Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Posiadanie karty umożliwiającej małe transakcje bez podawania PIN-u jest stresujące, jeśli ktoś ma zwyczaj zostawiać portfel gdzie popadnie. Na szczęście jednak na kartach działają już liczniki transakcji bez PIN-u i może być ich tylko kilka dziennie. Po za tym, odpowiedzialność posiadacza takiej karty za ewentualne oszustwa jest ograniczona ustawowo do 50 euro. No i płacenie zbliżeniowo ma też tę zaletę, że nie ryzykuję, że ktoś sfotografuje lub nagra kamerą jej dane, żeby np. użyć ich do e-zakupów.

Ale jest jedna rzecz, która w płaceniu zbliżeniowym, i nie tylko, mnie coraz bardziej denerwuje. Otóż niektóre banki rozliczają tego typu transakcje z bardzo dużym opóźnieniem. Na tyle dużym, że rodzą się kłopoty z kontrolowaniem salda na koncie. A niedozwolony debet banki karzą.

Napisał do mnie pan Janusz, który poczuł się oszukany, bo mBank zabrał mu z konta 6 zł tytułem "kary" za niezrealizowanie płatności kartą w wysokości 300 zł w poprzednim miesiącu (tu październik 2015 r.). Klient uważa, że spełnił ten warunek. Jak to możliwe, że w tak, zdawałoby się, zero-jedynkowej sprawie klient z bankiem toczą spór? Otóż klientowi nie zaliczono na poczet październikowych transakcji tej z ostatniego dnia miesiąca. Bank zaksięgował ją jako listopadową, bo wtedy przesłano z punktu handlowego rozliczenie.

Karta za zero, ale musisz wpierw wydać

- mBank pisze we wszystkich dokumentach reklamujących karty debetowe:"0 zł za kartę debetową, jeśli płatności kartą wyniosą 200 zł lub 300 zł miesięcznie w zależności od posiadanego konta". Realizowałem skrupulatnie owo zalecenie. Skąd mam wiedzieć, do kiedy powinienem wypełnić limit transakcji, by moje operacje kartą zostały zaliczone na poczet danego miesiąca? - denerwuje się. I w zasadzie ma rację, bo jeśli bank chce, żeby klient wykonał ileś tam transakcji o określonej łącznej wartości w danym miesiącu, to powinien tak przygotować proces technologiczny, by klient nie był zdany na rosyjską ruletkę.

Problem oczywiście nie jest nowy, wynika z dążenia branży finansowej do... ułatwiania nam życia. Kiedyś wszystkie transakcje kartami debetowymi były realizowane dopiero po połączeniu się terminalu z bankiem i sprawdzaniu salda. Teraz finansiści chcą, żeby płacenie w sklepach było szybsze, więc zezwalają na wykonywanie transakcji w trybie offline, czyli bez połączenia terminalu z bankiem. Dzięki temu klienci częściej płacą kartą.

Tryb offline opóźnia rozliczenia

Kwestia szybkości transakcji najbardziej paląca jest w płatnościach zbliżeniowych, więc to tam najczęściej uruchamiany jest tryb offline. Transakcje zbliżeniowe są przekazywane do banku większymi paczkami - na koniec dnia lub raz na kilka dni. I wszystko pięknie, dopóki nie zdarzy się taki przypadek jak pana Janusza.

Litera prawa - albo raczej bankowego regulaminu - jest po stronie banku, bo sprytnie zabezpieczył się na okoliczność opóźnionego rozliczania transakcji zbliżeniowych. "Miesięczna opłata za kartę główną wynosi 6 zł. Opłata nie będzie pobrana, jeżeli miesięczna wartość rozliczonych transakcji za ostatni miesiąc wyniesie 300 zł". Tak, jest tu słowo "rozliczonych", a nie wykonanych. To klient ma pilnować, żeby transakcje kartowe rozliczono w danym miesiącu. W odpowiedzi na reklamację bankowcy z rozbrajającą szczerością wyjaśnili czytelnikowi, że "maksymalny termin rozliczenia transakcji kartowej wynosi do 14 dni kalendarzowych".

Jeśli chcesz mieć pewność, że twoje transakcje kartą, ze szczególnym uwzględnieniem zbliżeniowych, będą rozliczone w tym miesiącu, w którym je wykonałeś, to... wykonaj je w pierwszych dwóch tygodniach tego miesiąca. Nie podoba mi się uzależnianie wartości pobieranej od klienta prowizji od czynników, które są absolutnie niezależne.

Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra". W tym numerze:

Uwaga promocja! 34,39 zł za list polecony z upomnieniem

Postarzanie AGD nie istnieje

Na narty! Gdzie i za ile?

Brak polisy za granicą? Nawet 800 tys. zł długu



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.