ratalnej - raty 0 proc. - opowiada. - Po wybraniu drukarki zostałem skierowany do punktu obsługi ratalnej prowadzonego przez Santander Consumer Bank. Tam dowiedziałem się, że jeśli liczba rat nie przekroczy dziesięciu, to oprocentowanie kredytu wyniesie 0 proc. - dodaje. Nasz czytelnik spodziewał się więc, że nie poniesie żadnych kosztów kredytu i za drukarkę będzie płacił 32,90 zł przez dziesięć miesięcy.

Konsultantka Santander Banku wytłumaczyła panu Andrzejowi, jak skorzystać z promocji 0 proc. Najpierw musiał podpisać umowę z bankiem, który wydał mu kartę kredytową. Za drukarkę trzeba było zapłacić tą właśnie kartą. - Pracownica Santadera dodała też, że poniosę jeszcze drobne dodatkowe koszty i że rata nie będzie wynosić 32,90 zł miesięcznie, ale 38 zł - relacjonuje czytelnik.

Pan Andrzej nie wiedział dokładnie, co to za dodatkowe opłaty, ale posłuchał konsultantki, która zapewniła go, że przelewając comiesięcznie 38 zł na rachunek do spłaty karty, będzie już "bezpieczny".

Czytelnik zlecił więc stały przelew z konta, z którego korzysta na co dzień - 38 zł przez dziesięć kolejnych miesięcy - i o temacie zapomniał. Ostatnią ratę zapłacił we wrześniu ubiegłego roku. Bardzo się zdziwił, gdy niedługo później przyszło do niego pismo, że zalega z kwotą 43,22 zł, a jego dług może być zgłoszony do wpisania na międzybankową czarną listę. Pan Andrzej błyskawicznie sprawdził, czy zgadzają się przelewy. Wszystko było w porządku - dziesięć rat po 38 zł przelane zgodnie ze zleceniem.

- Zadzwoniłem pod podany w piśmie numer. Dowiedziałem się, że "dług" to zaległe opłaty za jakieś ubezpieczenie i kartę, z której skorzystałem tylko jeden raz - płacąc za drukarkę. Poza tym zaległość urosła już do 64,73 zł - opowiada zdenerwowany.

Dobrowolne czy mimowolne?

Okazało się, że dodatkowe opłaty wynikły nie tylko z opłat za kartę, ale także z dwóch dodatkowych usług: zabezpieczenia transakcji i pakietu assistance "Fachowa pomoc" - każda z nich płatna po 3 zł miesięcznie.

Podsumujmy: poza ratą 32,90 zł za drukarkę pan Andrzej powinien uiszczać jeszcze 3,90 za korzystanie z karty i po 3 zł za pakiet assistance i zabezpieczenie transakcji. W sumie 42,80 zł miesięcznie, czyli niemal o 10 zł więcej, niż zakładał.

Jak rata 0 proc. zamieniła się w 30 proc.? Paweł Florkiewicz z Santander Consumer Banku poinformował, że usługi zabezpieczenie transakcji i pakiet assistance są dobrowolne, ale pan Andrzej twierdzi, że nie miał o nich pojęcia. - Pani w banku ani słowem nie wspomniała o żadnej z tych usług. Te pakiety w ogóle nie były mi potrzebne i nigdy bym ich nie kupił - denerwuje się pan Andrzej.

Na czym dokładnie polegały te dodatkowe usługi banku? Usługa zabezpieczenie transakcji oznacza przejęcie przez bank odpowiedzialności za transakcje do kwoty 150 euro dokonane przy użyciu karty utraconej wskutek kradzieży, przywłaszczenia przez nieuprawnioną osobę lub zagubienia. To usługa całkowicie niepotrzebna osobie, która po zaciągnięciu kredytu zamierzała schować kartę do szuflady.

