Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
ARKADIUSZ PRZYBYSZ: Kiedy ostatnio wymieniał pan lodówkę?

WOJCIECH KONECKI : Szczerze mówiąc, nie pamiętam dokładnie. Lodówka, której używamy w biurze, ma chyba ponad 15 lat, domowa - mniej więcej trzy, cztery lata. I ten sprzęt cały czas działa, chociaż jest bez przerwy użytkowany. Z innych sprzętów - półtora roku temu kupowałem pralkę. Poprzednia działała 10-12 lat, mimo że u mnie w domu właściwie codziennie robimy pranie.

Te 10-12 lat to rekord, jeśli chodzi o średni czas użytkowania sprzętu AGD?

- Nie. W zależności od produktu sprzęt użytkowany jest średnio przez 10-15 lat. Co ważne - to nie jest czas pełnego życia produktu. W Europie Zachodniej około 30 proc. sprzętu oddawanego do recyklingu jest nadal sprawne. Ludzie po prostu chcą mieć nowsze, lepsze wyroby. Zwłaszcza teraz, kiedy dotarła do nas moda na wspólne gotowanie, tworzenie wysp kuchennych. Ludzie chcą zmieniać swoje kuchnie, a nie trzymać jeden sprzęt 15 lat. Oczywiście środowisko mogłoby na tym ucierpieć, gdyby nie było systemu odzysku. Z drugiej strony - konsument mógłby na takiej wymianie sporo zaoszczędzić. Dla przykładu: lodówka, która była kupowana 15 lat temu, zużywała 500-600 kWh energii, współczesna - około 150. To przekłada się nawet na 400 zł mniej na rachunku za prąd po pierwszych trzech latach użytkowania. Co więcej, gdyby cały świat wymienił sprzęt AGD na energooszczędny, można by zamknąć blisko 600 elektrowni.

Czym różni się współczesna lodówka od tej sprzed 15-20 lat?

- Oprócz kwestii wizualnych, bardzo ważnych dla użytkownika, nastąpił ogromny postęp, jeśli chodzi o zużycie energii, o którym wspominałem wcześniej. W tej chwili sprzęt zużywa o 60-70 proc. mniej prądu niż jeszcze kilkanaście lat temu. Podobnie dzieje się ze zużyciem wody czy poziomem hałasu. Zmieniła się również masa sprzętu i ilość użytkowanych surowców. Kiedyś pralka ważyła około 80 kg, dziś - poniżej 70. To nadal dużo, ale wynika to z samej konstrukcji sprzętu, konieczności zamontowania przeciwwagi etc. To jest kilkanaście kilogramów surowca mniej, co w przeliczeniu na miliony produkowanych sztuk daje ogromne oszczędności w skali całej branży. Jeśli chodzi o surowce, to używa się tych mniej szkodliwych. Przy tym spadła nominalna moc urządzeń przy właściwie niezmienionych możliwościach i wynikach.

Ale rewolucji nie było. Pralka jest pralką, lodówka - lodówką.

- Zwiększyła się także, może nawet dwukrotnie, liczba stosowanych komponentów, jednak do tej pory branża nie przeszła olbrzymiej technologicznej rewolucji, jeśli chodzi o koncepcje działania. Oczywiście zmiany są - w zmywarkach mieści się więcej kompletów naczyń, pojawiły się lodówki "no frost", jednak nie są to rewolucyjne zmiany. Czekają nas kolejne, na przykład jeśli chodzi o komunikowanie się urządzeń między sobą, ale to też nie zmieni podstawowych funkcji sprzętu AGD.

A użytkownicy często mówią, że dawniej działał on lepiej, dłużej...

- W powszechnej opinii sprzęt sprzed 30 lat był bezawaryjny. Nikt nie wspomina jednak, ile razy w tej pralce wymieniało się uszczelkę, ile razy ktoś do tego urządzenia przyjeżdżał, ile napraw trzeba było wykonać samodzielnie. Ludzie starsi wspominają ten sprzęt z rozrzewnieniem i nie pamiętają, jak on działał naprawdę.

Zmiana jakości sprzętu wynika zresztą z rozszerzenia oferty. Kiedyś kosztował on kilka pensji, a kupujący nie miał do wyboru marek. Dzisiaj konsumenci mogą kupić naprawdę tani sprzęt za niecały 1 tys. zł, który będzie działał kilka lat, a mogą wydać więcej na urządzenie, które wytrzyma kilkanaście lat. Staramy się oczywiście, by tańszy sprzęt był dobrej jakości - dzieje się to kosztem liczby funkcji - jednak jeśli konsument chce sprzęt na lata, to musi za niego zapłacić. To truizm, ale nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Klienci, kupując sprzęt na 10-15 lat, chcą oszczędzić na nim na przykład 200 zł. A potem płacą za lodówkę tyle, co za na nowy smartfon, który wymienią za dwa lata.

Oprócz tego zwiększył się rynek. Urządzeń AGD sprzedaje się z roku na rok coraz więcej. To oczywiste, że jeśli wadliwy jest na przykład 1 proc. sprzętu, to do serwisów trafiać będzie znacznie więcej egzemplarzy niż kilka lat temu.

Oczywiście nie będę ukrywać, że niektóre wyroby są gorszej jakości niż inne. Tu trzeba się bić w piersi. Weźmy jednak poprawkę na to, że najtańszy sprzęt w marketach od kilku lat kosztuje poniżej 1 tys. zł. Nie biorę pod uwagę inflacji, zmian pensji, kosztów producenta. Na taką cenę jest presja sieci i konsumentów. Mamy więc wyroby lepsze i gorsze, tańsze i droższe. Możemy produkować same urządzenia, które wytrzymają 20-30 lat, ale zapytajmy najpierw konsumentów, czy oni naprawdę tego chcą. Czy będą chcieli po tak długim czasie jeszcze z tego sprzętu korzystać.

A co odpowie pan osobom, które twierdzą, że zmiana jakości sprzętu to bezpośrednia wina działań producentów?

- Z jedną rzeczą chciałbym skończyć raz na zawsze - z tezą, że producenci spiskują, żeby obniżyć jakość sprzętu czy skrócić czas użytkowania. Spisek producentów, żeby celowo psuć produkty, nie istnieje.

"Postarzanie" i zaplanowana awaryjność produktów byłyby nieopłacalne z perspektywy producenta. Podam przykład z mojego życia - kiedy w domowym telewizorze znanej marki popsuł się kineskop, kolejny kupiłem już od innej firmy. Takie działania niosłyby za sobą olbrzymie straty wizerunkowe. Zresztą pracownicy nie pracują przez całe życie w jednym zakładzie. Gdyby zwolniony pracownik wiedział, że w jego firmie celowo psuje się wyroby, chwilę później rozgłosiłyby to media. Tego nie dałoby się ukryć.

A jeszcze do tego porozumienie między producentami? Jest zakazane przez prawo. Na przykład kiedy w naszej siedzibie odbywają się spotkania przedstawicieli różnych producentów, to obok nich zawsze siedzi prawnik, który pilnuje, by nie wymienili się, nawet przypadkiem, informacjami wrażliwymi. W przypadku porozumienia między konkurentami kary mogłyby wynieść nawet do 10 proc. przychodów firmy na całym świecie. Do tego dochodzi jeszcze odpowiedzialność karna osób odpowiedzialnych za takie porozumienie. To byłaby gra niewarta świeczki.

To skąd te głosy?

- To cena rozwoju technologicznego. Sprzęty wymagają wykwalifikowanych pracowników posiadających komputery i odpowiednie oprogramowanie do naprawy czy niemożliwe do rozebrania (po to, by wyjąć akumulator) szczoteczki do zębów. To jest bardzo irytujące, ale nie jest to dowód na celowe postarzanie sprzętu. To jest olbrzymie oskarżenie. Pracuję już 25 lat w branży i do tej pory nikt jeszcze tego nie udowodnił. Można mówić o krótszym użytkowaniu produktu przez pierwszego użytkownika, można mówić o zmianach w jakości produktów, lecz to nie musi mieć związku z planowanym postarzaniem.

Przypadki celowego postarzania produktów zdarzały się co prawda w innych branżach - przykładem niech będą drukarki . Mówiło się o wmontowanym programie kończącym działalność urządzenia po np. milionie kopii. Jednak jest to sytuacja jednostkowa i od razu bardzo nagłośniona przez media. A potem wrzuca się wszystkich producentów do jednego worka, przez co cierpi cała branża. Jednak w naszym sektorze, jak podkreślałem, jest to problem całkowicie wymyślony.

Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra". W tym numerze:

Uwaga promocja! 34,39 zł za list polecony z upomnieniem

Plusy i minusy płatności zbliżeniowych

Na narty! Gdzie i za ile?

Brak polisy za granicą? Nawet 800 tys. zł długu



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.