- W ramach pakietu "Fachowa pomoc" zapewniamy profesjonalną pomoc medyczną i techniczną - wyjaśnia Florkiewicz. Czyli na przykład pokrycie kosztów wizyty u lekarza, dostarczanie leków i całodobową infolinię medyczną. Poza tym w przypadku awarii urządzeń RTV i AGD lub sprzętu komputerowego zapewniona jest organizacja dojazdu odpowiedniego fachowca i pokrycie kosztów robocizny. Oprócz tego pakiet assistance "Fachowa pomoc" zawiera jeszcze wiele innych usług.

- W umowie kredytowej podpisywanej przez klienta znajduje się wyróżniona część dotycząca ubezpieczeń. Jeśli klient zdecyduje się na opcjonalne usługi zabezpieczenie transakcji i ubezpieczenie assistance "Fachowa pomoc", w umowie znajduje się odpowiednia informacja na ten temat. Jeśli nie, to w umowie również zostanie to uwzględnione - tłumaczy Florkiewicz.

Podpisałeś? Przeczytałeś

Wszyscy wiemy, jak wygląda podpisywanie umów w banku - kilka stron zadrukowanych drobnym maczkiem i nierzadko kolejka za plecami. - Zaufałem konsultantce banku - przyznaje pan Andrzej. - Nie wczytywałem się w umowę.

Warto zwrócić uwagę na to, że pan Andrzej zlecił wypłatę rat w wysokości 38 zł miesięcznie. Gdyby wiedział, że kupuje jeszcze usługi dodatkowe, prawdopodobnie doliczyłby ich koszt do rat.

Zapytaliśmy Pawła Florkiewicza, czy bank ma potwierdzenie tego, że klient wie, co podpisuje, i że pracownik banku nie przemycił w umowie dodatkowych usług bez wiedzy klienta.

- Doradca klienta nie ma możliwości ingerowania w treść umowy, może jedynie zmieniać jej parametry, odznaczając odpowiednie pola w aplikacji sprzedażowej, dotyczące np. danych kredytobiorcy, wartości finansowanego towaru, liczbę rat, chęć korzystania z opcjonalnej, drukowanej formy zestawień transakcji czy chęć skorzystania z opcjonalnych pakietów (np. opcjonalny pakiet assistance "Fachowa pomoc" lub opcjonalne zabezpieczenie płatności kartą) - opowiada Florkiewicz. - Klient, podpisując umowę, oświadcza, że zapoznał się z jej zapisami. Obecnie klienci podpisują osobny dokument dotyczący zakupu ubezpieczeń, co dodatkowo wpływa na przejrzystość procesu sprzedaży - dodaje.

Ekipa interweniuje, bank się lituje

Usługi dodatkowe to niejedyny koszt, o którym pan Andrzej nie wiedział. Okazuje się, że gdyby dokonywał otrzymaną od banku kartą transakcji za minimum 500 zł miesięcznie, nie musiałby ponosić za nią opłat.

- Jeśli wartość zaksięgowanych transakcji bezgotówkowych przekracza 500 zł miesięcznie, bank nie pobiera opłat za korzystanie z karty. W sytuacji, w której klient nie decyduje się na dodatkowe, nieobowiązkowe produkty i korzysta z nieodpłatnych zestawień transakcji na stronie internetowej, oprocentowanie planu spłat ratalnych wynosi 0 proc. - wyjaśnia Florkiewicz.

Pan Andrzej, niestety, nie wiedział o rosnącym zadłużeniu, bo, jak twierdzi, nikt go nie poinformował o możliwości kontrolowania stanu swojego kredytu przez internet.

- Ostatecznie drukarka kosztowała mnie 445 zł - irytuje się czytelnik. Czyli o niemal 35 proc. więcej od ceny wyjściowej. Na szczęście po naszej interwencji pan Andrzej otrzymał z banku pismo, z którego wynika, że "mając na uwadze szeroko rozumiane dobro klienta, bank podjął decyzję o anulowaniu opłat za prowadzenie rachunku" i że na jego koncie figuruje nadpłata w wysokości 33 zł.

Dlatego zanim skuszą nas raty "zero procent", warto dokładnie przeczytać umowę, bo jak wiadomo, nie ma nic za darmo.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.